Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2022

Marks o Żydach

Marks o Żydach

Karol Marks to jeden z patronów współczesnej lewicy. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z jego realnych poglądów na różne sprawy. Poniżej kilka fragmentów z artykułu" Zur Judenfrage" (W kwestii żydowskiej) opublikowanego przez Marksa w „Deutsch-Franzôsische Jahrbücher” (Paryż 1844|).
"Nie szukajmy tajemnicy Żyda w jego religii, lecz szukajmy tajemnicy religii w rzeczywistym Żydzie. Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, własna korzyść. 
Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz. Otóż właśnie! Emancypacja od handlu i od pieniądza, a zatem od praktycznego, rzeczywistego żydostwa byłaby autoemancypacją naszych czasów.
Taka organizacja społeczeństwa, która by usunęła przesłanki handlu, a więc i samą możliwość handlu, uniemożliwiłaby istnienie Żyda. Jego świadomość religijna rozwiałaby się jak mdłe opary w atmosferze prawdziwego życia społecznego.
(...) Przez żydostwo rozumiemy więc pewien powszechny współczesny element antyspołeczny, który osiągnął swą obecną skrajną postać przez rozwój historyczny, do którego Żydzi, w tym sensie ujemnym, gorliwie się przyczynili; w tej obecnej zaś skrajnej postaci element ten musi nieuchronnie ulec likwidacji". 
To nie jest fragment "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. To Karol Marks. Jakim cudem tak wściekły antysemita jest wciąż lansowany przez współczesną lewicę?

czwartek, 25 czerwca 2020

Żydzi w bitwie o Lwów (1918)

Synagoga Tempel we Lwowie.

Żydzi w bitwie o Lwów (1918)

Jednym z zapomnianych epizodów bitwy o Lwów jest postawa milicji żydowskiej, czynnie wspierającej Ukraińców, wbrew ogłaszającym „neutralność” deklaracjom jej twórców. Poniżej opisujący te wydarzenia artykuł z pisma „Pobudka” (z 17 listopada), wydawane po polskiej stronie frontu.
Gdy w żydowskiej ochronce po tej stronie frontu potrzeba było żywności dla 131 dzieci wojskowość polska niezwłocznie wydała ją z własnych zapasów. A po tamtej stronie? Z ust wojskowych naszych wciąż podnoszą się skargi, że ludność żydowska strzela z okien do naszych patroli, a osoby przybywające do miasta opowiadają o zachowaniu Żydów wobec polskiej ludności takie rzeczy, które wcale nie przemawiają za tem, jakoby żywioł żydowski rzeczywiście zachowywał ową szumnie głoszoną absolutną „neutralność”. Oto wyciąg z protokolarnego zeznania jednej z tych osób: Wiadomo mi z całą pewnością jest, że w templach żydowskich mieszczących się przy ul. Żółkiewskiej (k. Św. Jana) oraz przy ul. Cebulnej znajdują się składy broni, pozostające tam dla użytku ludności żydowskiej. Pozatem stwierdzam, że wszyscy Żydzi mężczyźni (chłopcy nawet), uzbrojeni są rzekomo dla celów własnej obrony. Faktycznie jednak broni tej używają przeciwko wojskom polskim oraz oraz bezbronnej ludności narodowości polskiej, zamieszkałej po tamtej stronie frontu. Na poparcie swoich twierdzeń podaję, że osobiście widziałam, jak z templu przy kościele Św. Jana w 10 listopada o 11.30 wybiegła banda uzbrojonych żydów, a udawszy się w stronę Wysokiego Zamku, rozpoczęła gwałtowną strzelaninę. Wracając z tamtej strony krzyczeli Żydzi: "lst schon gut!"'. Potem widziałam osobiście na Krakwskiem Przedmieściu Żyda, strzelającego z rewolweru do cywilnej ludności. Mam także pewne wiadomości, że sklepy katolickie polskie rabowane są, przez Żydów. Bardzo słusznie pisała wtedy "Pobudka'" od siebie: "Nie przypuszczamy, aby te prowokujące fakty odpowiadały uczuciom i intencyom całej ludności żydowskiej wobec społeczeństwa polskiego. Ale sądzimy też, że czas już najwyższy, aby poważniejsze koła żydowskie w silne karby ujęły dzikie wybryki pewnej części swych współwyznawców. Zdaje się nam, że budzenie żywiołowego antysemityzmu wśród ludności polskiej nie leży przede wszystkiem w interesie samych Żydów, i że najodpowiedniejszem w chwili obecnej byłoby dla nich: pamiętać o tem jak niebezpiecznie jest wtykać palce między drzwi"...

