Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2020

Różnorodność ... dobra i zła

Podlasianie - Rusini i Żydzi (1 poł. XIX wieku). 
Mal. J. Lewicki.

Różnorodność ... dobra i zła 

Różnorodność, tak bezwzględnie fetyszyzowana przez współczesną lewicę, sama w sobie – jako wielość źródeł kulturowych - nie jest ani dobra, ani zła. Wszystko zależy od kontekstu i od tego, że dobrze służy społeczeństwu czy też mu szkodzi. Możemy tą różnorodność jako proces społeczny podzielić dwojako. W historii powstawała często jako proces niejako naturalny, kształtujący się w dłuższym czasie przez splot różnych czynników bez silnej, odgórnej presji. W ten właśnie sposób, przez dobrowolne mieszanie różnych grup etnicznych i różnych kultur powstało unikalne dziedzictwo kulturowe I Rzeczypospolitej z jego oszałamiającą ilością źródeł. 
Na początku trzeba zaznaczyć, że proces ten przebiegał różnie w różnych dzielnicach. W  „starych ziemiach” Królestwa Polskiego i wszędzie tam, gdzie przeważał polski żywioł odbywało się to przez splot zapożyczeń z polskim rdzeniem kulturowym. Przykładem może być tutaj dogłębna polonizacja ogromnych rzesz Niemców osiedlających się w Polsce od średniowiecza. Na koronnych i litewskich ziemiach ruskich, na których Polacy byli elitarną mniejszością, polskość była zapożyczeniem splatającym w różnym stopniu się z ruskim rdzeniem. Podobnie było z wpływami ormiańskimi, niemieckimi, włoskimi, holenderskimi, tatarskimi czy nawet z zewnętrznymi wpływami tureckimi. 
Proces ten zachodził również w odwrotnymi kierunku oraz generował związki wzajemne między samymi zapożyczeniami. Dodajmy jeszcze Żydów, tworzących własne enklawy i z reguły w ogóle się nie asymilujących, ale też w różnym stopniu wpływających na kulturę innych nacji Rzeczypospolitej. Wszystko to wytworzyło obszar unikalny kulturowo i dziedzictwo, którego … chyba nie są dzisiaj świadomi nawet jego bezpośredni spadkobiercy – narody żyjące na dawnym obszarze I Rzeczypospolitej. Nawet my, Polacy, często nie rozumiemy jak bogatą, jak unikalną kulturę odziedziczyliśmy po naszych staropolskich przodkach. Tylko dlatego niektórym z nas wydaje się, że potrzebujemy dzisiaj jakiegoś „kulturowego ubogacenia” w zachodnim stylu. Zdecydowanie NIE, tym bardziej, że to co nam proponują zwolennicy "multikulti" jest dokładnym zaprzeczeniem różnorodności jako naturalnego skutku dobrowolnego mieszania różnych wpływów kulturowych. To, co w tej chwili dzieje się w świecie zachodnim jest procesem całkowicie odgórnym, z bardzo konkretnym programem ideologicznym i politycznym. Jego główną dysfunkcją jest założenie, że można mieszać na jednym terenie grupy całkowicie różne kulturowo bez efektywnych mechanizmów asymilacyjnych. Na razie taka polityka doprowadziła tylko do utworzenia gett etnicznych, generujących niezliczone patologie społeczne i kulturowe. Nie ma tutaj mowy o żadnym „mieszaniu kultur” i jakieś pozytywnej różnorodności. Jest za to coraz bardziej eskalujący konflikt – który prędzej czy później eksploduje w masowej przemocy. Tak kreowana "różnorodność" jest bezdyskusyjnie zła i prowadzi wyłącznie do stopniowego chaosu i destrukcji społeczeństwa.
Mamy dzisiaj unikalną szansę uczyć się na doświadczeniach Zachodu i unikać jego błędów. Aby wyciągnąć z tej nauki rozumne wnioski musimy jednak najpierw poznać bogactwo naszego dziedzictwa – kultury I Rzeczypospolitej. Jako wstęp polecam serię filmików poświęconych kulturowym źródło naszego dziedzictwa.


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Murzynek Sambo w Gdyni ...

Krótka historia przybysza z Afryki, który postanowił zobaczyć polski port ...

"Ilustrowany Kurier Codzienny" (25 grudnia 1938 r.).


