niedziela, 1 stycznia 2023
Dziennikarz - sługa czy nadzorca?
Dziennikarz - sługa czy nadzorca?
Jednym z głównych warunków istnienia państwa demokratycznego jest zapewnienie obywatelom nieskrępowanego dostępu do informacji publicznej. Dzięki temu mogą oni kontrolować polityków, aby ci nie łamali praw i reguł demokracji.
Rok upadających mitów ...
2022 – rok upadających mitów (cz. I)
Skończył
się rok wyjątkowy. Na naszych oczach wróciło to, co wielu
wydawało się trwale minioną przeszłością i zmieniło się to,
co wielu uznawało za nienaruszalne. Był to rok w którym padły chyba wszystkie mity, jakimi przez długie lata
próbowaliśmy opisywać naszą rzeczywistość.
Lista jest długa, więc bez zbędnych wstępów.
Padł mit o wszechpotędze rosyjskiej armii. Groza jaką dotąd budziła „druga armia świata” traktowana była przez Zachód jako niepodważalna „stała” we wszelkich rozważaniach na temat europejskiej i światowej geopolityki. Propaganda kreowana wokół „drugiej armii” skutecznie zastraszała każdego, kto choćby pomyślał o tym, żeby postawić się Rosji. Wszystko działało dopóki Ukraińcy nie powiedzieli „sprawdzam”. Mit rosyjskiej armii padł z hukiem w konfrontacji z armią, której większość nie dawała żadnych szans w takim starciu. Wyszła tragiczna niekompetencja dowódców praktycznie na każdym szczeblu, katastrofalne zacofanie taktyczne i techniczne, beznadziejne morale i fatalna logistyka. Owszem, to wciąż jest armia wielka, wciąż mająca duże zapasy narzędzi do mordowania, wciąż z potężnym arsenałem nuklearnym. To wciąż jest i będzie zagrożenie dla wszystkich sąsiadów. Jednak rojenia rosyjskich propagandzistów o „marszu na Zachód” budzą już tylko śmiech.
Padł ostatecznie mit o Rosji jako „cywilizowanym kraju” z którym można zawierać „skuteczne kompromisy”. Sama agresja jak i bezmiar rosyjskiego okrucieństwa pokazały dobitnie, że Rosja nie zmienia się od setek lat a „wielka rosyjska kultura” to tylko pozłacana maseczka na pysku śmiertelnie chorej na wściekliznę Bestii. Kto rozumny, ten widzi z kim mamy do czynienia. Kto nie ma rozumu ten już chyba na zawsze pozostanie ślepy i głuchy.
Padł mit o niemieckiej zdolności „do odpowiedzialnego przywództwa w Europie”. Od lat zalewano nas słodziutką i totalnie oderwaną od rzeczywistości propagandą o tym, jak to wspaniale Niemcy kierują europejskimi sprawami. Ot i rzeczywistość wystawiła rachunki za REALNE bezhołowie niemieckiej polityki wobec Rosji. Berlińskie rojenia o kierowanej przez Niemcy jednej przestrzeni „od Lizbony po Władywostok” doprowadziły do uzależnienia państw Unii od rosyjskich surowców energetycznych. Dało to Putinowi kapitalne narzędzie do szantażowania Europy i wprost doprowadziło do wojny na Ukrainie oraz kontynentalnego i globalnego kryzysu. O tym że tak to się skończy wiadome było od lat. Putin od dawna dawał absolutnie otwarte sygnały co do swoich zamierzeń odnowienia rosyjskiego imperium. Od dawna realizował je kolejnymi rzeziami (Czeczenia, Gruzja, Ukraina). Niemcy mieli dużo czasu żeby posłuchać polskich ostrzeżeń, przejrzeć na oczy, porzucić stare rojenia i rzeczywiście stać się ODPOWIEDZIALNYM graczem w europejskiej polityce. Zachowanie Niemców po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę pokazuje dobitnie, że nie tylko wiedzieli co się stanie, ale wprost akceptowali to i czekali na szybki finał. „Niestety” Ukraińcy postanowili bić się, Polacy postanowili pomóc a USA weszło do gry tak twardo, jak chyba mało kto się spodziewał po ekipie Bidena. Niemcy mogli od razu odpuścić …. ale zamiast tego przez długie miesiące pod różnymi pretekstami de facto sabotowali realną pomoc dla Ukrainy. Teraz pod presją różnych nacisków Berlin owszem, pomaga, ale wciąż nie jest to pomoc, która może realnie zmienić przebieg wojny na korzyść Ukrainy.