Żydzi, nie jedżcie do Sopot!

Ulotka Związku Żydów b. Uczestników Wojny
i Walk o Niepodległość Polski (1932 r.).

środa, 24 czerwca 2020

Polska tolerancja wobec Żydów

Żydzi podolscy (XVIII wiek). Rys. J. Kossak 
("Tygodnik Ilustrowany" 1864).

Izaak ben Abraham z Trok o polskiej tolerancji wobec Żydów.

„Jakoż na własne słyszeliśmy uszy, jak opowiadano i własnymi widzieliśmy oczami w dziełach autorów chrześcijańskich, iż w Anglii dopuszczano się w tych czasach wielkich okrucieństw; karzą srogą śmiercią wszystkich księży wiary papieskiej, wszystkich wyznawców i zwolenników tejże religii, a nawzajem tak samo postępują w Hiszpanii i we Francji, gdzie wyznawców nauki Marcina Lutra, tak okrutną śmiercią mordują, że każdemu, który o tym słyszy, włosy na głowie powstają. Lecz zdaje się, że to wszystko jest karą za ich grzechy, w wspomnianych bowiem trzech państwach, przelewano wiele krwi Izraelitów, bez najmniejszej przyczyny i prześladowano niewinnych do tego stopnia, że ich wygnano z krajów, gdzie się urodzili i przemieszkiwali tak, że ani jeden Izraelita tam nie pozostał.
Podobne postępowanie nigdy nie miało miejsca w Polsce, gdzie obecnie się znajdujemy. I owszem, tutaj pociągają do odpowiedzialności i surowo karzą tych, którzy im źle czynią lub szkodzą; tu nawet wspierają Żydów przychylnymi przywilejami, aby mogli mieszkać szczęśliwie i spokojnie. Królowie ziem tutejszych i ich dygnitarze (oby Bóg powiększył ich szczęście!) są miłośnikami wspaniałomyślności i prawości – toteż nie wyrządzają żadnego bezprawia lub krzywdy Żydom w ich krajach mieszkającym i dlatego też Bóg użyczył ziemi tej wielkiej potęgi i spokoju, tak dalece, że różniący się wiarą nie tchną ku sobie nienawiścią i nie wytępiają jedni drugich”.
Izaak ben Abraham z Trok (1533–1594) – pisarz polsko-karaimski, teolog judaistyczny, hebraista, lekarz i sofer (sekretarz) gminy karaimskiej w Trokach.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Litwacy

Car Aleksander III Romanow - jego polityka zintensyfikowało 
na ziemiach polskich osadnictwo rosyjskich Żydów ("litwaków").

