niedziela, 27 marca 2022

Konstytucja 3 Maja – demokratyczna czy republikańska?

Typy szlacheckie. Mal. J. P. Norblin.

Konstytucja 3 Maja – demokratyczna czy republikańska?

Konstytucja 3 Maja to piękna część naszego dziedzictwa i słusznie jesteśmy z niej dumni. Jednak często cała nasza wiedza na jej temat zbywa się w ogólnikach i tak naprawdę to nie bardzo wiemy co owa Ustawa realnie zawierała. Z tej potocznej niewiedzy bierze się min. opisywanie tej Konstytucji jako „zwycięstwa idei demokratycznej”. Jest to ogromny błąd. Konstytucja 3 Maja bez wątpienia nie była manifestem demokratyzmu ale REPUBLIKANIZMU ujętego w ramy monarchii konstytucyjnej. Dla twórców tej Ustawy … podobnie jak dla „Ojców” Konstytucji USA … demokracja była groźnym wynaturzeniem idei państwa obywatelskiego. Uważali oni, że nie można przyznawać prawa polityczne wszystkim za nic i aby z nich korzystać trzeba mieć odpowiednie „kwalifikacje”. Przede wszystkim wykształcenie dające podstawową wiedzę o funkcjonowaniu państwa i mechanizmach rządzących polityką. Poza tym ekonomiczną oraz polityczną niezależność od oligarchów (magnaterii). To właśnie republikanizm był przez wieki ideowym fundamentem i duchem polskiej kultury politycznej. Nasi reformatorzy doskonale wiedzieli, że ustrój Rzeczypospolitej zdegenerował się przez to, że magnaci wykorzystali dla swoich egoistycznych celów najbiedniejszą, upadłą ekonomicznie i kulturowo część szlachty. Aby to przerwać Konstytucja 3 Maja odebrała szlacheckiej „gołocie” (pozbawionym własności nieposesjonatom) prawa polityczne. Niestety właśnie ten ruch bodaj najmocniej sprowokował powstanie i akcję Targowicy. Tworzący ją magnaci zorientowali się, że oto właśnie stracili swój dotychczasowy elektorat a co za tym idzie również realne możliwości walki politycznej. Mając przeciwko sobie Kościół, część magnatów, zdecydowaną większość szlachty i niższe stany, za swoją jedyną szansę uznali obcą interwencję. Wszyscy wiemy jak to się skończyło …
Z drugiej strony trzeba oddać cześć owej szlacheckiej gołocie, która dla dobra wspólnego i ratowania Ojczyzny sama zrezygnowała ze swoich praw politycznych. Dobitnie pokazuje to analiza sejmikowych głosowań nad przyjęciem Konstytucji. Masy owych biednych „szaraczków” świadomie głosowały za nowym ustrojem, który realnie oznaczał obniżenie ich rangi społecznej. Na dnie upadku obudziła się w nich pamięć o rycerskich przodkach i rozpaliło się poczucie, że Rzeczpospolita jest ważniejsza niż ich zagonowe sprawy. Warto też pamiętać, że w ogóle cała szlachta samorzutnie oddała wówczas część swoich przywilejów dla odbudowania upadającej Ojczyzny. Taka postawa była europejskim ewenementem. Wystarczy porównać to sobie np. z zachowaniem francuskiej szlachty, która do końca broniła swoich praw konsekwentnie odrzucając wszelkie programy reform … co skończyło się krwawym szaleństwem Rewolucji. Polscy reformatorzy od razu poszli zupełnie inną drogą. Chwała im za to, bo dzięki temu polska Konstytucja jest dzisiaj pomnikiem ponadstanowej zgodny i wspólnej odpowiedzialności za państwo.
 

piątek, 18 lutego 2022

Demokracja – krótka historia iluzji (cz. II)

"Nie krzykiem, lecz czynem, nie mordem, lecz nastrojem
wszystkich stoi Rzeczpospolita". Zygmunt Krasiński. 
Pocztówka z 1905 r.