Tak na marginesie – wszyscy „politycy” którzy przed wojną prześcigali się w hołdach wobec „niemieckiego przywództwa” powinni na trwałe zlecieć z polskiej sceny politycznej – ich głupota wprost zagraża przetrwaniu Polski.
To tylko początek listy. Będą następne odcinki.
środa, 14 grudnia 2022
Wojna na Ukrainie - rosyjska "logika"
Wojna na Ukrainie - rosyjska "logika"
Schematy rosyjskiej propagandy w kwestii inwazji na Ukrainę są bardzo proste:
poniedziałek, 18 lipca 2022
Zygmunt Krasiński o polityce Rosji
„Biada tym, co nic nie umieli przewidzieć, co pozwolili ludożercom tańczyć wokół swoich ofiar i nie pośpieszyli im z pomocą; co złożyli nadzieję w handlu, co zawierzyli ekonomii politycznej. Wszyscy oni zginą, wszyscy! (...) „Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej – czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa – aż świat wszystek, znękany krwi upływem niezmiernym i ubytkiem równie wielkim prawości, z mordów przerzuciwszy się w sprzedajność i zepsucie, aż sam świat, mówię, zawezwie ją do siebie, podda się jej – wtedy azjatycką stopą nastąpi na Europę i knut da do pocałowania suchotnikom europejskim, znędzniałym, wycieńczonym, leżącym na gruzach dymiących, śród kałuż czerwonych! Poniżona natura ludzka wielu przerażeniami, chora z utraty zmysłu ku cnocie, nie odmówi żadnego pocałunku. Wtedy Moskwa przekonana, że się jej nic nie oprze, pewna, że wszystkie proroctwa Piotra Wielkiego spełnione, zacznie grasować, a tak obmierźle i nie po ludzku, że obudzi ostatnią rozpacz w Europie”.
Memoriał do Guizota (francuskiego ministra spraw zagranicznych) z 1847 roku (fragment):
"O charakterze zaborów rosyjskich" - Maurycy Mochnacki
sobota, 25 czerwca 2022
Honor w polityce?
Do wybuchu II wojny światowej polska inteligencja miała korzenie przede wszystkim szlacheckie. W pierwszej połowie XIX wieku to właśnie z tysięcy „białych dworków” wyszło jej pierwsze, nowoczesne pokolenie. Ze swoich domów wynieśli zarówno siłę, jak i słabość. Siłą było wspaniałe, przebogate dziedzictwo kultury I Rzeczypospolitej, dające im tak szerokie horyzonty i unikalne postrzeganie świata. Siłą był też żarliwy, nieprzekupny i gotowy na każde poświęcenie patriotyzm. Dla odbudowy wolnej Ojczyzny szli na wszystko, zgodnie ze starą dewizą swoich rycerskich przodków „amor patriae nostra lex” (miłość Ojczyzny naszym prawem). Byli jej zawsze wierni bez względu na cenę, jaką przyszło im za to płacić. Z drugiej strony to również ten sam kult rycerskiego dziedzictwa był wielką słabością polskiej inteligencji – brak realnego zrozumienia reguł rządzących międzynarodową polityką. Postrzegaliśmy ją nieledwie jako wyidealizowany turniej rycerski, w którym liczą się „cnoty” - honor, prawość, wierność, w którym paktów przestrzega się zawsze i bez względu na wszystko, w którym „prawda zawsze się obroni” a w naszej „walce za naszą i waszą” nigdy nie będziemy osamotnieni. Kiedy zaczęło formować się nowoczesne społeczeństwo szeregi polskiej inteligencji w coraz większym stopniu uzupełniali przedstawiciele innych grup społecznych. Synowie mieszczan i chłopów wchodzili jednak w świat pojęć ukształtowany przez swoich szlacheckich poprzedników, przyjmowali jego moralność za własną i tak samo postrzegali rzeczywistość międzynarodową. Wyjątkiem był ruch narodowy, który dzięki takim działaczom jak np. Dmowski potrafił realnie oceniać rzeczywistość.
