Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 czerwca 2022

Jesteśmy wyjątkowi? OCZYWIŚCIE!

Królewski chorąży z początku XVII wieku. 
Fragment "Rolki Sztokholmskiej".

Jesteśmy wyjątkowi?

Oczywiście że tak! Wielkim, absolutnie karygodnym, błędem naszego nauczania historii jest wbijanie dzieciom i młodzieży że „jesteśmy tacy sami” (w domyśle - „jak reszta Europy”). Nigdy nie byliśmy i obyśmy nigdy nie byli. Każdy naród i każde państwo powstaje przez wyjątkowe okoliczności, które kształtują jego historię i kulturę. Dlatego każdy jest na swój sposób inny i tego nie da się całkowicie zniweczyć nawet kilkoma dekadami ideologicznej orki. Nie inaczej jest z nami.
Powstaliśmy jako państwo na granicy dwóch światów. Z jednej strony Cesarstwo i chrześcijańska Europa, z drugiej od niedawna też chrześcijańska ale idąca już swoją drogą Ruś. Wystartowaliśmy później niż sąsiedzi, ale szybko zaczęliśmy nadrabiać zaległości i zawsze mogliśmy czerpać z większego bogactwa źródeł. Najpierw były to wpływy skandynawskie i niemieckie, ale szybko doszły italskie czy nawet arabskie (za pośrednictwem Żydów). Z Rusią mieliśmy szerokie kontakty już za pierwszych Piastów. Za ostatnich ich owoce były już wyraźnie widoczne, zwłaszcza na wschodzie Królestwa Polskiego. Potem „poszło już z górki”. Żydzi (największa diaspora w Europie), Ormianie (którzy stworzyli nam unikalny styl sarmacki), Tatarzy, masy Niemców, zapomniane dzisiaj a zasłużone rzesze Szkotów, Italczycy, Francuzi, „Olendrzy” … i tak dalej. Polska kultura na tym skrzyżowaniu szlaków przez nasze centrum Europy stała się niepowtarzalnym zjawiskiem, którego wyjątkowego bogactwa … sami dzisiaj nie znamy i nie rozumiemy. Życie na styku światów odbijało się nie tylko na kulturze materialnej, ale też na każdym innym aspekcie rzeczywistości. Praktycznie od zawsze walczyliśmy inaczej niż reszta Europy. Szybko nauczyliśmy się łączyć styl zachodni ze strategią i taktyką Wschodu. W ten sposób ukształtowała się np. nasza superjazda – husaria i jej sławni następcy - ułani. Nasza kultura polityczna szybko poszła własną drogą. Rozwój praw obywatelskich i parlamentaryzmu przełożył się głęboko na strukturę społeczną i obyczaje przestrzeni publicznych. W Polsce było po prostu więcej ludzi wolnych, obdarzonych prawami politycznymi niż w dowolnym kraju ówczesnej Europy. Fakt, że z czasem poszło to w złym kierunku i skończyło się katastrofą, ale to było i odcisnęło na nas piętno nie do zatarcia – tak w tym co dobre jak i co złe. Zawsze inaczej traktowaliśmy kobiety. Społeczna pozycja Polek szybko stała się ewenementem, zauważalnym i komentowanym jak Europa długa