Demokracja – krótka historia iluzji …. (cz. II)

Demokracja zawsze zaczyna i kończy tak samo. Historia dobitnie to pokazuje a procesy geopolityczne w „świecie zachodnim” właśnie kolejny raz potwierdzają. Jeżeli ten ustrój cały czas za przeproszeniem zjada swój własny ogon … to może generalnie jest z nim coś nie tak? Co konkretnie? Teoria demokracji opiera się na założeniu, że ogół świadomych obywateli odpowiedzialnie wybiera strategię rozwoju państwa głosując na swoich przedstawicieli, którzy realizują ją dla dobra publicznego. Jak to realnie wygląda? Rozejrzyjcie się wkoło i zastanówcie, ilu z tych, którzy biorą udział w wyborach ma realną wiedzę pozwalającą na rzetelną, samodzielną ocenę sytuacji w państwie oraz podejmowanie decyzji o polityce przyszłości? Ilu wychodzi ponad poziom biernego konsumenta medialnej papki i zadaje sobie to minimum trudu, żeby poszerzać swoją wiedzę o państwie? Absolutna większość głosuje nie pod wpływem rzetelnego, krytycznego rozumowania, ale przez proste hasła działające na emocje. Część może gdzieś tam, podświadomie, chciałaby inaczej … ale nie mają elementarnej wiedzy, bo nie daje jej ani szkoła, ani „debata publiczna”. Szkoła generalnie sprzedaje nam demokrację jako „najlepszy z ustrojów” i zamiast krytycznego myślenia uczy całkowicie bezkrytycznej, biernej akceptacji. Dlatego zamiast świadomych obywateli ze szkół wychodzi młode „mięso wyborcze”, bez realnej wiedzy i realnych umiejętności skutecznego działania w polityce „państwa demokratycznego” … a często wogóle bez chęci angażowania się w życie wspólnoty. Wiem … oczywiście „są wyjątki”. Wciąż jeszcze zdarzają się w Polsce szkoły, które dzięki zaangażowaniu nauczycieli i rodziców kształtują obywateli a nie tłum. Chodzi jednak nie o to, żeby takie szkoły „zdarzały się”, ale żeby tworzyły system. Jest jak jest i skutki są jakie są. Polskie szkoły wypuszczają kolejne generacje „mięsa wyborczego”, które nie potrafi realnie oceniać rzeczywistości, nie rozumie rządzących nią reguł i nawet nie potrafi normalnie rozmawiać o „najlepszym z ustrojów”. „Demokracja jest najlepsza” i koniec, żadnej dyskusji … a każdy kto próbuje podważyć ten dogmat to dla nich …. w najlepszym razie wróg … albo i nawet „faszysta”. Właśnie dlatego zamiast cywilizowanej debaty publicznej mamy wojnę plemienną, która coraz bardziej niszczy Polskę.
Aby wyrwać się z tego przeklętego kręgu musimy odbudować edukację obywatelską i debatę publiczną. Innej drogi po prostu nie ma. Już w szkole musimy uczyć, że demokracja to wcale nie jest „najlepszy z ustrojów”, pokazywać jej słabe strony i to jak należy sobie z nimi radzić, żebyśmy sami siebie nie pogrążyli. Musimy znowu wychowywać OBYWATELI a nie bezmyślny tłum … inaczej szybko zafundujemy sobie kolejną powtórkę z historii.

Demokracja – krótka historia iluzji (cz. I)

Szlachecki Sejmik w kościele. Rys. J. P. Norblin.

Demokracja – krótka historia iluzji …. (cz. I)

