Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strategia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strategia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2022

Powstanie listopadowe – trudne pytania

Bitwa pod Kuflewem (25 kwietnia 1831 r.). 
Fotografia obrazu J. Kossaka.

Powstanie listopadowe – trudne pytania

Powstanie Listopadowe ukształtowało polski XIX wiek. Gdyby się nie wydarzyło, gdybyśmy zachowali tą namiastkę państwowości z własnym prawem, z polskimi urzędami i wojskiem … wiele spraw potoczyłoby się zupełnie inaczej. Warto więc zadać pytanie … czy mogliśmy uniknąć tego powstania? Odpowiedź jest moim zdaniem prosta – wobec polityki Rosji praktycznie nie było takiej szansy.
Królestwo Polskie od 1815 roku było autonomią w składzie Imperium Rosyjskiego. Połączone było unią personalną (car był jednocześnie królem), ale miało własny ustrój prawny (całkiem liberalny jak na epokę), samorząd, pieniądz i armię. Niestety problem w tym, że Rosjanie bardzo szybko zaczęli łamać własne przysięgi i stopniowo ograniczać autonomię Królestwa. Przyczyna takiego postępowania była prozaiczna – oni zwyczajnie nie wiedzieli jak mają postępować w tej sprawie. Wprawdzie na fali entuzjazmu po zwycięstwie nad Napoleonem stworzyli Królestwo Polskie pod rosyjskim panowaniem, ale później … chyba lekko przestraszyli się swojego dzieła, kulturowo pod każdym względem całkowicie im obcego. Bardzo szybko zaczęli reagować tak, jak to mieli w zwyczaju – coraz bardziej „przykręcając śrubę”. Szybko popsuło to nastroje wśród Polaków i doprowadziło do utworzenia konspiracji niepodległościowych. Kiedy po śmierci cara Aleksandra I na tron wstąpił jego brat Mikołaj I kurs na ograniczanie polskiej autonomii jeszcze przybrał na silę. Do wybuchu doszło jednak dopiero wtedy, kiedy sytuacja geopolityczna zdawała się zmierzać do wywrócenia układu rządzącego Europą. 17 października 1830 roku car wydał rozkaz alarmowej mobilizacji dla wojska polskiego i rosyjskiego. Skojarzono to od razu z pogłoskami o planowanym użyciu polskich dywizji do stłumienia rewolucji w Belgii a być może i we Francji. Potwierdziło je wydane trzy dni później polecenie przygotowania finansów Królestwa na wypadek wojny. W tej sytuacji, wobec ostrzeżeń o dekonspiracji i przygotowywanych aresztowaniach oraz o upadku prorosyjskiego rządu w Anglii spiskowcy ze Szkoły Podchorążych Piechoty uznali, że to ostatni moment na rozpoczęcie walki. Czy można mieć pretensje do tych młodych oficerów o to, że nie chcieli iść walczyć i ginąć za obcą sobie sprawę przeciwko tym, z którymi z całego serca się solidaryzowali?
Inicjatorów Powstania trudno potępiać za jego sam jego wybuch, jednak ich wielkim grzechem było to, że rozpoczęli walkę … nie mając praktycznie żadnych, sensownych planów. Nie było przywódców, którzy mogliby poprowadzić armię i naród. Wogóle nie było koncepcji jak to wszystko rozegrać po opanowaniu Warszawy. Spiskowcy zakładali, że wystarczy ruszyć i „wielcy w narodzie” przejmą sprawę. Wyszło dokładnie odwrotnie, bo to owi „wielcy” w pierwszych dniach robili raczej wszystko żeby zgasić a nie rozpalić Powstanie. Podchorążowie wierzyli również, że „cywilizowana Europa” stanie w naszej obronie, bo przecież „słuszność moralna za nami”. Wiara w „pomoc Zachodu” i słuszność „słuszności moralnej” była i chyba wciąż jest chorobą polskiego postrzegania geopolityki. W 1830 roku główni gracze polityki europejskiej w ogóle nie byli zainteresowani wojną z Rosją o „sprawę polską”. Anglia rozgrywała swoją politykę równowagi, w której Rosja miała równoważyć wpływy Francji, która z kolei nie wystąpiłaby w obronie Polaków bojąc się odtworzenia antyfrancuskiej koalicji. Cesarstwo Austriackie, mające pod swoim panowaniem różne ludy z oczywistych przyczyn nie było zainteresowane wspieraniem polskich niepodległościowych aspiracji. Królestwo Prus było nam zdecydowanie wrogie jako posiadacz zagrabionego w czasie rozbiorów Pomorza i Wielkopolski. Dlatego spodziewanie się że ktokolwiek nam pomoże było bardzo, bardzo naiwne.
Powstanie Listopadowe zostało sprowokowane przez rosyjską politykę wprost zmierzającą do likwidacji polskiej autonomii. Jeżeli uznamy, że nie można potępiać inicjatorów tego zrywu, bo de facto nie mieli innego wyjścia, to trzeba jeszcze zadać pytanie – czy mogli to wszystko inaczej rozegrać? Przede wszystkim powinni byli przygotować porządne plany i zawczasu znaleźć dowództwo. Brak wodza zdolnego poprowadzić powstańców do walki o wszystko był tragedią tego Powstania. Chłopicki na początku otwarcie je sabotował, a kiedy przekonał się do sprawy ciężka rana wyłączyła go z walki. Skrzynecki nie miał ani wiary w zwycięstwo, ani kompetencji, a jego postępowanie w czasie „wyprawy na Gwardie” możemy w zasadzie uznać za zdradę. Doprowadzając do klęski w tej kampanii ostatecznie przekreślił szanse Powstania. Generalnie zawiodło dowództwo wojskowe, ale też  przywództwo polityczne. Wielkim, skrajnie nieodpowiedzialnym błędem była detronizacja cara jako polskiego króla. Mogliśmy przetrwać ten konflikt tylko zachowując unię personalną z Rosją. Zamiast siłą zmusić cara do rewizji polityki i potwierdzenia polskiej autonomii (co było realne) odebraliśmy mu koronę … dając  tym samym wolne pole do siłowej interwencji i okrutnych represji. W polityce trzeba działać na zimno. Detronizacja cara była epickim gestem …. ale sprowadziła KATASTROFĘ.
Reasumując – Powstania Listopadowego raczej nie dałoby się uniknąć, choć na pewno mogliśmy rozegrać je inaczej. Cóż w takim razie powinniśmy zrobić pamięcią tego zrywu? Czcić Bohaterów i wyciągać nauki z ich błędów.
Tak na marginesie – ciekawe czy Belgowie w ogóle wiedzą, że istnienie swojego państwa zawdzięczają polskim powstańcom, którzy zablokowali rosyjską interwencję ….?