Artykuł z "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" (19 grudnia 1938 r.).

środa, 24 czerwca 2020

Polska tolerancja wobec Żydów

Żydzi podolscy (XVIII wiek). Rys. J. Kossak 
("Tygodnik Ilustrowany" 1864).

Izaak ben Abraham z Trok o polskiej tolerancji wobec Żydów.

„Jakoż na własne słyszeliśmy uszy, jak opowiadano i własnymi widzieliśmy oczami w dziełach autorów chrześcijańskich, iż w Anglii dopuszczano się w tych czasach wielkich okrucieństw; karzą srogą śmiercią wszystkich księży wiary papieskiej, wszystkich wyznawców i zwolenników tejże religii, a nawzajem tak samo postępują w Hiszpanii i we Francji, gdzie wyznawców nauki Marcina Lutra, tak okrutną śmiercią mordują, że każdemu, który o tym słyszy, włosy na głowie powstają. Lecz zdaje się, że to wszystko jest karą za ich grzechy, w wspomnianych bowiem trzech państwach, przelewano wiele krwi Izraelitów, bez najmniejszej przyczyny i prześladowano niewinnych do tego stopnia, że ich wygnano z krajów, gdzie się urodzili i przemieszkiwali tak, że ani jeden Izraelita tam nie pozostał.
Podobne postępowanie nigdy nie miało miejsca w Polsce, gdzie obecnie się znajdujemy. I owszem, tutaj pociągają do odpowiedzialności i surowo karzą tych, którzy im źle czynią lub szkodzą; tu nawet wspierają Żydów przychylnymi przywilejami, aby mogli mieszkać szczęśliwie i spokojnie. Królowie ziem tutejszych i ich dygnitarze (oby Bóg powiększył ich szczęście!) są miłośnikami wspaniałomyślności i prawości – toteż nie wyrządzają żadnego bezprawia lub krzywdy Żydom w ich krajach mieszkającym i dlatego też Bóg użyczył ziemi tej wielkiej potęgi i spokoju, tak dalece, że różniący się wiarą nie tchną ku sobie nienawiścią i nie wytępiają jedni drugich”.
Izaak ben Abraham z Trok (1533–1594) – pisarz polsko-karaimski, teolog judaistyczny, hebraista, lekarz i sofer (sekretarz) gminy karaimskiej w Trokach.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Tragiczne błędy hrabiego Wielopolskiego

Aleksander hr. Wielopolski.