Stara polska inteligencja została zmasakrowana w czasie II wojny światowej celowymi represjami zarówno Niemców jak i Sowietów. Dalej przyszły represje okresu stalinowskiego, szczególnie bezwzględne wobec niedobitków endecji i okazało się, że nasza inteligencja była budowana praktycznie od nowa. „Kiedy odzyskaliśmy niepodległość” okazało się jednak, że chociaż „komuna” dramatycznie przeorała naszą narodową świadomość to tamto stare dziedzictwo naszej XIX wiecznej inteligencji wciąż siedzi w nas mocniej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Wciąż nie rozumiemy polityki międzynarodowej. Aby się o tym przekonać wystarczy poczytać np. internetowe komentarze. Po wieloletniej lekturze tysięcy takich tekstów mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że patrzymy na świat tak samo, jak nasi przodkowie, którzy w XIX wieku szli do Powstań ze świętym przekonaniem, że Europa pomoże bo przecież „racja jest po naszej stronie”. Wciąż mówimy przy takich okazjach dużo o honorze, wierności bez względu na wszystko, o godności, „wartościach”, odwiecznych przyjaciołach i odwiecznych wrogach itd. itp. Chociaż w większości jesteśmy potomkami mieszczan i chłopów, to wciąż wydaje się nam, że światem rządzą takie reguły, jakie chcieli w nim widzieć ci, którzy w XIX wieku jednoczyli Polaków jako nowoczesny naród. O intelektualnym dziedzictwie ruchu narodowego po dekadach propagandowej orki praktycznie zapomnieliśmy. Dopiero w ostatnich latach myśli Dmowskiego i innych publicystów powoli przebijają się do szerszej świadomości Polaków. Wszystko to jednak idzie straszliwie wolno. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak wciąż jest. Historia kilka razy mocno pokazała nam, że światem rządzą jednak zupełnie inne reguły. Aż tak bardzo nie potrafimy uczyć się na własnych doświadczeniach?
Polityka międzynarodowa to tylko gra interesów i nic więcej. Określa ją prosty bilans zysków oraz strat i to wyłącznie on warunkuje przestrzeganie każdej umowy. Nie ma w tym honoru, szlachetnej rycerskości, wierności i tych wszystkich wielkich pojęć, które tak chętnie chcemy tam widzieć. Nikt nikomu nic nie daje w tym świecie za darmo „w imię wyższych wartości” … chyba, że mu się to z bardzo konkretnych powodów opłaca. Nikt nie będzie tutaj za nikogo walczył „w imię dobra” …. o ile nie znajdzie w tym bardzo wymiernych korzyści. Nikt nie będzie nam bezwzględnie wierny nawet w najgorszej sytuacji …. jeżeli nie będzie miał w tym bardzo mocnego interesu. Wyliczać tak mógłbym długo.
Oczywiście zawsze mogą w tej grze wyskoczyć „modyfikatory” ludzkiej głupoty, chciwości i żądzy władzy. Nie zmienia to jednak zasadniczej konkluzji co do głównych zasad. Warto też pamiętać, że to co widzimy na ekranach telewizorów to z reguły tylko teatrzyk dla „mięsa wyborczego”. Najważniejsze sprawy zawsze załatwia się za zamkniętymi drzwiami.
Pozwolę sobie zakończyć cytatem, który doskonale podsumowuje ten temat:
„Polityka każda i praca każda oparta jest na prostej, brutalnej zasadzie, gdzie robić trzeba wszystkie wysiłki, aby zwyciężyć, i wówczas warte jest tylko to, co zwycięstwu pomaga, a bez wartości jest to, co ani ziębi, ani grzeje”.
