Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 czerwca 2022

Kościuszko przeciwko Kościołowi?

Tadeusz Kościuszko.
Mal. K. Wojniakowski.
Kościuszko przeciwko Kościołowi?

Swoje antykościelne obsesje lewica stara się czasem podpierać historią … ale praktycznie za każdym takim razem wyłazi z niej historyczny analfabetyzm. Chętnie posługują się np. fragmentami listu Tadeusza Kościuszki do księcia Adama Czartoryskiego z 1814 roku. Napisał w nim min. „Kościół winien być oddzielony od państwa, nie wolno mu zajmować się kształceniem młodzieży. Naród winien być panem własnego losu i jego prawa powinny być nadrzędne wobec praw Kościoła. Żadna religia nie może im przeczyć, odwołując się do prawa boskiego, przeciwnie, każda religia powinna być posłuszna prawom ustanowionym przez naród”. Tak, to napisał TEN Kościuszko, którego czcimy jako Bohatera Narodowego. Miał poglądy radykalnie antykościelne … tylko co z tego? Polski problem z wielkimi postaciami naszej historii polega z grubsza na tym, że albo traktujemy je absolutnie bezmyślnie i bałwochwalczo … albo próbujemy mieszać je z gnojem. Niestety jedno i drugie jest równie głupie i arcyszkodliwe. Nasi Bohaterowie byli przede wszystkim ludźmi, ze wszystkimi swoimi wielkościami i słabościami. Tadeusz Kościuszko to znakomity inżynier wojskowy, dobry dowódca, charyzmatyczny przywódca … ale też niestety marny polityk, w ogóle nie ogarniający geopolitycznego klinczu, w którym I Rzeczpospolita znalazła się pod koniec swojego istnienia. Powstanie Kościuszkowskie było bohaterskim … SAMOBÓJSTWEM, od początku nie mającym żadnych szans na powodzenie. Mimo tej klęski bilans dokonań Naczelnika jest taki, że NALEŻY MU SIĘ PAMIĘĆ I CZEŚĆ – co do tego nie ma żadnego sporu. Jednak jego poglądy na różne sprawy trzeba traktować rozumnie i analizować KRYTYCZNIE. Kościuszko nie wystawił sobie dobrego świadectwa owym listem do Czartoryskiego i jego ślepym na wszystko antyklerykalizmem. Nie popisał się zdolnością przewidywania, a historia surowo zweryfikowała jego pomysły. Gdyby idee Kościuszki zostały w praktyce zrealizowane, gdyby Kościół Katolicki został zamknięty w kruchcie … to nigdy nie przetrwalibyśmy zaborów jako wspólnota narodowa i nigdy nie odbudowalibyśmy suwerennej Rzeczypospolitej. Kiedy nie było polskiego państwa, polskich urzędów, wojska i szkół, to przede wszystkim Kościół był największą publiczną ostoją polskości. To on był fundamentem polskiej tożsamości i spoiwem wspólnoty, która oparła się zarówno germanizacji jak i rusyfikacji. Gdyby nie to …... dzisiaj by nas po prostu nie było. To nie jest absolutnie tak, że Kościuszko w swojej generalnej krytyce Kościoła w ogóle nie miał racji. Część jego ocen była niestety zasadna, jednak w generalnych postulatach poszedł zdecydowanie za daleko.
Kościuszko w swoim stosunku do religii był dzieckiem epoki, której elity otwarcie głosiły, że należy odrzucić „prawo boskie” dla prymatu prawa stanowionego przez naród. Doskonale wiedział czym to się skończyło owo „wyzwolenie człowieka spod boskiej kurateli” w czasie „Rewolucji Francuskiej” - obłędnie krwawą, nieludzko okrutną rzezią …. „w imię postępu”. Świadomy tych bestialstw jeszcze w czasie Powstania pisał „Nie francuską robimy rewolucję”. Czyżby zapomniał o tym na stare lata? My, dzieci XX wieku, wiemy że odrzucenie przekonania o istnieniu uniwersalnego prawa moralnego (zwanego przez wierzących „prawem boskim”), nadrzędnego wobec praw stanowionych, stało się fundamentem najgorszych totalitaryzmów i największych zbrodni tamtego stulecia. Czy Kościuszko powinien to przewidzieć? Może i tak (Rewolucja Francuska!) …. ale nie zapominajmy, że przede wszystkim był wojskowym, a nie filozofem czy naukowcem. Wierzył w porządek - dyscyplinę, organizację i matematykę. Jego epoka dała mu wiarę w siłę i wyższość człowieka. Nie ..... na pewno nie potępię go za to, że nigdy się z tej wiary nie wyleczył.
Tak na marginesie – Naczelnik był żarliwym patriotą. Oddał swoje najlepsze lata Rzeczypospolitej. Wierzył w naród, w nadrzędność i walczył o to, żeby wspólnota narodowa objęła wszystkie stany. Dzisiaj lewica takich jak Kościuszko nazywa w najlepszym razie nacjonalistami …. a coraz chętniej „faszystami”. To jak to jest szanowna lewico? Nacjonalista jest waszym … autorytetem, bo popełnił mocno nieprzemyślany tekst przeciwko tym, których tak obsesyjnie nienawidzicie?
Posługując się historią we współczesnych sporach trzeba przede wszystkim znać tą historię i starannie wybierać wątki. Bez elementarnej rozwagi wychodzi tak jak w tym przypadku … trochę śmiesznie … trochę strasznie … a przede wszystkim GŁUPIO. 