Tragiczne błędy hrabiego Wielopolskiego

W każdą kolejną rocznicę Powstania Styczniowego (1863-64) czekają nas kolejne odsłony niekończącej się dyskusji o przyczynach i skutkach. Każdego roku wraca spór o ocenę jednej z głównych postaci tego dramatu – hrabiego Aleksandra Wielopolskiego.
Był dyrektorem głównym Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a później naczelnikiem rządu cywilnego dla Królestwa Polskiego. We współczesnych dyskusjach o Powstaniu Styczniowym przedstawiany jest przez niektórych jako wzór rozsądku politycznego, a jego działania jako szansa na uniknięcie tragedii Powstania. Czy są to opinie uzasadnione?
Wielopolski był bez wątpienia bardzo zdolnym administratorem. Trzeba przyznać, że po otrzymaniu nominacji ostro wziął się do pracy i szybko osiągnął pozytywne rezultaty. Ukrócił samowolę i korupcję rosyjskich urzędników, często zastępując ich Polakami. Dzięki jego staraniom wprowadzono oczynszowanie dla chłopów i równouprawnienie Żydów. Opracował plan rozwoju sieci szkolnej, a w 1862 roku otworzył w Warszawie Szkołę Główną. Przywrócił Radę Stanu Królestwa Polskiego, oraz uporządkował samorządową strukturę kraju. Były to godne uznania sukcesy, tworzące polski kapitał kulturowy i gospodarczy, doskonale rokujący na przyszłość. Trzeba przyznać, że hrabia dokonał tych śmiałych reform często walcząc z niechętną, agresywną wobec Polaków polityką rosyjskich władz w Warszawie. Niestety, popełnił też błędy, które wszystko przekreśliły, prowokując wybuch o tragicznych skutkach.
Jako legalista Wielopolski uważał, że Polacy powinni wyrzec się dążeń niepodległościowych i zaakceptować status quo. Kilkoma nieprzemyślanymi decyzjami zrobił jednak wszystko, aby stało się to niemożliwe. Już zarządzone przez niego represje wobec Towarzystwa Rolniczego i Delegacji Miejskiej wystarczająco podgrzały nastroje. Zupełnie nie udała się podjęta przez Wielopolskiego próba przeciwstawienia „lojalnych Żydów” „buntowniczym Polakom”. Środowiska żydowskie w większości zdecydowanie poparły polskie dążenia narodowościowe. W nocy z 7 na 8 kwietnia 1861 roku Wielopolski popełnił bodaj najgorszy błąd w swojej karierze, przedkładając rosyjskiemu namiestnikowi gen. Gorczakowowi opracowaną przez siebie „ustawę o zbiegowiskach”, dopuszczającą użycie wojska przeciwko ludności cywilnej. Oczywiście Gorczakow skrzętnie wykorzystał podsuniętą przez Wielopolskiego okazję. Już 8 kwietnia doszło do masakry na Placu Zamkowym, kiedy to rosyjskie wojsko ostrzelało polską manifestację. Trudno doprawdy zrozumieć, co hrabia chciał osiągnąć tą ustawą. Trudno też uwierzyć, że tak inteligentny polityk nie przewidział, iż prowadzi ona wprost do rozlewu krwi. Popełnił katastrofalny błąd (niestety, nie ostatni raz) zakładając, że można szybko i brutalnie rozładować emocje wstrząsające Królestwem.
Wielopolski próbował jeszcze ratować sytuację przekonując w Petersburgu, że tylko poważne ustępstwa wobec Polaków mogą uratować sytuację. Sukces jaki odniósł w tych negocjacjach mógł zmienić historię Polski. W czerwcu 1862 roku powrócił do Królestwa jako naczelnik rządu cywilnego. W tym momencie Wielopolski mimo wcześniejszych błędów był być może jedynym politykiem mogącym zatrzymać nadchodzącą katastrofę i pchnąć polską sprawę w Królestwie na drogę forsownego marszu do pewnego sukcesu. Niestety, jeśli hrabia miał wcześniej jakieś zaufanie ze strony radykalnych środowisk niepodległościowych, to stracił je zupełnie ową nieszczęsną ustawą z kwietnia 1861 roku. 7 i 15 sierpnia 1862 roku Ludwik Ryll i Jan Rzońca, członkowie Organizacji Miejskiej Warszawy podjęli dwie nieudane próby zamachów na Wielopolskiego. Prawdopodobnie pod wpływem tych wydarzeń hrabia popełnił kolejny, beznadziejny błąd odrzucając ofertę współpracy wystosowaną przez zachowawcze stronnictwo „białych”. Przepadła w ten sposób ostatnia, realna szansa na uspokojenie kraju i uniknięcie wybuchu. Pod koniec 1862 roku Wielopolski chcąc złamać stronnictwa prące do powstania wymyślił brankę 8 tysięcy młodych ludzi wybranych ze środowiska „czerwonych”. To był już koniec. Tą jedną, tragiczną decyzją Wielopolski sprowokował wybuch, wrzucił pochodnię do beczki z prochem. Zakładał, że wojsko rosyjskie w kilka tygodni upora się z buntem. Kolejny raz pomylił się fatalnie – wywołał bowiem najdłuższe, i najtragiczniejsze powstanie w historii Polski.
Czy w powyższym kontekście hrabia Wielopolski zasługuje na swoją legendę „jedynego rozsądnego”? Raczej nie. Cokolwiek osiągnął przekreśliły to jego własne błędy, a za skutki tychże zapłacił cały naród. Bez wątpienia był postacią tragiczną, ale nic ponad to.


sobota, 20 czerwca 2020

Nie przepraszam za "68"

Jedna ze "spontanicznych" masówek 
w czasie "wojny Chamów z Żydami".