niedziela, 6 lutego 2022

Z Hitlerem czy przeciwko Hitlerowi?


Z Hitlerem czy przeciwko Hitlerowi?

Każdego kolejnego 1 września wraca publiczna dyskusja o tym, czy to, co stało się w 1939 roku miało jakąś alternatywę. Chyba wszystko już zostało w tej sprawie powiedziane, ale emocje za każdym razem są takie, że jeszcze wiele lat będziemy o to pytać i o odpowiadać. Czy mogliśmy zawrzeć antysowiecki sojusz z Hitlerem? Byłaby to droga do jeszcze gorszej katastrofy niż to, co nas historycznie spotkało.
Z pewnością poszlibyśmy razem z Niemcami przeciwko Sowietom, ale … Zachód nigdy nie dopuściłby do zwycięstwa Hitlera. Zagarnięcie przez Niemcy sowieckich przestrzeni, bogactw i surowców stworzyłoby z czasem supermocarstwo z realnymi szansami na światową hegemonię. Dlatego Zachód bez wątpienia wybrałby Stalina i zrobiłby wszystko, żeby wygrał on to starcie. Co oznaczałoby to dla sprzymierzonej z Niemcami Polski? Po pierwsze ogromne straty wojskowe. To przede wszystkim polskie dywizje piechoty, polskie mięso armatnie w niemieckiej służbie, szturmowałyby Linię Stalina – najpotężniejszy system fortyfikacyjny ówczesnej Europy. Potem byłoby tylko gorzej. Popatrzcie sobie na poziom strat poniesionych w Rosji przez historycznych sojuszników Niemiec – Węgrów, Rumunów i Włochów. W najlepszym razie traciły one około jednej trzeciej wysyłanych tam związków operacyjnych. W najgorszym - całość. Polskie straty … zależnie od scenariusza takiej wojny … liczylibyśmy tak od pół miliona wzwyż.
Losy niemiecko – polskiej wojny z Sowietami w końcu obróciłyby się przeciwko nam i front przetoczyłby się przez Polskę ze wszystkimi tego konsekwencjami. Gdybyśmy dotrzymali wierności Hitlerowi to Stalin miałby u nas „wolną rękę” i mógłby zrobić wszystko bez oglądania się na ewentualną reakcję Zachodu. Mógł zniszczyć i obrabować kraj, zmasakrować miliony … a po wszystkim nie bawić się w jakąś pozorną autonomię PRLu ale wprost wcielić resztki Polski do swojego imperium. Ktoś by mu w tym przeszkodził? Kto i w imię czego miałby to zrobić? Załóżmy, że po jakimś czasie, widząc nieuchronność klęski, zmieniamy front. Co by nam to dało? Z pewnością pomoglibyśmy Stalinowi, który zaoszczędziłby część swoich sił dzięki temu, że Hitler musiałby rzucić część swoich na „zdradzieckich Polaków”. Nas i tak czekałaby masakra i zniszczenie … tym bardziej, że Stalin mógłby … ale też wcale nie musiałby ….. potraktować nas jako „sojuszników”. Dla czystej przyjemności zemsty na znienawidzonych Polakach i tak pohulałby sobie u nas na całego. Niektórym wydaje się, że taki scenariusz pozwoliłby wyjść z tej wojny jak „Węgrzy lub Rumuni”. Sprawdźcie sobie jak wyglądały Węgry w dniu zakończenia wojny po tym, jak przetoczył się przez nie front i kiedy Budapeszt po długiej obronie stał się morzem ruin. Poczytajcie sobie o wielkości ich strat wojskowych i cywilnych, o masowych gwałtach na kobietach (ponad pół miliona ofiar) i wymordowaniu węgierskich