Podobno demokracja to „najlepszy z wymyślonych ustrojów”. Powtarzanie tego twierdzenia w kontekście współczesnej „demokracji liberalnej” szczerze mówiąc zakrawa na intelektualną perwersję. Jeżeli to „najlepszy z ustrojów” to dlaczego prędzej czy później ZAWSZE popełnia samobójstwo? Historia demokracji pokazuje, że po etapie rozwoju ZAWSZE wytwarza ona oligarchów, którzy przejmują państwo i zmieniają reguły gry. Zacznijmy od tak hołubionej w naszym nauczaniu historii DEMOKRACJI ATEŃSKIEJ. Po obaleniu tyranii i reformach Klejstenesa stosunkowo szybko okazało się, że za fasadą „władzy ludu” kryją się realne rządy wybitnych jednostek … czego przykładem może być choćby Perykles. Elity przejęły państwo i wykorzystywały je dla własnych celów. Było to jedną z przyczyn fiaska ateńskich prób jednoczenia Grecji. Ustrojowe mechanizmy obrony przed rządami oligarchów (np. ostracyzm) były wykorzystywane dla politycznych rozgrywek a nie ochrony państwa. Po „Złotym Wieku”, epoce wzrostu i ekspansji, przyszło w końcu to, co nieuchronne i coraz bardziej fasadowa demokracja ateńska przegrała z królestwem macedońskim. Tak na marginesie …. pisząc o demokracji ateńskiej warto pamiętać, że była ustrojem realnie krańcowo odmiennym od współczesnej „demokracji liberalnej”, choćby przez ograniczenie dostępności praw obywatelskich tylko dla wolnych mężczyzn.
Kolejnym wielkim przykładem „ludowładztwa” był Rzym. Republika rzymska ukształtowała się jako próba kompromisu między ludem i elitami. Trwał on stosunkowo krótko. Podboje wyniosły oligarchów i złamały siłę ówczesnej klasy średniej. Ukształtowało to nowe reguły gry, w których państwem rządziły wybitne i potężne jednostki, wykorzystujące dla własnych celów republikańską fasadę. Potem przyszło cesarstwo i nawet fasada ostatecznie zniknęła.
Przejdźmy teraz do naszej zagrody i przyjrzyjmy się historii Słowiańszczyzny. Wśród plemion słowiańskich przez długi czas dominowała „demokracja wiecowa”. Decyzje na temat wspólnoty podejmowały zgromadzenia starszyzny poszczególnych rodów. Rozwój tych społeczności prędzej czy później zawsze tworzył elity które łamały siłę wiecu i ustanawiały silną i stałą władzę centralną. W geopolityce jedna zasada jest niezmienna – przetrwać mogą tylko silni. Kto w miarę szybko pożegnał się z wiecem … ten żyje. Kto trwał przy nim za długo i nie zrozumiał w porę konieczności zmian … ten jest dzisiaj tylko przypisem w historii.
„Demokracja szlachecka” była wielkim polskim eksperymentem ustrojowym …. który zakończył się katastrofalną w skutkach porażką. Zadziałał ten sam mechanizm co w Atenach i w Rzymie. Państwo przejęli oligarchowie, którzy rozgrywali je dla własnych korzyści. Dlaczego tak się stało? Dlatego że parlament skutecznie osłabił króla, który nie mógł już chronić klasy średniej przed polityką magnaterii. Skutkiem było zniszczenie państwa i stulecie zaborów, którego skutki wloką się za nami do tej pory.
Dla „demokratów” wielkim przykładem wyższości ich idei jest powstanie USA. Problem w tym, że przez większą część swojej historii państwo to było raczej zaprzeczeniem współczesnego pojęcia demokracji. Ojcowie Założyciele spisując Konstytucję nowego państwa w swoim najgłębszym przekonaniu tworzyli ustrój republikański. Demokrację uważali za niebezpieczną patologię, za „rządy motłochu” który był „mięsem wyborczym” dla oligarchów. Dlatego prawa obywatelskie dali tylko wolnym, białym mężczyznom. Warto tutaj dodać, że podobnie traktowali sprawę nasi Ojcowie Konstytucji 3 Maja. Pierwsza polska ustawa zasadnicza aby zabezpieczyć państwo przed rozgrywkami magnaterii odebrała prawa obywatelskie ich głównemu elektoratowi – ubogiej szlachcie.
Dzisiaj demokracja ma ciężkie problemy praktycznie na całym Zachodzie. Wszędzie obserwujemy to samo, co już tyle razy przerabialiśmy w historii – dramatyczne osłabienie klasy średniej i stopniowe przejmowanie państwa przez oligarchów ….. ze wszystkimi tego konsekwencjami. Reguły gry zmieniają się dosłownie na naszych oczach. Jeżeli wraca stare … a wraca ewidentnie … to chyba wypadałoby się zastanowić co jest z demokracją nie tak, że zawsze kończy tak samo. Przeczytacie o tym w następnym odcinku.