wtorek, 14 czerwca 2022

Wolter ..... czyli fundamenty ZBRODNI

Wolter (François-Marie Arouet).

Wolter czyli król hipokrytów

Wolter ..... 
Wolter, pol. Wolter, właśc. François-Marie Arouet (ur. 21 listopada 1694 w Paryżu, zm. 30 maja 1778 tamże) – francuski pisarz epoki oświecenia, filozof, historia i publicysta. Tworzył satyry, powieści, dramaty oraz „Listy”...... tyle Encyklopedia. Poza tym już w szkole uczą że "Wolter wielkim był". Dla Zachodu w popularnym przekazie jego "wielkość" jest kulturowym aksjomatem. W Polsce przyjmujemy to w zasadzie bezkrytycznie, chociaż zdecydowanie wypadałoby postawić pytanie "a co w nim było takiego wielkiego?". W jego dziełach myśli oryginalnych jest tak naprawdę niewiele. Często powtarzał po innych. Samo w sobie to nie jest grzechem, ale czy naprawdę zasługuje na aurę "wielkości"? Miał też "wielki" Wolter w swoim dorobku wątki wykazujące conajmniej słabość i drastyczną nieraz niekonsekwencję jego poglądów. Z jednej strony niby liberał, piewca wolności i tolerancji .... ale też zwolennik "oświeconego absolutyzmu" .... czyli rządów elit które "wiedzą lepiej" i nie bawią się z motłochem w jakąś demokrację. Właśnie dlatego był przeciwny systemowej, masowej edukacji, którą jego współcześni wyznawcy uważają przecież za jeden z fundamentów "demokratycznego społeczeństwa". Kształcenie niższych klas uważał za zbędne, wręcz szkodliwe dla "oświeconego monarchy" i elit budujących "nowoczesne społeczeństwo". Z fascynacji Woltera ideą monarchii absolutnej wprost wynikało jego zaślepienie Rosją i bezbrzeżna wręcz pogarda dla Polski. Wolter pod koniec życia był klasycznym "pożytecznym idiotą" carycy Katarzyny i otwarcie przyznawał jej prawo do siłowego zdławienie Rzeczypospolitej. Widział w tym najlepszy środek dla zaprowadzenia w Europie Środkowej idei Oświecenia. Zrobił wiele dla propagandowego usprawiedliwienia rosyjskiego imperializmu bezkrytycznie powtarzając twierdzenia rosyjskiej narracji nt. Polski, nawet tych absolutnie, krzywdząco niesprawiedliwych. Był również wielkim chwalcą Prus. W korespondencji z królem Fryderykiem II posunął się nawet do uznania rozbioru Polski za pomysł "genialny". Trzeba przyznać że później to jednak odwołał. Uznał się za naiwnego głupca przypisującego zwłaszcza Rosji oderwaną od rzeczywistości motywację. Niestety, jego wcześniejsze pisma już tak mocno zagnieździły się w opinii Zachodu, że są tam do tej pory i wciąż wyrządzają nam ogromne szkody.  
Warto też wspomnieć, że ten ukochany przez współczesnych liberałów Wolter, wbrew głoszonym oficjalnie hasłom, realnie wogóle nie praktykował tolerancji religijnej. Był wściekle, fanatycznie wręcz antykatolicki, co było też jedną z przyczyn jego ślepej wrogości wobec Polski. Głoszone przez Woltera hasła stały się później ideowym fundamentem antykatolickich  zbrodni "Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Inną "czarną kartą" w jego dorobku jest zajadła wrogość wobec Żydów. W swoich artykułach (min. w Dictionnaire philosophique) opisywał on ich ZAWSZE źle, zawsze tendencyjnie i zawsze z jawną, oszalałą wręcz pogardą. Część badaczy uważa że Wolter był nie tyle antysemicki ile antybiblijny - generalnie nienawidził wszystkie religie Księgi i tak samo szczuł na ich wyznawców. Jakkolwiek było faktem jest, że antyżydowskie pisma Woltera były swoistą "nobilitacją" antysemityzmu wśród zachodniej burżuazji i przyłożyły się do krwawych tragedii XX wieku. Zdecydowanie negatywne były też jego poglądy na temat islamu. Proroka Mahometa i jego wyznawców Wolter przedstawiał  (np. w Le fanatisme ou Mahomet - Fanatyzm czyli Mahomet) tak źle, że współcześnie chyba nie dałoby się ich opublikować. Ze wszystkich największych religii tylko hinduizm mógł liczyć na przychylność Woltera. Księgi Wedy uważał on nawet za  największy dar Wschodu dla niższego kulturowo Zachodu. Chętnie przeciwstawiał je Biblii i cywilizacji zbudowanej na jej przekazie. Zaiste .... "król filozofów".
Wpływ Woltera na kulturę Zachodu był ogromny .... ale czy był to wpływ dobry? Zachód niech sobie robi z nim co chce, ale najwyższy już czas na polską KRYTYKĘ WOLTERA.