Nie przepraszam za „Marzec 68”


Każda kolejna rocznica „Marca 68” pokazuje się, jak całkowicie rozbieżne są narracje różnych środowisk na temat tamtych wydarzeń. Wszystko sprowadza się tutaj do kontekstu politycznego, zasadniczego dla rzetelnej oceny przyczyn, przebiegu i skutków. Jedni mówią o nim wprost. Inni zachowują się tak, jakby go w ogóle nie było. Spróbujmy więc przypomnieć sobie co stało się w Polsce między 8 i 23 marca 1968 roku.
W skrócie możemy powiedzieć, że doszło wówczas do kryzysu politycznego, zapoczątkowanego polityczną kontestacją systemu przez część „resortowych dzieci”, czyli młodzież z rodzin twórców i utrwalaczy tego systemu. Wbrew póżniejszej propagandzie „komandosi” (potoczna nazwa młodzieżowej opozycji) chcieli tylko korekty, a nie całkowitej zmiany systemu. Przeciwko polityce ówczesnych władz – cenzurze i antyinteligenckich klimatom w oficjalnej propagandzie - wypowiedział się również Związek Literatów Polskich. Szybko ich spacyfikowano, ale doszło wtedy do generalnego poruszenia i demonstracji studentów w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Radomiu. W kilku ośrodkach wsparli ich również robotnicy. Ruch ten został brutalnie zdławiony przez władze. Na uczestników buntu spadły surowe represje – aresztowano ich, bito, zwalniano z pracy i relegowano z uczelni, przymusowo wcielano do jednostek karnych. Protesty młodzieży i robotników stały się pretekstem dla rozgrywek wewnątrz ówczesnego obozu władzy. Jednym ze skutków tej „wojny na górze” była czystka etniczna, w wyniku której kraj musiało opuścić ok. 11 tysięcy (według innych ocen 13 do 20 tysięcy) Żydów oraz ich nieżydowskich współmałżonków. Dzisiaj właśnie na tej czystce niektóre środowiska budują narrację mającą podtrzymać mit „polskiego antysemityzmu” oraz wymusić na Polakach jakieś zbiorowe „przepraszam za marzec 68”. Abstrahując już od tego kto i po co nakręca coś takiego pozwolę sobie zapytać – a niby to dlaczego mielibyśmy za „tamto” przepraszać? Niech kaja się ten, kto rzeczywiście ponosi realną odpowiedzialność.
W marcu 68 roku doszło w Polsce do otwartej walki dwóch, współrządzących dotąd frakcji. Konflikt ów określano później jako „Chamy vs Żydy” lub „Natolin vs Puławy”. Generalnie ów podział sprowadzał się do tego, że z jednej strony byli miejscowi, „rodzimi” komuniści, a z drugiej „towarzysze żydowscy”. Jedni i drudzy często rekrutowali się z przedwojennych kadr Komunistycznej Partii Polski. Jedni i drudzy byli agenturą sowieckich wpływów, siłą osadzoną w Polsce po 1945 roku, wbrew powszechnej woli Polaków. Obie grupy nie miały demokratycznego mandatu dla swojej władzy. Ostatecznie „Chamy” wygrały i większość kadr „Puław” musiała opuścić Polskę. Zmuszono ich do tego obrzydliwą, antysemicką nagonką, wprost nakręcaną przez ówczesne władze i podlegające jej media (czyli praktycznie wszystkie). W prasie ukazało się wówczas mnóstwo antyżydowskich tekstów, zaiste godnych nazistowskiego „Stürmera”. Organizowano masówki robotników (obecność była obowiązkowa), na których „spontanicznie” padały żądania usunięcia Żydów z przestrzeni publicznej. Faktyczny stosunek robotników przymuszanych do udziału w tych spędach pokazuje to, że czasem do relacji radiowych z tych „spontanicznych manifestacji” dogrywano odgłosy wiwatów tłumów kibiców ze stadionów piłkarskich. Robotnicy, mimo apeli prowadzących aparatczyków najczęściej wcale nie pokazywali wielkiego entuzjazmu wobec podawanych im haseł.