Józef Piłsudski - przemówienie na zjeździe legionistów w Krakowie 6 sierpnia 1922 r.
Jesteśmy wyjątkowi? OCZYWIŚCIE!
piątek, 15 kwietnia 2022
Putler ... czyli dwa oblicza BESTII
Putler … czyli dwa oblicza BESTII
Wróg
Aby zjednoczyć wokół siebie naród Hitler i Stalin potrzebowali wroga. Dla pierwszego taki wrogiem byli oczywiście Żydzi. To właśnie ich uznał za główne źródło niemieckich nieszczęść i to ich wyniszczenie miało dać Niemcom "Tysiącletnią Rzeszę". Było to czyste szaleństwo, przez które Niemcy wymordowali najpierw bodaj najbardziej zasymilowaną diasporę w kontynentalnej Europie, a potem miliony niewinnych ludzi, którzy najczęściej nigdy w żaden sposób nie zaszkodzili Niemcom. Żydami Putina są dzisiaj Ukraińcy. To ich w swoim obłędzie uznał za główną przeszkodę dla wymarzonej odbudowy sowieckiego Imperium. Metody "walki z wrogiem" w obu przypadkach są dokładnie takie same - bezwzględne, totalnie wyprane z człowieczeństwa LUDOBÓJSTWO.
piątek, 18 lutego 2022
Demokracja – krótka historia iluzji (cz. II)
wszystkich stoi Rzeczpospolita". Zygmunt Krasiński. Pocztówka z 1905 r.
Demokracja – krótka historia iluzji (cz. I)
Demokracja – krótka historia iluzji …. (cz. I)
wtorek, 15 lutego 2022
Karol Wielki … nie nasz „ojciec”, nie nasz bohater ...
Niemiecko – francuska narracja historyczna usilnie wciska nam Karola Wielkiego jako „Ojca Zjednoczonej Europy”. Jest to drastyczne przekłamanie, po prostu zwykła propaganda . Problem z „ojcostwem Karola” polega na tym, że nawet w szczytowym okresie potęgi swojego imperium nie panował on nad … jak to się często przedstawia …. „prawie całą Europą”. Owszem, zjednoczył pod swoim berłem PRAWIE CAŁY ZACHÓD. To „prawie” oznacza, że poza jego władztwem była Hiszpania, południowe Włochy, Brytania, Irlandia i Skandynawia. Karol NIGDY NIE RZĄDZIŁ SŁOWIANAMI. Fakt, LUŹNO ZHOŁDOWAŁ zachodnie pogranicze Słowiańszczyzny – plemiona połabskie, Czechów, Morawian i Chorwatów. Jednak to wszystko. Jego polityczne wpływy całkowicie zanikały na wschód od linii Odry i Nysy oraz na wschód od Dunaju. Pozostali poza nimi zarówno nasi przodkowie, jak i cały ogrom etnosu wschodniosłowiańskiego – czyli większość Europy Środkowej i cała Europa Wschodnia.
Przedstawianie Karola jako „Ojca Europy” wobec faktycznego zasięgu jego państwa wynika chyba tylko z tego, że dla zachodniej kultury i zachodniego kodu kulturowego „prawdziwa Europa” to tylko oni, a my to jakiś „barbarzyński wschód”. Takie traktowanie Słowian, taka pogarda wobec naszej historii i naszego dziedzictwa jest tak głęboko wbita w „geny” Zachodu, że w ich polityce historycznej wyłazi praktycznie na każdym kroku. „Sprzedawanie” nam Karola jest dobitnym przykładem takiego podejścia.
Reasumując – Karol Wielki z pewnością wielkim władcą był …. ale nie naszym. Nigdy nie rządził nawet połową Europy, więc po co te bajki o „Ojcu zjednoczenia”? Chyba tylko po to, żebyśmy poczuli się jako „ubodzy i dalecy krewni” z wdzięcznością i pokorą przyjmujący „szklane paciorki” obcego dziedzictwa.
Zbrodnie i polityka ....