niedziela, 6 lutego 2022

Marks o Żydach

Marks o Żydach

Karol Marks to jeden z patronów współczesnej lewicy. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z jego realnych poglądów na różne sprawy. Poniżej kilka fragmentów z artykułu" Zur Judenfrage" (W kwestii żydowskiej) opublikowanego przez Marksa w „Deutsch-Franzôsische Jahrbücher” (Paryż 1844|).
"Nie szukajmy tajemnicy Żyda w jego religii, lecz szukajmy tajemnicy religii w rzeczywistym Żydzie. Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, własna korzyść. 
Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz. Otóż właśnie! Emancypacja od handlu i od pieniądza, a zatem od praktycznego, rzeczywistego żydostwa byłaby autoemancypacją naszych czasów.
Taka organizacja społeczeństwa, która by usunęła przesłanki handlu, a więc i samą możliwość handlu, uniemożliwiłaby istnienie Żyda. Jego świadomość religijna rozwiałaby się jak mdłe opary w atmosferze prawdziwego życia społecznego.
(...) Przez żydostwo rozumiemy więc pewien powszechny współczesny element antyspołeczny, który osiągnął swą obecną skrajną postać przez rozwój historyczny, do którego Żydzi, w tym sensie ujemnym, gorliwie się przyczynili; w tej obecnej zaś skrajnej postaci element ten musi nieuchronnie ulec likwidacji". 
To nie jest fragment "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. To Karol Marks. Jakim cudem tak wściekły antysemita jest wciąż lansowany przez współczesną lewicę?

czwartek, 2 lipca 2020

Różnorodność ... dobra i zła

Podlasianie - Rusini i Żydzi (1 poł. XIX wieku). 
Mal. J. Lewicki.