Antysemicka akcja trwała około 3 miesiące i zakończyła się 29 maja 1968 roku decyzją Władysława Gomułki. Była to więc akcja rozpoczęta decyzją władz, prowadzona przez władze i przez te władze zakończona. Przypominam, że ówczesna Polska nie była krajem demokratycznym, w którym wola społeczeństwa kształtowałaby działania władz. Rządzący nie mieli mandatu z wolnych wyborów i trwali wyłącznie dzięki sile oraz zewnętrznej protekcji. Czy można wobec tego obciążać Polaków za poczynania tych, z którymi od początku walczyli i przeciwko którym tyle razy się buntowali?
Oczywiście nie było żadnej kary dla tych, którzy istotnie ponosili winę za tamte wydarzenia. Nie ukarano nikogo z ówczesnych władz. Nie zapłacili za swoje słowa autorzy antysemickich tekstów z partyjnej prasy. 
Warto też pamiętać o tym, kto musiał opuścić kraj w wyniku decyzji Gomułki i Moczara. Tutaj obraz wcale nie jest tak sielankowy, jak to później kreowano w niezliczonych tekstach czy choćby różnych filmach. Korzystając z okazji wyjechały, czy może raczej uciekły, setki zbrodniarzy stalinowskich, takich jak np. Salomon Morel czy Helena Wolińska (Fajga Mendla). W wolnej Polsce za popełniane na Polakach bestialstwa czekałyby ich sądy i śmierć, a najlepszym razie dożywocie w ciężkim więzieniu. Uciekając w 68 roku nie tylko unikali rozliczenia swoich czynów, ale mogli później wręcz uchodzić za „ofiary polskiego antysemityzmu”, co większość z nich bezwzględnie wykorzystywała przez resztę życia. Wyjechały również z Polski tysiące aparatczyków średniego i niskiego szczebla. Kiedyś instalowano ich praktycznie w każdej dziedzinie spraw publicznych według POLITYCZNEGO I ETNICZNEGO klucza. Teraz w dokładnie ten sam sposób potraktował ich ten sam system, który przez tyle lat współtworzyli i utrzymywali przeciwko Polakom. Ich wyjazd na pewno nie był dla Polski żadną stratą. Żałować można tylko tego, że najgorsi z tej grupy nigdy nie doczekali się rzetelnego rozliczenia i nie musieli uczciwie zapłacić za swoją „działalność”. Niestety, tępota moczarowskich aparatczyków sprawiła, że zmuszono również do wyjazdu wielu tych, którzy na pewno nie powinni wyjeżdżać. Przez politykę komunistów oberwało wielu zwykłych ludzi, którzy nigdy nikomu żadnej krzywdy nie wyrządzili, a ich jedyną "winą" było pochodzenie przodków - o których często nawet nie mieli pojęcia. Straciliśmy też przez to naukowców i artystów, którzy mogli żyć, pracować i tworzyć w Polsce i dla Polski. Tylko że za to też nie można obciążać ogółu Polaków, ale wyłącznie tych, którzy – bynajmniej nie pytając ogółu o zdanie – rozpoczęli, przeprowadzili i wykorzystali tą czystkę.
Warto też pamiętać, że sygnał do antyżydowskich działań wyszedł z moskiewskiej centrali. To właśnie tam, po „wojnie 6-dniowej” z czerwca 1967 roku, w której Izrael pokonał koalicję państw arabskich uznano, że nie można już ufać Żydom z „bratnich partii” i należy ich usunąć. Wbrew póżniejszej propagandzie emocje polskiej ulicy wcale nie były wtedy antyizraelskie, wręcz przeciwnie. W zasadzie powszechnie uważano, że „polscy Żydzi pokonali sowieckich Arabów”.
Marca 68 roku nigdy uczciwie nie rozliczono. Jeżeli dzisiaj ktoś powinien przepraszać za tamte wydarzenia to wyłącznie ci, którzy uważają się za politycznych spadkobierców ówczesnych władz – nikt inny. 