i szeroka. Tak na marginesie – komentowanym z reguły zdecydowanie nieprzychylnie, na Wschodzie i na Zachodzie. Nie wiem skąd to się wzięło. Niektórzy łączą ten społeczny i kulturowy unikat z wyjątkowym rozpowszechnieniem się w Polsce kultu maryjnego. Jakkolwiek się to zaczęło realia życia w środku Europy też zrobiły swoje. Polki zawsze były nie tylko piękne, ale też po prostu musiały być extra silne i zaradne żeby przeżyć i chronić swoje rodziny. Wyjątkowo traktowane wyjątkowe kobiety w wyjątkowym kraju …. dzięki nim przetrwaliśmy czas „narodu bez państwa” … i aż nie wypada tłumaczyć, że nie wolno o tym zapominać.
Żydzi - „temat rzeka” … tak bardzo odróżniający nas od reszty Europy. W średniowieczu, kiedy na Zachodzie pogromy i wypędzenia były cyklicznie powtarzającą się normą, nasi władcy poszli zupełnie inną drogą. Przyjmowali Żydów chętnie, zapewniając im ochronę prawną i swobodą praktyk religijnych. To też zostało od razu zauważone i „skomentowane”. Szczególnie nieprzychylni takiej polityce Piastów byli nasi zachodni sąsiedzi, którzy już od XIII wieku przy każdej okazji jeździli z donosami do „centrali” święcie oburzeni na to, że Polacy nie dość nie biją Żydów, to jeszcze robią sobie jaja z zasad dyskryminacji wypracowanych w „cywilizowanej Europie”. „Centrala” na szczęście w zasadzie się nie mieszała. Jeżeli czasem wydawała jakieś „rytualne” połajanki to nasi biskupi oczywiście grzecznie je przyjmowali … i totalnie ignorowali. Z czasem to wszystko się niestety zepsuło. Ogromnie zaszkodził brak efektywnych mechanizmów asymilacji (uboczny skutek polskiej tolerancji) i upadek państwa. Drogi Polaków i większości Żydów tragicznie się rozeszły, ale dziedzictwo stuleci życia na jednej ziemi pozostało.
Przez wieki byliśmy inni wobec „innowierców”. Kiedy „cywilizowana Europa” nawet nie próbowała o tym myśleć nasz Paweł Włodkowic udowadniał na soborze w Konstancji że narody pogańskie też mają prawo do spokojnego życia we własnych państwach. Kiedy Zachodem wstrząsały wojny religijne nasz król uznawał religię za prywatną sprawę poddanych a stan polityczny uchwalał prawne podstawy polityki tolerancji (Konfederacja Warszawska). To też się z czasem fatalnie zmieniło, choć nie tylko z naszej winy i na pewno nie do końca. Dziedzictwo tamtego czasu pozostało jednak w naszej kulturze i wciąż jest mocne, chociaż czasem go nie dostrzegamy a z reguły nie rozumiemy.
Byliśmy inni, jesteśmy … i niech tak będziej dalej. Nie mamy żadnych powodów do kulturowych kompleksów wobec Zachodu, wręcz przeciwnie. To co opisałem to tylko krótki, mocno pobieżny szkic. Zachęcam do własnych studiów i przemyśleń.