Różnorodność ... dobra i zła 

Różnorodność, tak bezwzględnie fetyszyzowana przez współczesną lewicę, sama w sobie – jako wielość źródeł kulturowych - nie jest ani dobra, ani zła. Wszystko zależy od kontekstu i od tego, że dobrze służy społeczeństwu czy też mu szkodzi. Możemy tą różnorodność jako proces społeczny podzielić dwojako. W historii powstawała często jako proces niejako naturalny, kształtujący się w dłuższym czasie przez splot różnych czynników bez silnej, odgórnej presji. W ten właśnie sposób, przez dobrowolne mieszanie różnych grup etnicznych i różnych kultur powstało unikalne dziedzictwo kulturowe I Rzeczypospolitej z jego oszałamiającą ilością źródeł. 
Na początku trzeba zaznaczyć, że proces ten przebiegał różnie w różnych dzielnicach. W  „starych ziemiach” Królestwa Polskiego i wszędzie tam, gdzie przeważał polski żywioł odbywało się to przez splot zapożyczeń z polskim rdzeniem kulturowym. Przykładem może być tutaj dogłębna polonizacja ogromnych rzesz Niemców osiedlających się w Polsce od średniowiecza. Na koronnych i litewskich ziemiach ruskich, na których Polacy byli elitarną mniejszością, polskość była zapożyczeniem splatającym w różnym stopniu się z ruskim rdzeniem. Podobnie było z wpływami ormiańskimi, niemieckimi, włoskimi, holenderskimi, tatarskimi czy nawet z zewnętrznymi wpływami tureckimi. 
Proces ten zachodził również w odwrotnymi kierunku oraz generował związki wzajemne między samymi zapożyczeniami. Dodajmy jeszcze Żydów, tworzących własne enklawy i z reguły w ogóle się nie asymilujących, ale też w różnym stopniu wpływających na kulturę innych nacji Rzeczypospolitej. Wszystko to wytworzyło obszar unikalny kulturowo i dziedzictwo, którego … chyba nie są dzisiaj świadomi nawet jego bezpośredni spadkobiercy – narody żyjące na dawnym obszarze I Rzeczypospolitej. Nawet my, Polacy, często nie rozumiemy jak bogatą, jak unikalną kulturę odziedziczyliśmy po naszych staropolskich przodkach. Tylko dlatego niektórym z nas wydaje się, że potrzebujemy dzisiaj jakiegoś „kulturowego ubogacenia” w zachodnim stylu. Zdecydowanie NIE, tym bardziej, że to co nam proponują zwolennicy "multikulti" jest dokładnym zaprzeczeniem różnorodności jako naturalnego skutku dobrowolnego mieszania różnych wpływów kulturowych. To, co w tej chwili dzieje się w świecie zachodnim jest procesem całkowicie odgórnym, z bardzo konkretnym programem ideologicznym i politycznym. Jego główną dysfunkcją jest założenie, że można mieszać na jednym terenie grupy całkowicie różne kulturowo bez efektywnych mechanizmów asymilacyjnych. Na razie taka polityka doprowadziła tylko do utworzenia gett etnicznych, generujących niezliczone patologie społeczne i kulturowe. Nie ma tutaj mowy o żadnym „mieszaniu kultur” i jakieś pozytywnej różnorodności. Jest za to coraz bardziej eskalujący konflikt – który prędzej czy później eksploduje w masowej przemocy. Tak kreowana "różnorodność" jest bezdyskusyjnie zła i prowadzi wyłącznie do stopniowego chaosu i destrukcji społeczeństwa.
Mamy dzisiaj unikalną szansę uczyć się na doświadczeniach Zachodu i unikać jego błędów. Aby wyciągnąć z tej nauki rozumne wnioski musimy jednak najpierw poznać bogactwo naszego dziedzictwa – kultury I Rzeczypospolitej. Jako wstęp polecam serię filmików poświęconych kulturowym źródło naszego dziedzictwa.


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Murzynek Sambo w Gdyni ...

Krótka historia przybysza z Afryki, który postanowił zobaczyć polski port ...

"Ilustrowany Kurier Codzienny" (25 grudnia 1938 r.).


Artykuł z "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" (19 grudnia 1938 r.).

czwartek, 25 czerwca 2020

Żydzi w bitwie o Lwów (1918)

Synagoga Tempel we Lwowie.

Żydzi w bitwie o Lwów (1918)

Jednym z zapomnianych epizodów bitwy o Lwów jest postawa milicji żydowskiej, czynnie wspierającej Ukraińców, wbrew ogłaszającym „neutralność” deklaracjom jej twórców. Poniżej opisujący te wydarzenia artykuł z pisma „Pobudka” (z 17 listopada), wydawane po polskiej stronie frontu.
Gdy w żydowskiej ochronce po tej stronie frontu potrzeba było żywności dla 131 dzieci wojskowość polska niezwłocznie wydała ją z własnych zapasów. A po tamtej stronie? Z ust wojskowych naszych wciąż podnoszą się skargi, że ludność żydowska strzela z okien do naszych patroli, a osoby przybywające do miasta opowiadają o zachowaniu Żydów wobec polskiej ludności takie rzeczy, które wcale nie przemawiają za tem, jakoby żywioł żydowski rzeczywiście zachowywał ową szumnie głoszoną absolutną „neutralność”. Oto wyciąg z protokolarnego zeznania jednej z tych osób: Wiadomo mi z całą pewnością jest, że w templach żydowskich mieszczących się przy ul. Żółkiewskiej (k. Św. Jana) oraz przy ul. Cebulnej znajdują się składy broni, pozostające tam dla użytku ludności żydowskiej. Pozatem stwierdzam, że wszyscy Żydzi mężczyźni (chłopcy nawet), uzbrojeni są rzekomo dla celów własnej obrony. Faktycznie jednak broni tej używają przeciwko wojskom polskim oraz oraz bezbronnej ludności narodowości polskiej, zamieszkałej po tamtej stronie frontu. Na poparcie swoich twierdzeń podaję, że osobiście widziałam, jak z templu przy kościele Św. Jana w 10 listopada o 11.30 wybiegła banda uzbrojonych żydów, a udawszy się w stronę Wysokiego Zamku, rozpoczęła gwałtowną strzelaninę. Wracając z tamtej strony krzyczeli Żydzi: "lst schon gut!"'. Potem widziałam osobiście na Krakwskiem Przedmieściu Żyda, strzelającego z rewolweru do cywilnej ludności. Mam także pewne wiadomości, że sklepy katolickie polskie rabowane są, przez Żydów. Bardzo słusznie pisała wtedy "Pobudka'" od siebie: "Nie przypuszczamy, aby te prowokujące fakty odpowiadały uczuciom i intencyom całej ludności żydowskiej wobec społeczeństwa polskiego. Ale sądzimy też, że czas już najwyższy, aby poważniejsze koła żydowskie w silne karby ujęły dzikie wybryki pewnej części swych współwyznawców. Zdaje się nam, że budzenie żywiołowego antysemityzmu wśród ludności polskiej nie leży przede wszystkiem w interesie samych Żydów, i że najodpowiedniejszem w chwili obecnej byłoby dla nich: pamiętać o tem jak niebezpiecznie jest wtykać palce między drzwi"...