Odpowiedź


Marian Hemar

Odpowiedź

Nikt z nas z Ojczyzną umów nie zawierał.
Z nikim Ją pacta nie wiążą conventa,
Jak mu żyć przyjdzie, jak będzie umierał,
Że go dostrzeże w tłumie, że spamięta.
Że — choć spóźnionej — nie cofnie buławy
Odchodzącemu. Niesytemu sławy.

Nie przyrzekała oszczędzać goryczy,
Ani że słodkim będzie karmić chlebem,
Ani że łzy, czy zasługi policzy
I krzyk dosłyszy pod wysokim niebem.
Niczyje do niej nie dotrą pretensje
O “wolność”, “równość”, o łupy i pensje.

Jednakie wiano, łaska Jej jednaka
Złożyła w każdej kołysce dziecięcej
Muśnięciem świętych warg: miano Polaka,
By potem nie dbać, nie pamiętać więcej
I samej, dalej, w mrozach i purpurach,
Skrzydłami wieków bijąc — płynąć w chmurach.

A potem nie ma już takiego sądu,
Ani władz takich, potęg ani ocen,
Ani instancji takiej, ani rządu,
Ani synodu, który byłby mocen
Wymazać z czoła, jak w paszporcie kreską
Rubrykę Polak — Jej łaskę niebieską.

Kto raz ochrzczony niewidzialnym znakiem,
Błogosławiony potem, czy przeklęty,
Będzie Polakiem, nie więcej Polakiem
Niż byle łajdak, i nie mniej niż święty.
Już nim zostanie, choćby sam się burzył,
Choćby nie chciał sam. Chociażby stchórzył.

Choćby nie wiedział. Będzie już, tak samo,
Jak bez zasługi każde dziecko, które
W pierwszym swym słowie powiedziało “mamo”
I pomyślało “niebo” patrząc w górę
I dziś wie: “ziemia” — “chleb” — “woda” i “drzewa”
I polskie słowa w polskiej piosnce śpiewa.

A ci, co krzyczą, że u nich w arendzie
Patenty zasług różnych kategorii,
Że wedle zasług będą stawać w rzędzie,
Wyznaczać działki na kartach historii —
Jeśli ci lepsze przydzielili grunta,
Ciesz się. Kupiłeś kolumnę Zygmunta.

Może cię inni Polacy wypędzą,
Wzgardą zaszczują, zelżą jeszcze w grobie,
Głodem zamorzą, zakatrupią nędzą —
Nie wiń Jej o to — Jej nie ma przy tobie.
Ale cios każdy, który w ciebie zmierza,
W Jej piersi trafia! W Jej serce uderza!

Gdy miecz i pióro z ręki ci wytrącą,
Gdy cię przemocą osaczą bezprawną,
Gdy cię “odprawią”, jak z domu służącą,
By tylko śmierć ci zostawić niesławną -
Odpowiedz wzgardą. Ale w łzach nie mięknij!
Im trudniej być Polakiem — tym bądź piękniej!

Wytryśnie czasem tłumu wrzask zwycięski,
Bywają wielkie, błyszczące wiktorie,
Od których potem czarny cień, cień klęski
Upada taką plamą na historię,
Że tylko klęską można zmyć te ślady.
Nasza historia zna takie przykłady.

Zna i ordery i wieńce wawrzynów,
Które umarłym na nic — czoła palą
I są po wiekach jeszcze hańbą synów,
I zna, miotane nienawiści falą
Klątwy, co tylko mocy archanielskiej
Przydają potem trumnie — już wawelskiej.

Dulce, decorum est pro patria mori!*
Ale też wszędzie, gdzie walczący pada
Twarzą do wroga — jest pole Cecory.
I tam się Polska nad nim chyli, blada,
Choćby w swym boju sam jeden był całem
Wojskiem i sam był wojska generałem.

Niech tyle wskóra twoje biedne męstwo,
Że z takich setek i setek tysięcy
Klęsk bezimiennych — Jej wielkie zwycięstwo
Powstanie kiedyś. Nie trzeba więcej
W godzinie śmierci i w obliczu trumny.
To dość — by wnuk twój mógł być z ciebie dumny.

Nie trzeba więcej. Nie trzeba nadziei.
Potrzebny tylko jeden krzyk Rejtana.
Czasem potrzebna jedna śmierć Okrzei.
Chociażby bitwa była już przegrana
I sztandar w prochu, choćby go deptali
Ktoś jeszcze zginął. Więc wojna trwa dalej!

(Marian Hemar)

piątek, 19 czerwca 2020

W obronie niewiernych ...

Paweł Włodkowic na Soborze w Konstancji (1414-18).
Przed nim Zawisza Czarny z Garbowa. Rys. Sz. Kobyliński. 