wtorek, 15 lutego 2022

Największe zbrodnie XX wieku

 

Największe zbrodnie XX wieku

Izrael i Stany Zjednoczone próbują narzucić nam narrację wedle której niemiecki Holocaust na Żydach był „największą i najstraszniejszą” zbrodnią w historii ludzkości. Przyjrzyjmy się bilansowi największych masowych zbrodni XX wieku:

1. Komunistyczne represje w ZSRR do 1956 – około 60 milionów ofiar śmiertelnych (wg Sołżenicyna). Robert Conquest podaje liczbę około 20 milionów.
2. Polityka „Wielkiego Skoku” w Chinach – ok. 45 milionów zmarłych z głodu, zamordowanych i zamęczonych.
3. Zbrodnie reżimu Pol – Pota w Kambodży – minimum 1,7 miliona (według innych ocen 2.5 do 3 milionów) ofiar śmiertelnych.
4. Sieć „obozów pracy” w Chinach – od 15 do 27 milionów zamordowanych i zamęczonych.
5. Niemieckie zbrodnie na cywilnych obywatelach ZSRR oraz jeńcach wojennych – około 10 milionów ofiar śmiertelnych (w tym ok. 1,4 miliona Żydów). Do tego około 6 milionów osób cywilnych zmarłych na skutek chorób i głodu związanych z wojną.
6. NIEMIECKI Holocaust na Żydach – maksymalnie do 6 milionów ofiar śmiertelnych (łącznie z Żydami z ZSRR). 
7. „Wielki Głód” na Ukrainie w czasach stalinowskich – około 4 miliony (według innych ocen nawet 2-krotnie więcej).
8. Rewolucja kulturalna w Chinach – około 5 milionów zamordowanych i zamęczonych.

Każda zbrodnia jest czymś absolutnie nieludzkim, jednak manipulowanie historią dla politycznych czy wymiernych korzyści to coś takiego …. jakby te miliony ofiar jeszcze raz mordowano.

Nie wierzcie „demokratom” ….

Ulotka "Bloku Demokratycznego" z 1947 roku. 

Nie wierzcie „demokratom” ….