Żydzi, nie jedżcie do Sopot!

Ulotka Związku Żydów b. Uczestników Wojny
i Walk o Niepodległość Polski (1932 r.).

środa, 24 czerwca 2020

Polska tolerancja wobec Żydów

Żydzi podolscy (XVIII wiek). Rys. J. Kossak 
("Tygodnik Ilustrowany" 1864).

Izaak ben Abraham z Trok o polskiej tolerancji wobec Żydów.

„Jakoż na własne słyszeliśmy uszy, jak opowiadano i własnymi widzieliśmy oczami w dziełach autorów chrześcijańskich, iż w Anglii dopuszczano się w tych czasach wielkich okrucieństw; karzą srogą śmiercią wszystkich księży wiary papieskiej, wszystkich wyznawców i zwolenników tejże religii, a nawzajem tak samo postępują w Hiszpanii i we Francji, gdzie wyznawców nauki Marcina Lutra, tak okrutną śmiercią mordują, że każdemu, który o tym słyszy, włosy na głowie powstają. Lecz zdaje się, że to wszystko jest karą za ich grzechy, w wspomnianych bowiem trzech państwach, przelewano wiele krwi Izraelitów, bez najmniejszej przyczyny i prześladowano niewinnych do tego stopnia, że ich wygnano z krajów, gdzie się urodzili i przemieszkiwali tak, że ani jeden Izraelita tam nie pozostał.
Podobne postępowanie nigdy nie miało miejsca w Polsce, gdzie obecnie się znajdujemy. I owszem, tutaj pociągają do odpowiedzialności i surowo karzą tych, którzy im źle czynią lub szkodzą; tu nawet wspierają Żydów przychylnymi przywilejami, aby mogli mieszkać szczęśliwie i spokojnie. Królowie ziem tutejszych i ich dygnitarze (oby Bóg powiększył ich szczęście!) są miłośnikami wspaniałomyślności i prawości – toteż nie wyrządzają żadnego bezprawia lub krzywdy Żydom w ich krajach mieszkającym i dlatego też Bóg użyczył ziemi tej wielkiej potęgi i spokoju, tak dalece, że różniący się wiarą nie tchną ku sobie nienawiścią i nie wytępiają jedni drugich”.
Izaak ben Abraham z Trok (1533–1594) – pisarz polsko-karaimski, teolog judaistyczny, hebraista, lekarz i sofer (sekretarz) gminy karaimskiej w Trokach.

niedziela, 21 czerwca 2020

Cudze winy i wojny ....

Rozstrzelanie Polaków na Starym Rynku w Bydgoszczy (wrzesień 1939)
Jedna z niezliczonych chwil tamtego czasu ...

Cudze winy i wojny .....