Przy różnych okazjach podnoszony jest temat zasadności polskich roszczeń odszkodowawczych wobec Niemiec za straty poniesione w czasie II Wojny Światowej. Dla przypomnienia – był to konflikt wywołany przez sojusz niemiecko – sowiecki, w którym dwóch dyktatorów dokonało rozbioru naszego kraju, popełniając przy tym bezmiar koszmarnych zbrodni.
Polska w czasie II Wojny Światowej poniosła największe straty biologiczne (na każdy tysiąc mieszkańców straciła 220 osób) … i są to ostrożne szacunki. Ogromne znaczenie ma też jakościowa struktura tych strat. Przy absolutnie zgodnej współpracy obu okupantów, na skutek w pełni celowej polityki, polskie elity zostały zmasakrowane. Konsekwentnie mordowano Polaków najlepiej wykształconych, twórców kultury, przedstawicieli strategicznie ważnych dla państwa zawodów, działaczy społecznych i przede wszystkim patriotów. Skutki tamtej masakry widać w Polsce do dzisiaj.
Polskie straty materialne w wyniku II Wojny Światowej. (straty rzeczowe w przeliczeniu na jednego mieszkańca, które wyniosły 626 dolarów w porównaniu z 601 dolarami w Jugosławii). Według materiałów przedstawionych na Międzynarodowej Konferencji Reparacyjnej w Paryżu w roku 1946, straty rzeczowe w Polsce wyniosły odpowiednio 16,9 mld dolarów, w Jugosławii — 9,1 mld dolarów. 2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych. Polska straciła na rzecz ZSRR 48% swojego terytorium (około 178 000 km²). Na utracony terenach znajdowały się miasta tak ważne dla naszej historii i kultury jak Wilno, Grodno, Lwów czy Stanisławów.
Powojenne szacunki utraconych przez Polskę dzieł sztuki i wywiezionych przez okupanta niemieckiego (obejmujące tylko zbiory udokumentowane), wskazują na ubytek ok. 2,8 tys. obrazów znanych europejskich szkół malarskich, 11 tys. obrazów autorstwa malarzy polskich, 1,4 tys. wartościowych rzeźb, 15 mln książek z różnych okresów, 75 tys. rękopisów, 22 tys. starodruków, 25 tys. map zabytkowych, 300 tys. grafik, 50 tys. rękopisów muzealnych, 26 tys. bibliotek szkolnych, 4,5 tys. bibliotek oświatowych i 1 tys. bibliotek naukowych (łączne straty bibliotek wyniosły ok. 22 000 000 woluminów), oraz wiele innych nieudokumentowanych eksponatów i przedmiotów wartościowych (m. in. 5 tys. dzwonów kościelnych). Na skutek celowych niemieckich działań nieodwracalnie straciliśmy część naszej historii.
Ogółem, okupant niemiecki dokonał w okupowanej Polsce rabunku ok. 516 000 pojedynczych dzieł sztuki, o wartości szacunkowej 11,14 miliardów dolarów (według kursu z 2001). Dziesiątki tysięcy tych zabytków do tej pory nie zostały zwrócone.
Wielką stratą dla naszej kultury jest celowe zniszczenie przez Niemców setek zabytków architektonicznych. Chodzi tutaj przede wszystkim o Warszawę, ale też o Poznań – mało kto dzisiaj pamięta jak mocno zniszczona była w 1945 roku stolica Wielkopolski. Co dostaliśmy w zamian dzięki przesunięciu naszych zachodnich granic? Ruiny Gdańska, Wrocławia, Opola, Głogowa … Wszystko musieliśmy odbudować sami, w powojennej biedzie, dławieni przez absurdy narzuconego nam siłą ustroju.