Litwacy

Pomysł był iście diabelski. Pozbyć się niechcianej grupy, „podrzucając” ją przy okazji Polakom, aby rozpalić konflikty, które odciągnęłyby ich od „knucia” przeciwko imperium (albo przynajmniej ograniczyły ich aktywność w tej materii). Niestety, częściowo udało się …..
Strefy osiedlenia hamujące napływ polskich Żydów na ziemie imperium rosyjskiego po raz pierwszy uchwaliła caryca Katarzyna II, która w grudniu 1791 roku wypędziła z Rosji wszystkich Żydów na ziemie zaboru polskiego. Dodatkowo zabroniono im tam osiedlania się w miastach. Ukaz częściowo cofnął Aleksander I, otwierając miasta na wschodniej Białorusi i Ukrainie dla bogatych kupców i wojskowych pochodzenia żydowskiego. Od 1862 roku w Królestwie Polskim Żydzi zyskali dzięki staraniom Aleksandra Wielopolskiego częściowe równouprawnienie. Trudno więc dziwić się, że gdy w 1868 roku zniesiono ograniczenia w przemieszczaniu się ludności żydowskiej między „kongresówką” i resztą imperium upośledzeni polityczni i społecznie rosyjscy Żydzi gremialnie ruszyli na zachód. Nasilenie tej migracji przyniosły zmiany w wewnętrznej polityce Rosji pod koniec stulecia. Gwałtowną eksplozję rosyjskiego antysemityzmu spowodował skuteczny zamach na cara Aleksandra II (13 marca 1881 r.). Chociaż dokonał go Polak Ignacy Hryniewiecki, to opinia publiczna oskarżyła o współudział Żydów. Doprowadziło to na początku lat 90-tych do wypędzenia do Żydów z Petersburga, Moskwy, północnej Białorusi i Litwy. Tym razem za granicę strefy osiedlenia uznano wschodnią granicę Królestwa Polskiego.
Żydów przesiedlonych w ten sposób na ziemie polskie nazywano powszechnie, choć cokolwiek nieprecyzyjnie, litwakami. Ich pierwsza fala liczyła około 70-tysięcy rodzin. Druga, jeszcze większa przybyła w latach 1905 – 1907 . W sumie było to ponad 600 tysięcy osób. Osiedlali się najchętniej we wielkich ośrodkach miejskich i przemysłowych (szczególnie Łódź i Warszawa).
O ile napływ litwaków miał pozytywny wpływ na gospodarkę Królestwa (było wśród nich wielu ludzi nowocześnie wykształconych i bogatych), to przyniósł fatalne skutki dla stosunków polsko – żydowskich. Litwacy w większości byli już zasymilowani do kultury rosyjskiej. Nie znali polskiego i posługiwali się rosyjskim (ew. litewskim jidysz). Nie utożsamiali się z kulturą i historią Rzeczypospolitej. Dzięki swojej liczebności oraz sile ekonomicznej (wynikającej po części ze znajomości języka rosyjskiego oraz rynków cesarstwa), z czasem praktycznie zdominowali liberalną część polskich Żydów. Przyczyniła się do tego również polityka carskiej administracji, aktywnie wspierającej zrusyfikowanych litwaków wobec asymilujących się „starych” Żydów.
Litwacy zwalczali podjęte przez polskich Żydów na początku XIX wieku dzieło asymilacji, odcinając się od polskich dążeń narodowych i propagując wśród szerokich mas żydowskich de facto prorosyjski separatyzm. Zrujnowali w ten sposób proces, który również dla nich samych mógł być wielką szansą. Tragicznym paradoksem tej historii jest to, że litwacy uciekając przez represyjnością oficjalnej polityki w rosyjskich guberniach imperium sami (świadomie lub nie, ale jednak) stali się jej narzędziem przeciwko Polakom. Zgodnie z dążeniami imperialnej administracji zadziałała stara jak historia cywilizacji zasada „dziel i rządź”. Polacy od początku traktowali litwaków niechętnie postrzegając, nie bez racji, jako narzędzie polityki rusyfikacyjnej. Osadnictwo rosyjskich Żydów mocno ograniczało polskie wpływy polityczne i gospodarcze, w oczywisty sposób osłabiając opór przeciwko zaborcy. Gdyby Polska istniała jako niezależne państwo na całości swoich ziem to litwaków zasymilowano by prędzej czy później. Mały rosyjski protektorat, jakim była „kongresówka”, po prostu nie miał potencjału, aby poradzić sobie z takim problemem. Dlatego duże skupiska ludności separującej się od polskich dążeń narodowych, a powstające na ziemiach polskich jako skutek imperialnej polityki, były iskrą rozpalającą konflikty, które dotąd tliły się gdzieś na politycznym marginesie. Skutki były fatalne, a ich dziedzictwo wlecze się za nami do tej pory.
Litwackie osadnictwo rozpaliło również konflikt między samymi Żydami. Przede wszystkim negatywnie przyjęli ich żydowscy ortodoksi. Kiedy w odrodzonej Polsce ponownie znalazły się społeczności małopolskich chasydów wybuchła niemal wojna religijna między obiema społecznościami („Wilno vs Ukraina”). Chasydzi nazywali litwaków „szajgecami” (co w tym kontekście oznaczało „nierozsądnych młodzieńców”) zarzucając ich religijności intelektualny scholastycyzm. Z kolei wykształceni litwacy odpłacali „ciemnym” chasydom pogardą, oskarżając ich o prymitywizm i zabobony. Zajadłość tego sporu była taka, że obie strony nie potrafiły porozumieć się aż do tragicznego końca. Opozycją wobec litwaków byli również Żydzi „reformowani”, postrzegający swoich zrusyfikowanych pobratymców jako konkurencję gospodarczą i przeciwników w dążeniu do asymilacji i związania polskich Żydów z polskimi ruchami niepodległościowymi.
Konflikty rozpętane przez osadnictwo litwaków to tylko jeden z długiej listy fatalnych skutków utraty własnej państwowości i zaborów. Z ich dziedzictwem nigdy nie poradziła sobie II Rzeczpospolita, jako państwo zbyt słabe ekonomicznie, politycznie, a ponad wszystko zbyt krótko istniejące. Wszystko zakończyła tragedia II wojny światowej.