Policjant mający problemy z agresją, przeszkolony przez instruktora bez wyobraźni, za mocno przydusił naćpanego bandziora i na skutek tej śmierci … Zachód oszalał. W USA zapłonęły miasta, oszalały z nienawiści tłum plądrował sklepy i składy (co ciekawe nigdy banki) i niszczył pomniki „rasistów” (np. waszyngtoński pomnik Kościuszki!). Do tego pokazówki publicznego poniżania białych Amerykanów ekspiacją za nieswoje winy, zmuszaniem do klękania, całowania butów itp. Szaleństwo już rozlało się na zachodnią Europę … i niestety dotarło też do Polski. W ostatnich tygodniach w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie i Krakowie aktywiści i politycy lewicy zorganizowali kilka młodzieżowych „protestów przeciwko rasizmowi”, wprost nawiązujących do śmierci Georga Floyda i ruchu „Black live matter” („Czarne życie ważne”). Pozwolę sobie uznać te „iwenty” nie tylko za absurdalne, ale też wybitnie szkodliwe dla międzynarodowego wizerunku Polski i dla naszych geopolitycznych interesów. Na początek zwróćcie proszę uwagę, że te wszystkie marsze niosły w zdecydowanej większości hasła spisane po angielsku, a to o czymś świadczy – ustawiono je ewidentnie na zagraniczny odbiór i na ocenę prościutką jak przysłowiowa konstrukcja cepa - „protestują, więc jest problem”. Absurdalne? Oczywiście - przede wszystkim dlatego, że Polacy nigdy nie handlowali afrykańskimi niewolnikami i nigdy ich nie wykorzystywali do niewolniczej pracy. Nie mieliśmy i nie mamy żadnego wpływu na sytuację Murzynów w USA ani w żadnym z krajów Europy Zachodniej. Nie mamy w związku z tym żadnych historycznych przewin ani tym bardziej żadnych społecznych czy politycznych długów. Czy mamy w Polsce jakiś szczególny rasizm wobec Murzynów i w ogóle jakichś mniejszości? Jak wszędzie także i u nas zdarzają się rasistowskie zachowania, ale nawet w przybliżeniu nie mamy z tym takiego problemu, jak praktycznie wszystkie kraje „starej Unii”. Niestety, organizowanie tych „protestów przeciwko rasizmowi” sugeruje coś dokładnie odwrotnego. Nie dość, że wkręcamy naszą młodzież w zupełnie obcą nam awanturę, to jeszcze sami siebie wyjątkowo głupio oczerniamy i oduczamy młodych szacunku dla ich własnej historii. Zastanówcie się proszę, czy my na pewno powinniśmy jakoś extra spektakularnie emocjonować się „niewolą Murzynów w USA” …. jeżeli udziałem naszych przodków były znacznie gorsze historie? Tak … dobrze przeczytaliście … ZNACZNIE GORSZE. Zacznijmy najpierw od przyjrzenia się, jak naprawdę wyglądało niewolnictwo Murzynów w USA. Nasze współczesne wyobrażenia na ten temat to zbitka obrazów z XIX wiecznych powieści i XX wiecznych filmów, mająca raczej niewiele wspólnego z realną historią. Jeżeli dwieście lat temu właściciel plantacji gdzieś na południu USA kupował niewolników, to była to dla niego droga inwestycja. Aby się zwróciła niewolnicy musieli efektywnie pracować, a to z kolei wymagało co najmniej przyzwoitego wyżywienia, zakwaterowania i traktowania (żeby się ciągle nie buntowali). Owszem, bywali też właściciele źle traktujący niewolników. Zdarzało się okrucieństwo a nawet zbrodnie. Jednak nawet na żyjącym z niewolnictwa Południu takie traktowanie Murzynów jeszcze przed Wojną Secesyjną było w zasadzie powszechnie potępiane. Jako ciekawostkę można dodać, że w niektórych stanach nawet jedna czwarta niewolników była własnością murzyńskich wyzwoleńców (!). W tym samym czasie na północy USA przeciętny fabrykant w ogóle nie musiał troszczyć się o swoich robotników. Dzisiaj chyba w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że byli oni realnie znacznie tańsi od niewolników (których wysokie koszty były jedną z przyczyn gospodarczego upośledzenia Południa). Jeżeli jakiś robotnik zmarł z przemęczenia i niedożywienia, albo zabiła go choroba którą złapał w brudnej norze zwanej mieszkaniem …. to na jego miejsce natychmiast zgłaszało się kilku innych. Tą zdumiewającą różnicę doskonale widzieli i wielokrotnie opisywali publicyści tamtego czasu.
Okrucieństwo niewolnictwa nie polegało na tym, że „bat świszczał”, bo to raczej późniejsze bajki niż reguła. Perfidia i podłość „tej instytucji” polegała przede wszystkim na odczłowieczeniu niewolnika przez sprowadzenie go do przedmiotu i narzędzia oraz pozbawienie go wolnej woli, prawa do własności a nawet prawa do nienaruszalności rodziny – które to prawa uważamy wszak za fundament naszej cywilizacji. Dlatego nikt nigdy nie powinien doświadczać okropności niewolnictwa.
Jeżeli dzisiaj niektórzy okazali się na tyle bezrozumni, żeby plątać polską młodzież w nie nasze winy i wojny, to powinniśmy im jednak przypomnieć, że Murzyni w USA mimo wszystko nie doświadczyli tego, co stało się udziałem wielu pokoleń Polaków. Nie ginęli w dziesiątkach tysięcy w Powstaniach o wolność. Nie mordowano ich setkami tysięcy w niemieckich lagrach i sowieckich łagrach. Nie umierali masowo z głodu i zimna na „Nieludzkiej Ziemi”. Nie doświadczyli rzezi Pragi czy masakry Woli. Nie ginęli tysiącami w bezimiennych dołach Piaśnicy czy Katynia. Czy ktoś poza nami w ogóle pamiętam i przejmuje się tym, co przeżyli nasi przodkowie? Nikt się nami nie przejmował, nie przejmuje i przejmować nie będzie … o ile nie ugra na tym „przejmowaniu” czegoś konkretnego. Wierzącym w „sprawiedliwość i dobro” rządzące „globalną wioską” polecam to, co Bolesław Prus zapisał swego czasu w „Kronikach Tygodniowych” - „Gdyby nas nawet setkami tysięcy topiono, wbijano na pale, obdzierano ze skóry, pieczono na wolnym ogniu – w całej sympatycznej Europie nikt palcem nie ruszy, nikt nie otrząśnie popiołu z cygara”. Okropne? Oczywiście, ale przede wszystkim prawdziwe. Taki już jest ten świat i przekonanie, że jest inaczej to tylko dziecięca naiwność.
To, co się dzisiaj dzieje z zachodnią cywilizacją przetrwają tylko ci, którzy potrafią rozumnie pilnować własnych spraw. Jest nas trzydzieści kilka milionów, mamy swoje państwo i elementarny rozsądek nakazuje troszczyć się dzisiaj o to, aby było ono dobrym domem dla swoich obywateli (bez względu na ich pochodzenie), godnym marzeń naszych przodków. Cudze historie i cudze wojny, na które i tak nie mamy żadnego realnego wpływu, zostawmy tym, którzy je wywołują i tym, których one w ogóle dotyczą.