Niemcy nigdy nam za to wszystko nie zapłacili, bo to, co otrzymaliśmy od nich przy różnych okazjach, to ochłapy w gruncie rzeczy uwłaczające ofiarom ich zbrodni. Wielu strat nigdy nam nie zrekompensują, bo nigdy na przykład nie wrócą zmasakrowanej przez nich inteligencji, nie oddadzą naszej najlepszej młodzieży ani nie zwrócą spalonych bibliotek i archiwów. Czy to znaczy, że podnoszenie sprawy odszkodowań za II Wojnę Światową jest bez sensu? Wręcz przeciwnie. Po pierwsze jest to absolutna konieczność wobec forsowanej od lat przez spółkę niemiecko – izraelską zmiany oficjalnej narracji o II Wojnie Światowej . Rozmywaniu niemieckiej odpowiedzialności przez prostą zamianę Niemców na „Nazistów” towarzyszy przesuwanie części tej winy na Polaków (jako „współsprawców Zagłady”). Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jak groźny jest ten proceder dla naszego międzynarodowego wizerunku? Co gorsza ten historyczny rewizjonizm stał się dla niektórych środowisk żydowskich pretekstem dla gigantycznych żądań materialnych wobec Polski. Dlatego bezwzględnie potrzebujemy skutecznej polityki historycznej, która będzie przypominała prawdziwy przebieg tamtej wojny i nasze straty spowodowane przez spółkę niemiecko – sowiecką. Sprawa należnego nam od Niemców rzetelnego odszkodowania za ich zbrodnie może być doskonałym narzędziem takiej polityki. Czy prowadząc konsekwentnie i skutecznie taką politykę musimy obawiać się niemieckiego odwetu? A niby jakiego? Obrażą się i zabiorą z Polski wszystkie swoje inwestycje? Na pewno nie, bo nie są to przedsięwzięcia charytatywne, ale gospodarcze, które prowadzą tutaj nie dlatego, że „bardzo chcą być dla nas mili”, ale dlatego, że im się to bardzo mocno opłaca. Niemiecką polityką wobec Europy Środkowej kieruje bezwzględna realizacja własnych interesów zgodnie z różnymi wariantami koncepcji „Mittleeuropa” Schwarzemberga i Neumanna. Jest to idea zjednoczenia tej części Europy jako de facto niemieckiej kolonii politycznej i gospodarczej – na tyle rozwiniętej aby być rynkiem zbytu dla niemieckich produktów i kooperantem dla niemieckich koncernów, ale już nie na tyle, aby stanowić realną konkurencję dla niemieckiej gospodarki. To jest zasada niezmienna, niezależna od tego, jaka ekipa rządzi w Berlinie. Podporządkowali jej WSZYSTKIE działania wobec naszego regionu – łącznie z rozszerzenie Unii Europejskiej o Polskę i pozostałe państwa Europy Środowej. Dlatego Niemcy nie wykonają żadnego szalonego ruchu, przez który całkowicie utraciliby swoje wpływy w Polsce, co przekreśliłoby całą strategię „Mitteleuropy”. Nasi zachodni sąsiedzi są w polityce międzynarodowej bezwzględnymi graczami … i to nigdy się nie zmieni, bo takie są po prostu odwieczne reguły tej gry, a Niemcy – co by o nich nie mówić – na pewno pojmują te reguły i potrafią stosować je z absolutnie żelazną konsekwencją. Jeżeli ktoś widzi w tym coś innego to ewidentnie nie wyrósł z etapu fascynacji bajkami. Albo dostosujemy się do reguł tej gry …. albo przepadniemy. Dlatego nie powinniśmy obawiać się podnoszenia sprawy odszkodowań od Niemców za II Wojnę Światową. Nam nie wolno się tego bać, bo … po prostu nie mamy innego wyjścia. To nie jest żaden „cynizm” czy „antyniemieckość”. To jest konieczność, przed którą postawiła nas polityka państwa niemieckiego.
Kolonizatorzy, wyzyskiwacze i mordercy …..
(tekst z października 2019)
niedziela, 6 lutego 2022
Marks o Żydach
poniedziałek, 22 czerwca 2020
Mitteleuropa - niemiecka koncepcja geopolityczna
Mitteleuropa - artykuł na Wikipedii
niedziela, 21 czerwca 2020
Cudze winy i wojny ....
Jedna z niezliczonych chwil tamtego czasu ...