Żydów. Teraz rzućcie te liczby i procenty na front szerokości Polski i zastanówcie się, czy to aby na pewno byłby „lepszy scenariusz”? Rumunia nie została tak zmaltretowana … bo leżała z daleka od głównego teatru działań a obaj dyktatorzy nie mieli do niej stosunku tak emocjonalnego jak do Polski. Gdybyśmy zamienili się z Rumunią miejscem na mapie to można by dzisiaj dyskutować o takim scenariuszu, ale jesteśmy gdzie byliśmy i w naszej geopolityce był on po prostu nierealny. Słowacja i Czechy? Wystarczy rzut oka na mapę żeby przekonać się, dlaczego ominęło je najgorsze. Poza tym praca potężnego czeskiego przemysłu …. jakiego my przecież nie mieliśmy …. była przez całą wojnę haraczem na rzecz Niemiec za dużo łagodniejszą okupację.
Teraz wyobraźcie sobie, że po tak rozegranej wojnie ci z nas, którzy ocaleli mają do przeżycia kilka dekad w zachodnich guberniach Związku Radzieckiego. Wiecie jakbyśmy dzisiaj wyglądali? Nie mogliśmy iść z Hitlerem i na pewno nie powinniśmy byli iść przeciwko niemu. Wszystko co moglibyśmy zrobić to odwlec wybuch choćby do wiosny 1940, a może nawet kilka miesięcy dłużej. Trzeba było grać, kłamać, oszukiwać … i robić wszystko co się tylko dało, żeby wojna nie wybuchła już we wrześniu 1939 roku kiedy to ani my, ani nasi sojusznicy nie byliśmy na nią gotowi. Trzeba było przez ten czas zbroić się na potęgę i uruchomić wszystkie rezerwy na zakup broni i sprzętu we Francji. Już po roku nasz potencjał wyglądałby cokolwiek inaczej. Niestety, pewni swoich sojuszników i ufni w to, że w polityce realne znaczenie mają „wartości” i „moralna słuszność” daliśmy się wplątać w samobójczą walkę w obronie francuskich i angielskich interesów. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Dlatego pamiętając o bohaterstwie naszych żołnierzy i czcząc pamięć ich walki musimy też uczyć się o błędach jakie wtedy popełniliśmy i wyciągać z nich rozumne doświadczenia na przyszłość.
 

niedziela, 30 stycznia 2022

Jak pokonać przeciwnika bez walki?


Jak pokonać przeciwnika bez walki?

- dyskredytować wszystko, co dobre w kraju przeciwnika
- wciągać przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia
- podrywać dobre imię warstw rządzących atakowanego kraju i w odpowiednim momencie rzucić ich na pastwę pogardy rodaków
- dezorganizować działalność rządu przeciwnika
- powodować waśnie i niezgodę pomiędzy obywatelami atakowanego kraju

„Sztuka wojenna” Sun Zi

--------------------------------------------
Sun Zi (ur. 544 p.n.e., zm. 496 p.n.e.) – jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu, autor Sztuki wojennej Sun Zi (chiń. 孙子兵法), najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej. Uważa się go również za jednego z pierwszych realistów w teorii stosunków międzynarodowych, a jego książka jest współcześnie traktowana jak podręcznik prakseologii i reinterpretowana w odniesieniu do innych dziedzin, które wymagają stosowania strategii, jak m.in. zarządzanie przedsiębiorstwem.