piątek, 19 czerwca 2020

W obronie niewiernych ...

Paweł Włodkowic na Soborze w Konstancji (1414-18).
Przed nim Zawisza Czarny z Garbowa. Rys. Sz. Kobyliński. 

"Nie wolno niewiernym, choćby nawet nie uznawali cesarstwa rzymskiego, zabierać państw ich, posiadłości lub przywilejów, ponieważ bez grzechu za sprawą Boga je posiadają, który to wszystko bez różnicy stworzył dla człowieka, którego ukształtował na swój obraz. (...) Pisma cesarskie udzielone krzyżowcom z Prus albo innym w sprawie zajęcia ziem niewiernych żadnych im nie dają praw, ale raczej oszukują wiernych w Chrystusie, ponieważ nikt nie daje nic z tego czego nie posiada, ani też tego rodzaju dokumenty, ani papieży, ani cesarzy nie mogły im dać jakichkolwiek uprawnień, szczególnie przeciw prawu naturalnemu i Bożemu.(...) Wszelkie prawo naturalne, boskie, kościelne i świeckie potępia zwalczających tych, którzy pragną żyć w pokoju". 
"Nie należy niepokoić ani osób, ani majątków niewiernych, którzy chcą spokojnie żyć między chrześcijanami (...) Niewiernym wolno bez popełnienia grzechu władać posiadłościami i majątkami oraz dzierżyć władzę, gdyż wszystkie te rzeczy stworzone zostały nie tylko dla wiernych [chrześcijan], ale dla wszystkich istot rozumnych".

------------------------------------
Paweł Włodkowic z Brudzenia (fragmenty z "De potestate papae et impertoris respectu infidelium").

Problem z "Murzynem"?


Na vlogu który mocno polecam ... film o awanturze wokół słowa "Murzyn". Na pewno warto obejrzeć i przemyśleć, podobnie jak inne materiały Szymona. 

O prawach Żydów w Polsce

Żyd wracający z bożnicy. 
Mal. J. P. Norblin.

O prawach Żydów w Polsce.


„Status, jakim cieszyli się Żydzi w Polsce był „unikalny w skali europejskiej” - Anthony Polonszky, dyrektor Instytutu Studiów Polsko-Żydowskich w Oxfordzie (Por. „Patrząc na wspólna przeszłość. Rozmowa z prof. Anthonym Polonszkym”, przeprowadzona przez Andrzeja Gorzałę”, „Więź” 1988, nr 7-8, s.226).

„Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju (tj. Polski) jako schronienia los Żydów byłby nie do zniesienia” - Mojżesz Isserless.(Cyt. za Bernard Weinryb: „The Jews of Poland. A Social Economic History of the Jewish Community in Poland from 1100 to 1800”, Philadelphia 1972, s.166)

„Ku Polsce jako pewnemu schronieniu zwracały się oczy Żydów prześladowanych w innych krajach (…) Polska, która w wieku szesnastym, dzięki unii z Litwą, stała się za panowania synów Kazimierza IV wielkim mocarstwem, była (…) schronieniem dla wszystkich banitów, prześladowanych i szczutych (…) Okoliczności złożyły się podówczas w ten sposób, że Żydzi polscy mogli poniekąd utworzyć własne państwo w państwie”. (Por. H. Graetz: „Historia Żydów”, Warszawa 1929,, t.VII,s. 156, t.VIII, ss. 315, 322.)