Kto wymyślił Unię Europejską?
Obecnie oficjalna narracja unijnej propagandy wskazuje jak „ojca europejskiej integracji” włoskiego komunistę Altero Spinellego (1807-1986). W 1941 roku napisał on „Manifest z Ventotene”, który postulował zjednoczenie Europy w formie „superpaństwa” przez likwidację państw narodowych na drodze "europejskiej rewolucji socjalistycznej". Współcześnie manifest jest głównym dokumentem programowym eurofederalistów. Czy Altero Spinelli rzeczywiście zasługuje na tytuł autora idei tworzenia instytucji europejskich? Na pewno nie.
Pierwszą realna próba „zjednoczenia Europy” to w zasadzie …. Cesarstwo Rzymskie i jego niemiecka mutacja (Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego).Były to jednak typowe, ukształtowane przez podbój imperia, czyli raczej nie pasują do naszych rozważań. Wyjątkiem od tej reguły może być tylko idea cesarza Ottona III (980-1002), który wymyślił europejską, chrześcijańską jako federację złożoną z czterech części - „Germanii, Italii, Galii i Sclavinii”. Tą ostatnią miała być Słowiańszczyzna (czyli de facto Polska) rządzona przez Bolesława Chrobrego. Cesarz zmarł młodo i idea „zjednoczonej Europy” musiała poczekać kilka wieków w „dziejowej zamrażarce”. Kolejny raz pojawiła się w XVI wieku wśród renesansowych humanistów. Oczywiście … byli wśród nich również Polacy. Mikołaj Chabielski herbu Wieniawa (zmarł po 1615) był zawodowym żołnierzem, artylerzystą i pisarzem politycznym. Po powrocie z długoletniej, tureckiej niewoli około 1613 roku napisał niewielką rozprawę „Pobudka narodom chrześcijańskim”. Wydrukowano ją w 1615 roku w krakowskiej drukarni Mikołaja Loba. „Pobudka” była manifestem do króla Zygmunta III Wazy o obronie granic Rzeczypospolitej przed Tatarami, o przygotowaniach i sposobach prowadzenia działań wojennych z Turcją. Chabielski oprócz opisu sposobów walki i organizacji armii osmańskiej, opisał też w ciekawy sposób Turcję, jej miasta oraz zwyczaje panujące w imperium. Jednym ze sposób na skuteczną walkę z Imperium Osmańskim miało być gruntowne przeorganizowanie chrześcijańskiej Europy. Chabielski postulował przede wszystkim stworzenie z państw europejskich wojennej koalicji. Po pokonaniu Turcji sugerował podział Europy na dwanaście chrześcijańskich królestw i utworzenie cesarstwa ze stolicą w Konstantynopolu. Cesarz byłby wybierany wśród władców owych królestw, przy nim miała działać rada złożona z przedstawicieli poszczególnych państw. W kompetencja takiego „europejskiego rządu” leżałoby przede wszystkim prowadzenie wspólnej polityki zagranicznej, obronnej oraz rozjemstwo w sprawach spornych między poszczególnymi królestwami. Mikołaj Chabielski przygotował też wersję Pobudki w łacinie, będącej wówczas językiem międzynarodowym . W 1675 w dobie wojen z Turcją wydano pismo Chabielskiego po raz drugi. Pomysły zawarte w manifeście polskiego szlachcica z oczywistych względów nie miały szansy na skuteczną realizację. Idea ta jednak nie zniknęła z polskiej myśli politycznej. W następnym stuleciu pisał o niej min. Stanisław Leszczyński. W 1804 roku książę Adam Czartoryski, będący ministrem spraw zagranicznych rosyjskiego cara Aleksandra I, wystąpił do rządów europejskich z projektem powołania „Ligii Narodów”. Idea ta upadła jednak wobec sprzeciwu Anglii.