niedziela, 27 marca 2022

Konstytucja 3 Maja – demokratyczna czy republikańska?

Typy szlacheckie. Mal. J. P. Norblin.

Konstytucja 3 Maja – demokratyczna czy republikańska?

Konstytucja 3 Maja to piękna część naszego dziedzictwa i słusznie jesteśmy z niej dumni. Jednak często cała nasza wiedza na jej temat zbywa się w ogólnikach i tak naprawdę to nie bardzo wiemy co owa Ustawa realnie zawierała. Z tej potocznej niewiedzy bierze się min. opisywanie tej Konstytucji jako „zwycięstwa idei demokratycznej”. Jest to ogromny błąd. Konstytucja 3 Maja bez wątpienia nie była manifestem demokratyzmu ale REPUBLIKANIZMU ujętego w ramy monarchii konstytucyjnej. Dla twórców tej Ustawy … podobnie jak dla „Ojców” Konstytucji USA … demokracja była groźnym wynaturzeniem idei państwa obywatelskiego. Uważali oni, że nie można przyznawać prawa polityczne wszystkim za nic i aby z nich korzystać trzeba mieć odpowiednie „kwalifikacje”. Przede wszystkim wykształcenie dające podstawową wiedzę o funkcjonowaniu państwa i mechanizmach rządzących polityką. Poza tym ekonomiczną oraz polityczną niezależność od oligarchów (magnaterii). To właśnie republikanizm był przez wieki ideowym fundamentem i duchem polskiej kultury politycznej. Nasi reformatorzy doskonale wiedzieli, że ustrój Rzeczypospolitej zdegenerował się przez to, że magnaci wykorzystali dla swoich egoistycznych celów najbiedniejszą, upadłą ekonomicznie i kulturowo część szlachty. Aby to przerwać Konstytucja 3 Maja odebrała szlacheckiej „gołocie” (pozbawionym własności nieposesjonatom) prawa polityczne. Niestety właśnie ten ruch bodaj najmocniej sprowokował powstanie i akcję Targowicy. Tworzący ją magnaci zorientowali się, że oto właśnie stracili swój dotychczasowy elektorat a co za tym idzie również realne możliwości walki politycznej. Mając przeciwko sobie Kościół, część magnatów, zdecydowaną większość szlachty i niższe stany, za swoją jedyną szansę uznali obcą interwencję. Wszyscy wiemy jak to się skończyło …
Z drugiej strony trzeba oddać cześć owej szlacheckiej gołocie, która dla dobra wspólnego i ratowania Ojczyzny sama zrezygnowała ze swoich praw politycznych. Dobitnie pokazuje to analiza sejmikowych głosowań nad przyjęciem Konstytucji. Masy owych biednych „szaraczków” świadomie głosowały za nowym ustrojem, który realnie oznaczał obniżenie ich rangi społecznej. Na dnie upadku obudziła się w nich pamięć o rycerskich przodkach i rozpaliło się poczucie, że Rzeczpospolita jest ważniejsza niż ich zagonowe sprawy. Warto też pamiętać, że w ogóle cała szlachta samorzutnie oddała wówczas część swoich przywilejów dla odbudowania upadającej Ojczyzny. Taka postawa była europejskim ewenementem. Wystarczy porównać to sobie np. z zachowaniem francuskiej szlachty, która do końca broniła swoich praw konsekwentnie odrzucając wszelkie programy reform … co skończyło się krwawym szaleństwem Rewolucji. Polscy reformatorzy od razu poszli zupełnie inną drogą. Chwała im za to, bo dzięki temu polska Konstytucja jest dzisiaj pomnikiem ponadstanowej zgodny i wspólnej odpowiedzialności za państwo.
 

czwartek, 9 lipca 2020

Kto ziemię oddaje ...

Gaspar Józef Hipolit Cegielski (1813–1868) – polski filolog, 
przemysłowiec, działacz społeczny, dziennikarz i polityk.

"Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród".

piątek, 26 czerwca 2020

Nago po Warszawie ...

Książę Józef Poniatowski. Mal.J. Grassi.

Księcia Józefa Poniatowskiego pamiętamy heroicznie i tragicznie. Falencka grobla, po której z fajką w zębach prowadził polską piechotę na bagnety. Ostatni skok do Elstery, poprzedzony przyrzeczeniem, że "tylko Bogu odda Honor Polaków". Warto wszakże zauważyć, że ów niekwestionowany bohater naszej historii ma również na swoim koncie wiele wyczynów .... powiedzmy ... nieco innej natury. Przykładem może być choćby sławna galopada nago po Warszawie. Nieco szczegółów przedstawiła Henrietta z Działyńskich Błędowska:
„W owym czasie swawoli rozmaite rzeczy się działy, między innymi razu jednego stanął zakład, że przed obliczem króla i całego wojska i zebranej publiczności pokażą się w kostiumie ojca Adama książę Józef Poniatowski, synowiec króla, książę Kazimierz Sapiecha, mój ojciec i stryj. Książę Sapiecha z moim ojcem w koczu, stryj mój z tyłu za lokaja, a książę Józef za furmana. Podczas parady na dziedzińcu saskim zajeżdża ten ów pojazd, defilując koło wszystkich. Krzyk się zrobił, damy zaczęły oczy zakrywać. Wnet rozkaz królewski, aby łapać, aresztować zuchwalców, a książę skierowawszy konie na swój pułk, któren rozstąpił się, aby wpuścić swego wodza, i uszykował się znowu – a pojazd wpadł do bramy pierwszej kamienicy. Tylnymi drzwiami furman prawdziwe konie wyprowadził, a panowie przebrawszy się na wierzchowców powsiadali, przyjechali. Stając na czele swoich pułków pytają się co to był za rumor. Uszło im”.
Zakład omal nie skończył się wstąpieniem księcia Józefa do ... zakonu. W obawie przed gniewem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, bratanek króla skrył się podobno pod szatami zakonnika. Dopiero, dzięki pośrednictwie między innymi biskupa Michała Poniatowskiego, udało się sprawę załagodzić i pogodzić księcia z obrażonym wujem.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Piękne bóstwa Lechistanu ...