„W XVI i w XVII wieku naród żydowski został dowartościowany – nie był obciążony koniecznością zachowywania się jak gość w obcym domu, który musi dostosowywać się do życia gospodarza (…) Gdzież indziej jak nie w Polsce. Żydzi mogli przez tak wiele pokoleń swobodnie rozwijać, utrzymywać i kultywować swoje własne dziedzictwo”. (Por. B. L. Sherwin: „Duchowe dziedzictwo Żydów polskich”, Warszawa 1995, ss. 53, 54.).

Wolność i tolerancja w I Rzeczypospolitej

Erazm z Rotterdamu. 
Mal. Hans Holbein Młodszy.

Wolność i tolerancja – pochwała i potępienie.


Kilka cudzoziemskich cytatów o wolności i tolerancji w I Rzeczypospolitej.

„Składam powinszowania narodowi, który – chociaż kiedyś uważany był za barbarzyński – teraz tak pięknie rozwija się w dziedzinie nauki, prawa, obyczajów, religii, i we wszystkim, co przeciwne wszelkiemu nieokrzesaniu, że współzawodniczyć może z najbardziej kulturalnymi narodami świata”
Erazm z Rotterdamu w liście do Decjusza (1523 r.)

„W Polsce współżyją ludzie różnych wyznań w pokoju, a państwo nie ponosi żadnych strat z tego powodu, iż rządzone jest przez ludzi różnych religii, a główne urzędy rozdawane są bez różnicy”.
Hubert Languet (hugenocki pisarz)

„W Polsce wolności wszystkich religii są zagwarantowane”.
George Abbot biskup Canterbury

„Wielką, a nawet bardzo wielką, miałbyś tutaj (w Polsce) wolność życia wedle swych poglądów i zasad, jak również wolność pisania i wydawania. Nikt tu nie jest cenzorem. Miałbyś ludzi, którzy by cię miłowali i bronili i (co winno ci być szczególnie miłe), którzy podzielają z tobą wspólną sprawę”.
Bernardino markiz d’Oria w liście do Sebastiana Castelliona.

„Jest (Polska) pierwszem w Europie państwem, które przykład tolerancji dało. Meczety stały tam pomiędzy Kościołami chrześcijan i Żydów bożnicami. Rzeczpospolita nie miała wierniejszych poddanych nad Mahometanów, pod iey opieką osiadłych; Żydzi pilnowali dochodów w dobrach Szlachty, która się więcej fakcyami niżeli gospodarstwem trudniła. Polska z woli swojej ustawy podbijać nie mogła, powiększenie swoje i przyłączenie krajów sąsiedzkich, jedynie tylko tolerancyi winną była (…). Wszystkie nienawiści religijne zdawały się uśpione. Nigdzie fanatyzm swoiey nie zapałił pochodni. Nie było kłótni, nie było niechęci”
Claude Carloman de Rulhière (francuski historyk z XVIII wieku).

„Naród polski brał bardzo mały udział we wszystkich wojnach religijnych, nękających Europę w XVI i XVII wieku. Nie wyhodował on na swym łonie ani spisku prochowego, ani nocy św. Bartłomieja, ani mordu senatorów, ani królobójstwa; nie zbroił braci przeciw braciom; jest to kraj, gdzie spałono najmniej ludzi za to, że się pomylili w dogmacie”.
Denis Diderot (francuski encyklopedysta z XVIII wieku).

„ Służyła Polska w tej dobie za przytułek dla ofiar prześladowań i rugów, szczególnie niemieckich (…) Było to dla Żydów nader szczęśliwym zdarzeniem, że gdy nad ich głowami w Niemczech zawisły nowe klęski, znaleźli o ścianę kraj, który udzielił im gościny i opieki (…). Ku Polsce jako pewnemu schronieniu, zwracały się oczy Żydów prześladowanych w innych krajach (…). Polska, która w wieku szesnastym, dzięki unii z Litwą, stała się za panowania synów Kazimierza IV wielkim mocarstwem, była (…) schroniskiem dla wszystkich banitów, prześladowanych i szczutych”.
Heinrich Graetz (niemiecki historyk z XIX wieku)

„Tolerancja nie prowadzi do niepokojów w państwie, jak tego dowodzi przykład Polski”.
Dirck Volkertsz Coornhert (holenderski publicysta z XVI wieku)
---------------------------------------------
„W Polsce panuje diabelska wolność sumienia”
Theodor de Beze (Teodor Beza), przywódca francuskich kalwinów.