sobota, 20 czerwca 2020

Nie przepraszam za "68"

Jedna ze "spontanicznych" masówek 
w czasie "wojny Chamów z Żydami".

Nie przepraszam za „Marzec 68”


Każda kolejna rocznica „Marca 68” pokazuje się, jak całkowicie rozbieżne są narracje różnych środowisk na temat tamtych wydarzeń. Wszystko sprowadza się tutaj do kontekstu politycznego, zasadniczego dla rzetelnej oceny przyczyn, przebiegu i skutków. Jedni mówią o nim wprost. Inni zachowują się tak, jakby go w ogóle nie było. Spróbujmy więc przypomnieć sobie co stało się w Polsce między 8 i 23 marca 1968 roku.
W skrócie możemy powiedzieć, że doszło wówczas do kryzysu politycznego, zapoczątkowanego polityczną kontestacją systemu przez część „resortowych dzieci”, czyli młodzież z rodzin twórców i utrwalaczy tego systemu. Wbrew póżniejszej propagandzie „komandosi” (potoczna nazwa młodzieżowej opozycji) chcieli tylko korekty, a nie całkowitej zmiany systemu. Przeciwko polityce ówczesnych władz – cenzurze i antyinteligenckich klimatom w oficjalnej propagandzie - wypowiedział się również Związek Literatów Polskich. Szybko ich spacyfikowano, ale doszło wtedy do generalnego poruszenia i demonstracji studentów w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Radomiu. W kilku ośrodkach wsparli ich również robotnicy. Ruch ten został brutalnie zdławiony przez władze. Na uczestników buntu spadły surowe represje – aresztowano ich, bito, zwalniano z pracy i relegowano z uczelni, przymusowo wcielano do jednostek karnych. Protesty młodzieży i robotników stały się pretekstem dla rozgrywek wewnątrz ówczesnego obozu władzy. Jednym ze skutków tej „wojny na górze” była czystka etniczna, w wyniku której kraj musiało opuścić ok. 11 tysięcy (według innych ocen 13 do 20 tysięcy) Żydów oraz ich nieżydowskich współmałżonków. Dzisiaj właśnie na tej czystce niektóre środowiska budują narrację mającą podtrzymać mit „polskiego antysemityzmu” oraz wymusić na Polakach jakieś zbiorowe „przepraszam za marzec 68”. Abstrahując już od tego kto i po co nakręca coś takiego pozwolę sobie zapytać – a niby to dlaczego mielibyśmy za „tamto” przepraszać? Niech kaja się ten, kto rzeczywiście ponosi realną odpowiedzialność.
W marcu 68 roku doszło w Polsce do otwartej walki dwóch, współrządzących dotąd frakcji. Konflikt ów określano później jako „Chamy vs Żydy” lub „Natolin vs Puławy”. Generalnie ów podział sprowadzał się do tego, że z jednej strony byli miejscowi, „rodzimi” komuniści, a z drugiej „towarzysze żydowscy”. Jedni i drudzy często rekrutowali się z przedwojennych kadr Komunistycznej Partii Polski. Jedni i drudzy byli agenturą sowieckich wpływów, siłą osadzoną w Polsce po 1945 roku, wbrew powszechnej woli Polaków. Obie grupy nie miały demokratycznego mandatu dla swojej władzy. Ostatecznie „Chamy” wygrały i większość kadr „Puław” musiała opuścić Polskę. Zmuszono ich do tego obrzydliwą, antysemicką nagonką, wprost nakręcaną przez ówczesne władze i podlegające jej media (czyli praktycznie wszystkie). W prasie ukazało się wówczas mnóstwo antyżydowskich tekstów, zaiste godnych nazistowskiego „Stürmera”. Organizowano masówki robotników (obecność była obowiązkowa), na których „spontanicznie” padały żądania usunięcia Żydów z przestrzeni publicznej. Faktyczny stosunek robotników przymuszanych do udziału w tych spędach pokazuje to, że czasem do relacji radiowych z tych „spontanicznych manifestacji” dogrywano odgłosy wiwatów tłumów kibiców ze stadionów piłkarskich. Robotnicy, mimo apeli prowadzących aparatczyków najczęściej wcale nie pokazywali wielkiego entuzjazmu wobec podawanych im haseł.