 Fazyl Enderuni 
Piękne bóstwa Lechistanu ....

Nie tylko poeci Zachodu sławili przez wieki piękno i inteligencję kobiet Rzeczypospolitej. Wiele świadectw takich fascynacji zapisano również w kulturze Orientu. Fazyl Enderuni (Pałacowy) był tureckim poetą z 2 połowy XVIII wieku. Wśród innych dzieł napisał min. „Księgę Kobiet” – zakazaną w Imperium Osmańskim o opisującą kobiety znanego świata. Nad wszystkie wynosił on niewiasty z Lechistanu. Pisał o nich takie słowa: „Spojrzenie Wasze roznieca nawet w sercu pustelnika płomień żądzy, a sploty Waszych włosów stają się dla przepaską w zamian pustelniczego pasa. Niewiasty bowiem Lechistanu są to istoty całkiem wyłączne. Lica ich piękne jak róża. Kibić ich wyniosła jak cyprys. Kiedy idą postawa ich pełna wdzięku. Kiedy mówią, usta ich pełne słodyczy. Każda z nich w sztuce kochania jest mistrzynią, duszę oddaje przyjacielowi, którego pozyskała dla siebie”. Z kolei w „Księdze Pięknych” Fazil pisał o „Laszkach”: Piękne bóstwa Lechistanu są klęską świata, nieszczęściem czasu, kiedy strzały oczu zdolne są przeszywać wnętrzności, miecz w jego ręką jest rzeczą błahą, na nic nieprzydatną. Serca ich kamienne zmiękczą się dla ludzi, a zatem nie miej urazy do takiej piękności, która porywa serca”.
Co ciekawe Fazyl był homoseksualistą ..... 

sobota, 20 czerwca 2020

Odpowiedź


Marian Hemar

Odpowiedź

Nikt z nas z Ojczyzną umów nie zawierał.
Z nikim Ją pacta nie wiążą conventa,
Jak mu żyć przyjdzie, jak będzie umierał,
Że go dostrzeże w tłumie, że spamięta.
Że — choć spóźnionej — nie cofnie buławy
Odchodzącemu. Niesytemu sławy.

Nie przyrzekała oszczędzać goryczy,
Ani że słodkim będzie karmić chlebem,
Ani że łzy, czy zasługi policzy
I krzyk dosłyszy pod wysokim niebem.
Niczyje do niej nie dotrą pretensje
O “wolność”, “równość”, o łupy i pensje.

Jednakie wiano, łaska Jej jednaka
Złożyła w każdej kołysce dziecięcej
Muśnięciem świętych warg: miano Polaka,
By potem nie dbać, nie pamiętać więcej
I samej, dalej, w mrozach i purpurach,
Skrzydłami wieków bijąc — płynąć w chmurach.

A potem nie ma już takiego sądu,
Ani władz takich, potęg ani ocen,
Ani instancji takiej, ani rządu,
Ani synodu, który byłby mocen
Wymazać z czoła, jak w paszporcie kreską
Rubrykę Polak — Jej łaskę niebieską.

Kto raz ochrzczony niewidzialnym znakiem,
Błogosławiony potem, czy przeklęty,
Będzie Polakiem, nie więcej Polakiem
Niż byle łajdak, i nie mniej niż święty.
Już nim zostanie, choćby sam się burzył,
Choćby nie chciał sam. Chociażby stchórzył.