"Nie wolno niewiernym, choćby nawet nie uznawali cesarstwa rzymskiego, zabierać państw ich, posiadłości lub przywilejów, ponieważ bez grzechu za sprawą Boga je posiadają, który to wszystko bez różnicy stworzył dla człowieka, którego ukształtował na swój obraz. (...) Pisma cesarskie udzielone krzyżowcom z Prus albo innym w sprawie zajęcia ziem niewiernych żadnych im nie dają praw, ale raczej oszukują wiernych w Chrystusie, ponieważ nikt nie daje nic z tego czego nie posiada, ani też tego rodzaju dokumenty, ani papieży, ani cesarzy nie mogły im dać jakichkolwiek uprawnień, szczególnie przeciw prawu naturalnemu i Bożemu.(...) Wszelkie prawo naturalne, boskie, kościelne i świeckie potępia zwalczających tych, którzy pragną żyć w pokoju". 
"Nie należy niepokoić ani osób, ani majątków niewiernych, którzy chcą spokojnie żyć między chrześcijanami (...) Niewiernym wolno bez popełnienia grzechu władać posiadłościami i majątkami oraz dzierżyć władzę, gdyż wszystkie te rzeczy stworzone zostały nie tylko dla wiernych [chrześcijan], ale dla wszystkich istot rozumnych".

------------------------------------
Paweł Włodkowic z Brudzenia (fragmenty z "De potestate papae et impertoris respectu infidelium").

Książę odpowiada zdrajcy


Księcia Józefa Poniatowskiego odpowiedź Rzewuskiemu


"Odebrałem pismo WPana Mości Panie Rzewuski, nad którym długo myślałem, co ono ma znaczyć i czyli mam na nie odpowiedzieć? Lecz człowiek poczciwy nie ukrywa swych myśli – wzgarda dla podłych jest jego prawidłem! Tak i ja dziś z WPanem postępuję. Jako żołnierz przysięgły, Honor kochający i powinności swojej zadość czyniący, nie znam innej władzy jak władzę, którą naród cały ustanowił, żadnego innego prawa jak rozkaz Króla i P. Komisyi Wojskowej, żadnego innego obowiązku jak żyć z ukochaną Ojczyzną lub za nią umierać. Jako obywatel nie mogę słuchać rady WPana, która pod pozorem wolności, upstrzona licznemi bajkami, wsparta jest obcą przemocą. Ci, którzy śmieli dla ich dumy i własnej miłości zaprzedać krew współziomków swoich, są ohydą narodu i zdrajcami Ojczyzny! To są moje sentymenta i wszystkich podkomendnych moich, zacząwszy od prostego żołnierza. Proszę więc WPana zaniechać odtąd niepotrzebnych pism, które nikogo omamić nie potrafią i być przekonanym: że Ojczyzna jest naszym Bogiem, że zbrojny obcy żołnierz na gruncie polskim znajdujący się, nie sprzymierzony, nie może nam przynosić przyjaźni i że takowego żołnierz Rzeczpospolitej szukać będzie aby albo zwyciężyć albo umrzeć ze sławą".

---------------------------------------------

Ten tekst bezwzględnie powinien być czytany w szkołach ... żeby dzieciaki wiedziały, jak Polak odpowiada zdrajcy ...

Sadzawka z rekinami ...