Antysemicka akcja trwała około 3 miesiące i zakończyła się 29 maja 1968 roku decyzją Władysława Gomułki. Była to więc akcja rozpoczęta decyzją władz, prowadzona przez władze i przez te władze zakończona. Przypominam, że ówczesna Polska nie była krajem demokratycznym, w którym wola społeczeństwa kształtowałaby działania władz. Rządzący nie mieli mandatu z wolnych wyborów i trwali wyłącznie dzięki sile oraz zewnętrznej protekcji. Czy można wobec tego obciążać Polaków za poczynania tych, z którymi od początku walczyli i przeciwko którym tyle razy się buntowali?
Oczywiście nie było żadnej kary dla tych, którzy istotnie ponosili winę za tamte wydarzenia. Nie ukarano nikogo z ówczesnych władz. Nie zapłacili za swoje słowa autorzy antysemickich tekstów z partyjnej prasy. 
Warto też pamiętać o tym, kto musiał opuścić kraj w wyniku decyzji Gomułki i Moczara. Tutaj obraz wcale nie jest tak sielankowy, jak to później kreowano w niezliczonych tekstach czy choćby różnych filmach. Korzystając z okazji wyjechały, czy może raczej uciekły, setki zbrodniarzy stalinowskich, takich jak np. Salomon Morel czy Helena Wolińska (Fajga Mendla). W wolnej Polsce za popełniane na Polakach bestialstwa czekałyby ich sądy i śmierć, a najlepszym razie dożywocie w ciężkim więzieniu. Uciekając w 68 roku nie tylko unikali rozliczenia swoich czynów, ale mogli później wręcz uchodzić za „ofiary polskiego antysemityzmu”, co większość z nich bezwzględnie wykorzystywała przez resztę życia. Wyjechały również z Polski tysiące aparatczyków średniego i niskiego szczebla. Kiedyś instalowano ich praktycznie w każdej dziedzinie spraw publicznych według POLITYCZNEGO I ETNICZNEGO klucza. Teraz w dokładnie ten sam sposób potraktował ich ten sam system, który przez tyle lat współtworzyli i utrzymywali przeciwko Polakom. Ich wyjazd na pewno nie był dla Polski żadną stratą. Żałować można tylko tego, że najgorsi z tej grupy nigdy nie doczekali się rzetelnego rozliczenia i nie musieli uczciwie zapłacić za swoją „działalność”. Niestety, tępota moczarowskich aparatczyków sprawiła, że zmuszono również do wyjazdu wielu tych, którzy na pewno nie powinni wyjeżdżać. Przez politykę komunistów oberwało wielu zwykłych ludzi, którzy nigdy nikomu żadnej krzywdy nie wyrządzili, a ich jedyną "winą" było pochodzenie przodków - o których często nawet nie mieli pojęcia. Straciliśmy też przez to naukowców i artystów, którzy mogli żyć, pracować i tworzyć w Polsce i dla Polski. Tylko że za to też nie można obciążać ogółu Polaków, ale wyłącznie tych, którzy – bynajmniej nie pytając ogółu o zdanie – rozpoczęli, przeprowadzili i wykorzystali tą czystkę.
Warto też pamiętać, że sygnał do antyżydowskich działań wyszedł z moskiewskiej centrali. To właśnie tam, po „wojnie 6-dniowej” z czerwca 1967 roku, w której Izrael pokonał koalicję państw arabskich uznano, że nie można już ufać Żydom z „bratnich partii” i należy ich usunąć. Wbrew póżniejszej propagandzie emocje polskiej ulicy wcale nie były wtedy antyizraelskie, wręcz przeciwnie. W zasadzie powszechnie uważano, że „polscy Żydzi pokonali sowieckich Arabów”.
Marca 68 roku nigdy uczciwie nie rozliczono. Jeżeli dzisiaj ktoś powinien przepraszać za tamte wydarzenia to wyłącznie ci, którzy uważają się za politycznych spadkobierców ówczesnych władz – nikt inny. 