Choćby nie wiedział. Będzie już, tak samo,
Jak bez zasługi każde dziecko, które
W pierwszym swym słowie powiedziało “mamo”
I pomyślało “niebo” patrząc w górę
I dziś wie: “ziemia” — “chleb” — “woda” i “drzewa”
I polskie słowa w polskiej piosnce śpiewa.

A ci, co krzyczą, że u nich w arendzie
Patenty zasług różnych kategorii,
Że wedle zasług będą stawać w rzędzie,
Wyznaczać działki na kartach historii —
Jeśli ci lepsze przydzielili grunta,
Ciesz się. Kupiłeś kolumnę Zygmunta.

Może cię inni Polacy wypędzą,
Wzgardą zaszczują, zelżą jeszcze w grobie,
Głodem zamorzą, zakatrupią nędzą —
Nie wiń Jej o to — Jej nie ma przy tobie.
Ale cios każdy, który w ciebie zmierza,
W Jej piersi trafia! W Jej serce uderza!

Gdy miecz i pióro z ręki ci wytrącą,
Gdy cię przemocą osaczą bezprawną,
Gdy cię “odprawią”, jak z domu służącą,
By tylko śmierć ci zostawić niesławną -
Odpowiedz wzgardą. Ale w łzach nie mięknij!
Im trudniej być Polakiem — tym bądź piękniej!

Wytryśnie czasem tłumu wrzask zwycięski,
Bywają wielkie, błyszczące wiktorie,
Od których potem czarny cień, cień klęski
Upada taką plamą na historię,
Że tylko klęską można zmyć te ślady.
Nasza historia zna takie przykłady.

Zna i ordery i wieńce wawrzynów,
Które umarłym na nic — czoła palą
I są po wiekach jeszcze hańbą synów,
I zna, miotane nienawiści falą
Klątwy, co tylko mocy archanielskiej
Przydają potem trumnie — już wawelskiej.

Dulce, decorum est pro patria mori!*
Ale też wszędzie, gdzie walczący pada
Twarzą do wroga — jest pole Cecory.
I tam się Polska nad nim chyli, blada,
Choćby w swym boju sam jeden był całem
Wojskiem i sam był wojska generałem.

Niech tyle wskóra twoje biedne męstwo,
Że z takich setek i setek tysięcy
Klęsk bezimiennych — Jej wielkie zwycięstwo
Powstanie kiedyś. Nie trzeba więcej
W godzinie śmierci i w obliczu trumny.
To dość — by wnuk twój mógł być z ciebie dumny.

Nie trzeba więcej. Nie trzeba nadziei.
Potrzebny tylko jeden krzyk Rejtana.
Czasem potrzebna jedna śmierć Okrzei.
Chociażby bitwa była już przegrana
I sztandar w prochu, choćby go deptali
Ktoś jeszcze zginął. Więc wojna trwa dalej!

(Marian Hemar)

piątek, 19 czerwca 2020

Książę odpowiada zdrajcy


Księcia Józefa Poniatowskiego odpowiedź Rzewuskiemu


"Odebrałem pismo WPana Mości Panie Rzewuski, nad którym długo myślałem, co ono ma znaczyć i czyli mam na nie odpowiedzieć? Lecz człowiek poczciwy nie ukrywa swych myśli – wzgarda dla podłych jest jego prawidłem! Tak i ja dziś z WPanem postępuję. Jako żołnierz przysięgły, Honor kochający i powinności swojej zadość czyniący, nie znam innej władzy jak władzę, którą naród cały ustanowił, żadnego innego prawa jak rozkaz Króla i P. Komisyi Wojskowej, żadnego innego obowiązku jak żyć z ukochaną Ojczyzną lub za nią umierać. Jako obywatel nie mogę słuchać rady WPana, która pod pozorem wolności, upstrzona licznemi bajkami, wsparta jest obcą przemocą. Ci, którzy śmieli dla ich dumy i własnej miłości zaprzedać krew współziomków swoich, są ohydą narodu i zdrajcami Ojczyzny! To są moje sentymenta i wszystkich podkomendnych moich, zacząwszy od prostego żołnierza. Proszę więc WPana zaniechać odtąd niepotrzebnych pism, które nikogo omamić nie potrafią i być przekonanym: że Ojczyzna jest naszym Bogiem, że zbrojny obcy żołnierz na gruncie polskim znajdujący się, nie sprzymierzony, nie może nam przynosić przyjaźni i że takowego żołnierz Rzeczpospolitej szukać będzie aby albo zwyciężyć albo umrzeć ze sławą".