Mussolini odpowiedział na projekt Brianda „mową florencką”: „Słowa to piękna rzecz, ale armaty jeszcze piękniejsza”. W Moskwie pomysł Unii Europejskiej uznano za „maszynę do zwalczania Sowietów”. Waszyngton odniósł się do tego pomysłu sceptycznie, a w genewskiej siedzibie ówczesnej Ligii Narodów uznano Unię Europejską za niepotrzebnego dublera. Polska dyplomacja generalnie poparła francuski projekt, aczkolwiek uczyniliśmy to warunkowo. Na wypadek gdyby rozpoczęła się praktyczna realizacja „Europy Brianda” zawarowaliśmy sobie prawo do wniesienia szeregu zastrzeżeń i dokładnego zbadania bilansu zysków i strat w przypadku konkretnych rozwiązań.
Podsumowując … Altero Spinelli na pewno nie jest autorem projektu „europejskiego zjednoczenia”, który w różnych odsłonach pojawiał się już setki lat wcześniej. „Zasługą” Spinellego jest co najwyżej wynaturzenie tej idei przez utopijny i niebezpieczny pomysł likwidacji państw narodowych.
Niemcy czy naziści?
Przy każdej kolejnej rocznicy związanej z II wojną światową wraca niekończąca się dyskusja, jak nazwać udział naszych zachodnich sąsiadów w tamtej tragedii – niemiecki czy hitlerowski (ew. nazistowski lub faszystowski)?
W czasach PRL-u sojusznikiem Polski w ramach Układu Warszawskiego była Niemiecka Republika Demokratyczna. Coroczne wspominanie niemieckiej agresji i związanych z nią zbrodni byłoby w tym kontekście cokolwiek niezręczne. Aby jakoś pogodzić doraźną politykę z pamięcią historyczną oficjalna propaganda dokonała więc podziału na „dobrych Niemców z NRD” i „złych Niemców z NRF”. Od tej pory wspominaliśmy „wojnę z faszyzmem” i takież (ew. „hitlerowskie”) zbrodnie popełnione na polskim narodzie w czasie II Wojny Światowej. Słowo „hitlerowskie” możemy znaleźć np. w Warszawie na licznych pomnikach poświęconych zbrodniom popełnionym Niemców w czasie okupacji (1939-45). Od czasu erygowania tych pomników minęło kilka dekad. Niestety dalej mamy w tym kontekście problem z doborem właściwych określeń. Tak jak za "komuny" wynika to z poprawności politycznej wymuszanej presję niemieckie polityki historycznej. Część "naszych" elit niestety ulega i wprost praktykuje manierę zakłamywania historii przez rugowanie określenia "niemiecki" z kontekstów II Wojny Światowej". Czy da się to jakoś racjonalnie usprawiedliwić?
We wrześniu 1939 roku nie napadły nas bojówki NSDAP (niemieckiej partii nazistowskiej) ani jakieś prywatne wojsko Adolfa Hitlera. Staliśmy się celem agresji niemieckich sił zbrojnych, realizujących oficjalną politykę III Rzeszy ... czyli ówczesnego państwa NIEMIECKIEGO. Oczywiście daleko nie wszyscy Niemcy byli nazistami, ale zdecydowana większość nazistów była jednak narodowości niemieckiej i mocno podkreślała swoje związki z własnym narodem i jego dziedzictwem. Jedna z teorii uzasadniających stosowanie nazewnictwa „faszystowsko/
Zakłamywanie tych faktów, niezależnie od stojącej za tym motywacji, jest po prostu głupie i wybitnie szkodzi polskim interesom. Współcześni Niemcy ze względów wizerunkowych chcą zrzucić z siebie piętno zbrodni, które ich przodkowie popełnili w czasie II Wojny Światowej. Dlatego niemiecka polityka historyczna od wielu lat konsekwentnie rozmiękcza obraz Niemców jako "narodu sprawców", relatywizuje ich rzeczywisty stosunek wobec nazizmu i udział w jego zbrodniach oraz stara się "podzielić winą" z innymi nacjami. Właśnie stąd biorą się min. oskarżenia wobec Polski o "współudział w Holocauście". Nie muszę chyba tłumaczyć, jak niebezpieczne może być dla nas bierne uleganie tej narracji?