piątek, 19 czerwca 2020

O prawach Żydów w Polsce

Żyd wracający z bożnicy. 
Mal. J. P. Norblin.

O prawach Żydów w Polsce.


„Status, jakim cieszyli się Żydzi w Polsce był „unikalny w skali europejskiej” - Anthony Polonszky, dyrektor Instytutu Studiów Polsko-Żydowskich w Oxfordzie (Por. „Patrząc na wspólna przeszłość. Rozmowa z prof. Anthonym Polonszkym”, przeprowadzona przez Andrzeja Gorzałę”, „Więź” 1988, nr 7-8, s.226).

„Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju (tj. Polski) jako schronienia los Żydów byłby nie do zniesienia” - Mojżesz Isserless.(Cyt. za Bernard Weinryb: „The Jews of Poland. A Social Economic History of the Jewish Community in Poland from 1100 to 1800”, Philadelphia 1972, s.166)

„Ku Polsce jako pewnemu schronieniu zwracały się oczy Żydów prześladowanych w innych krajach (…) Polska, która w wieku szesnastym, dzięki unii z Litwą, stała się za panowania synów Kazimierza IV wielkim mocarstwem, była (…) schronieniem dla wszystkich banitów, prześladowanych i szczutych (…) Okoliczności złożyły się podówczas w ten sposób, że Żydzi polscy mogli poniekąd utworzyć własne państwo w państwie”. (Por. H. Graetz: „Historia Żydów”, Warszawa 1929,, t.VII,s. 156, t.VIII, ss. 315, 322.)