---------------------------------------------

Ten tekst bezwzględnie powinien być czytany w szkołach ... żeby dzieciaki wiedziały, jak Polak odpowiada zdrajcy ...

Polak jestem ....


Polak jestem, od przodków wolną wziąłem duszę, myślę, gadam i czuję, jak znam, nie jak muszę.

Generał Jakub Jasiński



Tężyzna fizyczna Polaków

Kmicicowa kompania.
Mal. J. Kossak. 

"Nikt nie może równać się z Polakami siłą i tężyzną".

Dzisiaj, kiedy nasza młodzież staje się coraz słabsza relacje cudzoziemców opisujących wyjątkową siłę i „moc ciała” naszych przodków brzmią jak bajka. Bez wątpienia opisywały jednak stan faktyczny.
Irlandzki lekarz i podróżnik Bernard O’Connor pisał w drugiej połowie XVII wieku, że „żaden naród europejski nie może równać się z Polakami pod względem długości życia, żywości umysłu i tężyzny fizycznej”. Przyczyn tego stanu O’Connor szukał przede wszystkim w surowym trybie życia i odrzuceniu „nienawistnej zniewieściałości”. Pisał o naszych przodkach, że „zadowalają się w równym stopniu tak biedną chatą chłopską, jak i pałacem, a wielu Polaków nawet podczas mrozów i śniegu sypia bez łóżek i innych wygód”. Podkreślał także znaczenie ćwiczeń fizycznych - „szczególnie lubią taniec, skakanie, skakanie z przeszkodami i inne ćwiczenia”. Uwadze irlandzkiego lekarza nie umknęła również dieta preferująca mięsiwa, drób i mocne alkohole. Co ciekawe O’Connor przyczyny doskonałego stanu fizycznego Polaków upatrywał również w politycznym ustroju Rzeczypospolitej (przynajmniej w odniesieniu do szlachty). Uważał bowiem, że „zdrowie i siły Polacy zawdzięczają temu, że żyją w wielkiej wolności i cieszą się swoimi przywilejami”.
Opinie O’Connora gremialnie potwierdzali również inni podróżnicy. Wiliam Bruce zachwycał się siłą i aktywności Polaków płci obojga. Nawet krytyczny wobec naszych przodków Werdum podkreślał, że są oni „silnej budowy, wysocy i grubawi”. Pisał też, że „rzadko znajdziesz w Polsce (kogoś) któremu z natury czegoś brakowałoby, lub który byłby kulawy”. Wspomniany wcześniej Kacper de Tende podziwiał sprawność fizyczną Polaków, „bo choć nie ma w Polsce specjalnych szkół, w których młodzież mogłaby uczyć się szermierki, jazdy konnej czy tańców, to jednak Polacy jeżdżą konno swobodnie, zachowują niewymuszoną postawę, uprawiają szermierkę i tańczą na swój sposób”.

Czysty jak Polak

Francuski szok higieniczny.