Bez naiwnych sentymentów …

Pisałem kiedyś o „szlacheckim garbie” naszego pojmowania polityki międzynarodowej. Polska inteligencja w XIX wieku kształtowała się przede wszystkim ze szlachty i oprócz pięknych i pozytywnych cech wniosła też do odrodzonej Polski zasadnicze niezrozumienie reguł międzynarodowej gry politycznej. Postrzegaliśmy ją jako coś w rodzaju turnieju rycerskiego – w którym obowiązują rygorystycznie przestrzegane zasady … a poza tym oczywiście Honor, Uczciwość, Altruizm, Obiektywne Dobro … i inne takie. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała nasze przekonania w tej materii i okazało się, że niczego takiego „tam” nie ma. Niestety w dłuższej perspektywie jakoś nie potrafimy wyciągnąć z tego rozumnych wniosków i stare schematy patrzenia na politykę międzynarodową przez bardzo „różowe okulary” wciąż są nie do zabicia.
Nasz czas jest kolejnym punktem krytycznym współczesnej historii. Nadchodzą zmiany, które mogą albo wydobyć Unię Europejską z coraz gorszego kryzysu, albo zupełnie ją pogrążyć. W Europie toczy się zaciekła polityczna i kulturowa wojna. Od tego kto wygra zależy wprost jak i czy w ogóle będzie Polska i czy my, Polacy, przetrwamy jako populacja mająca realne szanse na dobrą przyszłość. To, czy będziemy w obozie zwycięzców, czy przepadniemy … po raz pierwszy od wielu lat w mocnym stopniu zależy od nas samych. Abyśmy jednak mieli realny wpływ na własne sprawy musimy przede wszystkim zrozumiem reguły gry i dostosować się do nich … a do tego trzeba odrzucić stare schematy.Musimy w końcu nauczyć się grać w polityce międzynarodowej bez żadnych sentymentów. Przecież tam obowiązuje tylko jedna, prosta reguła – realizacja własnych interesów. Nie ma przyjażni, honoru, uczciwości, altruizmu … i niczego, co zwykliśmy zbiorczo określać jako „wielkie, piękne idee”. Jest tylko brutalna, bezwzględna walka o wpływy i przetrwanie – która określa WSZYSTKO. Jest też propaganda, która ma przekonać maluczkich, że rzeczywistość jest czymś innym niż jest. Tak było, jest i zawsze będzie.W największym skrócie – nikt nie będzie nas traktował dobrze, jeżeli nie będzie mu się to zdecydowanie opłacało. Tak samo każdy może potraktować nas źle, jeżeli dostrzeże w tym mocny, własny interes ..i jeżeli mu na to pozwolimy własną słabością. Nikt nam też nigdy nie dał i nigdy nie da ….. nikt nigdy nie zrobił dla nas i nigdy nie zrobi niczego.... „ ZA DARMO” – jeżeli nie będzie musiał, albo jeżeli nie będzie mu się to bardzo konkretnie  OPŁACAŁO. Odmienne przekonanie jest niestety bardzo niebezpieczną naiwnością. Wiem, wiem … zapewne użyjecie teraz kontrargumentu „węgierskiego”. Zgadza się – lubimy się z Madziarami jak na europejskie realia wręcz wyjątkowo. Tylko że te współczesne sentymenty też ukształtowała wielokrotna wspólna walka i w ogóle współdziałanie w obronie WSPÓLNYCH INTERESÓW.
Albo będziemy silni i sprawni w grze według reguł niezmiennych od zawsze i na zawsze … albo przegramy – po prostu ….

Polak jestem ....


Polak jestem, od przodków wolną wziąłem duszę, myślę, gadam i czuję, jak znam, nie jak muszę.

Generał Jakub Jasiński



O prawach Żydów w Polsce

Żyd wracający z bożnicy. 
Mal. J. P. Norblin.

O prawach Żydów w Polsce.


„Status, jakim cieszyli się Żydzi w Polsce był „unikalny w skali europejskiej” - Anthony Polonszky, dyrektor Instytutu Studiów Polsko-Żydowskich w Oxfordzie (Por. „Patrząc na wspólna przeszłość. Rozmowa z prof. Anthonym Polonszkym”, przeprowadzona przez Andrzeja Gorzałę”, „Więź” 1988, nr 7-8, s.226).

„Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju (tj. Polski) jako schronienia los Żydów byłby nie do zniesienia” - Mojżesz Isserless.(Cyt. za Bernard Weinryb: „The Jews of Poland. A Social Economic History of the Jewish Community in Poland from 1100 to 1800”, Philadelphia 1972, s.166)

„Ku Polsce jako pewnemu schronieniu zwracały się oczy Żydów prześladowanych w innych krajach (…) Polska, która w wieku szesnastym, dzięki unii z Litwą, stała się za panowania synów Kazimierza IV wielkim mocarstwem, była (…) schronieniem dla wszystkich banitów, prześladowanych i szczutych (…) Okoliczności złożyły się podówczas w ten sposób, że Żydzi polscy mogli poniekąd utworzyć własne państwo w państwie”. (Por. H. Graetz: „Historia Żydów”, Warszawa 1929,, t.VII,s. 156, t.VIII, ss. 315, 322.)

„W XVI i w XVII wieku naród żydowski został dowartościowany – nie był obciążony koniecznością zachowywania się jak gość w obcym domu, który musi dostosowywać się do życia gospodarza (…) Gdzież indziej jak nie w Polsce. Żydzi mogli przez tak wiele pokoleń swobodnie rozwijać, utrzymywać i kultywować swoje własne dziedzictwo”. (Por. B. L. Sherwin: „Duchowe dziedzictwo Żydów polskich”, Warszawa 1995, ss. 53, 54.).