„W XVI i w XVII wieku naród żydowski został dowartościowany – nie był obciążony koniecznością zachowywania się jak gość w obcym domu, który musi dostosowywać się do życia gospodarza (…) Gdzież indziej jak nie w Polsce. Żydzi mogli przez tak wiele pokoleń swobodnie rozwijać, utrzymywać i kultywować swoje własne dziedzictwo”. (Por. B. L. Sherwin: „Duchowe dziedzictwo Żydów polskich”, Warszawa 1995, ss. 53, 54.).

Żydzi Żydom

Funkcjonariusze żydowskiej Policji w getcie warszawskim.

Jüdischer Ordnungsdienst (dosł. Żydowska Służba Porządkowa, potocznie policja żydowska albo tzw. odmani) to w okresie II wojny światowej podległe częściowo Judenratom, kolaborujące z nazistowskimi Niemcami, żydowskie jednostki policyjne wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych. Wykorzystywano je do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych.
Od grudnia 1940 pierwszym nadkomisarzem Żydowskiej Służby Porządkowej (SP) getta warszawskiego był Żyd Józef Andrzej Szeryński, który przeszedł na chrześcijaństwo i zmienił nazwisko z Szenkman, Szynkman bądź Szeinkman. Szeryński był znany ze swojego antysemityzmu i jest podawany jako przykład "nienawidzącego siebie Żyda".
Według historyka Raula Hilberga w getcie warszawskim służbę pełniło ok. 2500 żydowskich policjantów (komisarzem był Józef Andrzej Szeryński, a przejściowo Jakub Lejkin), w getcie łódzkim było 1200 osób, a w getcie lwowskim - 500 policjantów z Ordnungsdienstu. Jednostki te, pozbawione prawa posiadania i używania broni palnej, uzbrojone jedynie w pałki, były umundurowane oraz oznaczone odpowiednimi opaskami.
W swoich wspomnieniach z okresu służby w tych oddziałach, Anatol Chari opisuje pracę przy eskortowaniu dostaw żywności, ochronie czy magazynów żywności, kontroli pracowników piekarni, patrole nakierowane na konfiskatę żywności u mieszkańców. Wskazuje również na udział żydowskich służb porządkowych w oszustwach przy obrocie deficytową w getcie żywnością, wymuszaniu usług seksualnych za żywność. Dramatyczny mają wydźwięk relacje z przygotowania transportów do obozów zagłady, obejmujących coraz to nowe grupy mieszkańców getta.
Funkcjonariuszami byli zwykle młodzi ochotnicy, zajmujący się utrzymaniem porządku w getcie, choć uczestniczący także w patrolach po getcie prowadzonych przez niemieckich żołnierzy oraz wartach przy wejściach do dzielnicy żydowskiej. Szczególnie negatywnie wśród mieszkańców gett odbierano udział funkcjonariuszy w pacyfikacji dzielnicy oraz ich pomoc w organizacji wywozu ludzi do obozów zagłady. W większości dużych gett funkcjonariusze policji żydowskiej zostali wymordowani lub wysłani do obozów koncentracyjnych w momencie likwidacji dzielnicy.

-----------------------------------------
Cytaty:
"Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów spadała na getto jak banda dzikich zwierząt. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, aby je poświęcić na ołtarzu dyskryminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek mógł schwytać - przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą" Bernard Goldstein. Five Years in the Warsaw Ghetto. Dolphin, Doubleday. New York, 1961).

--------------------------------

"Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swoich braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zagłady swoich braci". (Emanuel Ringelblum, Kronika getta warszawskiego, oprac. Artur Eisenbach, wyd. Czytelnik, Warszawa 1988, s. 426).

---------------------------------

"Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej, dzikiej brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zbójców, którzy na ulicach łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag?" (Emanuel Ringelblum, Kronika getta warszawskiego, oprac. Artur Eisenbach, wyd. Czytelnik, Warszawa 1988,s. 427)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jüdischer_Ordnungsdienst

http://www.sztetl.org.pl/pl/term/484,policja-zydowska/

http://www.lodzgetto.pl/policja_zydowska.html,11