"Mimo, że w Polsce panuje wielkie zimno, kąpiele są tam bardzo popularne i nie ma lepszego domu, który by nie posiadał łazienki. Każde miasto posiada łaźnie publiczne. Damy i ich córki kąpią się co miesiąc. Zwyczaj ten pochodzi zapewne stąd, że wszystkie dzieci w Polsce kąpie się dwa razy dziennie od ich narodzenia do lat dwóch. Potem już mały Polak mył twarz i szyję co rano zaraz po przebudzeniu w zimnej wodzie. Nie przeszkadzał mu nawet trzaskający mróz".
(Kacper de Tende, francuski dworzanin królowej Ludwiki Marii).
Z francuskiej perspektywy polskie obyczaje musiały wydawać się bardzo dziwne. W XVII wiecznej Francji pojęcie higieny było w zasadzie nie znane, kąpano się znacznie rzadziej niż w Polsce (choć z drugiej strony dbano już o czystą bieliznę), a tylko częstemu używaniu perfum Francuzi zawdzięczali to, że nie odstraszali smrodem niemytych ciał. Nielichym wstrząsem musiały być dla imć Kacpra „miejsca ustronne” w polskich dworach i zamkach. Jak pisze dr. Dąbrowski „nic dziwnego, że polscy magnaci bywali zgorszeni widząc, że zwykłą sprawą na francuskich dworach jest załatwianie potrzeb na korytarzach, czy w kominku. Dotyczyło to obojga płci. Wędrujący dwór królewski, gdy smród stawał się nie do wytrzymania, po prostu przenosił się do kolejnego zamku. Uwzględniając powyższe trudno się dziwić, że de Tende zazdrościł Polakom zdrowej i świeżej cery, pisząc że dzięki myciu „Polacy nie znają liszajów na twarzy ani wysypki na głowie”.

Towarzyski charakter Polaków

Polonez. Mal. J. P. Norblin.


Towarzyski charakter Polaków według Friedricha Schulza.

Wogóle wszyscy są tutaj dla siebie grzeczni, ale bez przymusu i pedanterii, szczególniej w początku rozmowy i przy rozstaniu się z osobami; których albo się potrzebuje, lub domyśla się, że kiedykolwiek potrzebować może.
Osoby których się nie potrzebuje - doznają takiego przyjęcia i szacunku, jakiego się od nich wymaga – to jest na stopie zupełnej równości są traktowane. Parafiańskie zabiegi o zajęcie pierwszego miejsca, drażliwość na sprzeciwienie się, obawa o to, czy kto przemówić zechce lub nie, usuwanie się trwożliwe od nieznajomych, oczekiwanie pierwszego powitania, pilnowanie właściwych tytułów każdemu należnych, dziecinne spieszczanie głosu, powstrzymywanie się od dowcipu żeby kogoś nie obrazić – pokorne, uniżone obchodzenie się z kobietami, tysiące innych podobnych względów, które wielki świat niemiecki umęczają – w warszawskim społeczeństwie nie są znane. Tu się mówi i śmieje jak się nawykło, przekonanie swe wygłasza jawnie, sprzeciwia głośno gdy inaczej myśli, weseli z rzeczy zabawnych, dowcipuje ile chce, nie wstydzi się u stołu gospodarzyć, pić gdy się pragnie, okazywać zakochanym, zazdrośnym – słowem każdy jest taki, jakim go natura stworzyła i wszelki przymus wygnany.
Że ta swoboda czasem się przeradza w obyczaj; który z pojęciami przyzwoitości innych krajów się nie godzi – łatwo zgadnąć. Ale tu, gdy się posłyszy nieszczęśliwego gracza klnącego troszkę głośno i bijącego w stół pięścią i gdy spotyka się bardzo poważną figurę gwiażdzistą i orderową w stanie niezupełnej przytomności, na nieco drżących kołyszącą się nogach, gdy żarłok niepomierny syrwetę do ust przyłożywszy, od stołu stawszy do drzwi najbliższych się wynosi, gdy tancerka nieco za żywo rzuca się w objęcia swego towarzysza, który zbyt śmiało w jej wdzięki się wpatruje, lub para jakaś zbyt widocznie ręce ściska a głowy przytula; gdy dwaj rozgrzani politycy, patryjoci, trochę grubymi poczęstowawszy się słowy za szable pochwycą – choć gdzieindziej towarzystwo by to raziło, może nie bez słuszności – tu się na to ledwie spojrzy, lub niewiele zwraca uwagi z tego względu, iż każdy czuje, że będą równie żywym i urażliwym, może sam w podobnych okolicznościach wcale nie inaczej by sobie postąpił i równego by pobłażania wymagał.

(Polska w roku 1793 : według podróży Fryderyka Szulca).