Wybory parlamentarne 1947 roku w Polsce są dzisiaj historią zapomnianą. Warto odkurzyć główne fakty bo jest w nich nie tylko wiedza o przeszłości, ale też tłumaczenie teraźniejszości i nauka na przyszłość.
Po całkowicie sfałszowanym referendum ustrojowym z 1946 roku organizacja wyborów parlamentarnych miała być kolejnym etapem przejmowania władzy nad Polską przez komunistów. Stworzyli oni Blok … a jakże … DEMOKRATYCZNY. Jego główną, w zasadzie jedyną realną, siłą była oczywiście Polska Partia Robotnicza. Dodano jej Polską Partię Socjalistyczną, Stronnictwo Ludowe oraz Stronnictwo Demokratyczne. Były to grupy wykorzystujące przedwojenne jeszcze szyldy partyjne, ale obsadzone przez komunistyczne marionetki. Ich jedyną rolą było tworzenie wrażenia, że wokół partii komunistycznej uformował się realny blok „sił postępowych”, mający poparcie większości społeczeństwa. Antykomunistyczna opozycja zjednoczyła się wokół Polskiego Stronnictwa Ludowego. Komuniści rozpętali przeciwko niemu skoordynowaną akcję wszystkich służb i formacji – LWP, KBW, MO, ORMO i UB. Do wyborów aresztowano około 60 tysięcy działaczy i sympatyków PSL. Około 200 członków tej partii zostało zamordowanych w skrytobójczych zamachach. Na skutek różnych zarządzeń odebrano prawa wyborcze około 400 tysiącom osób. Grupy UB oraz bojówki PPR jawnie terroryzowały propeeselowskie wsie. Niszczono lokalne struktury tej partii, co uniemożliwiało jej wystawianie własnych kandydatów i wprowadzanie własnych mężów zaufania do komisji obwodowych. Pod różnymi pretekstami unieważniono około 1/5 peeselowskich list wyborczych z 76 kandydatami. Komuniści rzucili też przeciwko PSL ogromną machinę propagandową, mającą zdyskredytować ludowców jako realną siłę polityczną. Równocześnie na wszystkie możliwe sposoby blokowano stronnictwu własną aktywność medialną. Dzięki różnych machlojkom PPR samodzielnie obsadziła ponad 60 procent komisji obwodowych. Na prośbę Bolesława Bieruta do Warszawy ściągnęła też ekipa funkcjonariuszy sowieckiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego pod dowództwem pułkownika Aarona Pałkina. Byli to najwyższej klasy specjaliści od fałszowania dokumentów pisanych. Rok wcześniej właśnie ta ekipa sfałszowała centralne wyniki referendum ustrojowego.
Według oficjalnych wyników tych „Blok Demokratyczny” zyskał w tych wyborach 80,1 % głosów a opozycyjny PSL 10,3 %. Ustalenie rzeczywistych wyników jest niestety bardzo trudne. Według przesłanego Stalinowi raportu NKWD komuniści i ich marionetki zyskali w tych wyborach około 50 %. Zachowane szczątkowe dane ze stu obwodów pokazują, że PSL zdobył 63 % a „demokraci” 27%. Jeżeli uwzględnimy obwody w których PSL został zablokowany to projekcja tych wyników na cały kraj pozwala uznać, że komuniści te wybory jednak przegrali. Mimo bezwzględnego terroru i masowej dezinformacji większość Polaków odważyła się zagłosować przeciwko „Blokowi Demokratycznemu”. Rzeczywiste wyniki zostały oczywiście sfałszowane a kłamstwo stało się dla komunistów oficjalnym pretekstem do otwartej wojny ze społeczeństwem.
Skończyły się pozory, ale „demokratyczny” szyld jakimś szczególnym szyderstwem historii stał się na długie lata częścią peerelowskiej propagandy - „siły demokratyczne”, „demokracja ludowa”, „demokratyczne wybory” itp. totalnie zakłamywały naszą rzeczywistość. Potem przez chwilę wydawało się, że te wszystkie upiory w końcu odeszły. Niestety, wzięły tylko krótki urlop i znowu wracają, tak samo „demokratyczne” jak wtedy ...

Karol Wielki … nie nasz „ojciec”, nie nasz bohater ...

Mapa rozwoju Imperium Franków w latach 481–814.

Karol Wielki … nie nasz „ojciec”, nie nasz bohater ...

Niemiecko – francuska narracja historyczna usilnie wciska nam Karola Wielkiego jako „Ojca Zjednoczonej Europy”. Jest to drastyczne przekłamanie, po prostu zwykła propaganda . Problem z „ojcostwem Karola” polega na tym, że nawet w szczytowym okresie potęgi swojego imperium nie panował on nad … jak to się często przedstawia …. „prawie całą Europą”. Owszem, zjednoczył pod swoim berłem PRAWIE CAŁY ZACHÓD. To „prawie” oznacza, że poza jego władztwem była Hiszpania, południowe Włochy, Brytania, Irlandia i Skandynawia. Karol NIGDY NIE RZĄDZIŁ SŁOWIANAMI. Fakt, LUŹNO ZHOŁDOWAŁ zachodnie pogranicze Słowiańszczyzny – plemiona połabskie, Czechów, Morawian i Chorwatów. Jednak to wszystko. Jego polityczne wpływy całkowicie zanikały na wschód od linii Odry i Nysy oraz na wschód od Dunaju. Pozostali poza nimi zarówno nasi przodkowie, jak i cały ogrom etnosu wschodniosłowiańskiego – czyli większość Europy Środkowej i cała Europa Wschodnia.
Przedstawianie Karola jako „Ojca Europy” wobec faktycznego zasięgu jego państwa wynika chyba tylko z tego, że dla zachodniej kultury i zachodniego kodu kulturowego „prawdziwa Europa” to tylko oni, a my to jakiś „barbarzyński wschód”. Takie traktowanie Słowian, taka pogarda wobec naszej historii i naszego dziedzictwa jest tak głęboko wbita w „geny” Zachodu, że w ich polityce historycznej wyłazi praktycznie na każdym kroku. „Sprzedawanie” nam Karola jest dobitnym przykładem takiego podejścia.
Reasumując – Karol Wielki z pewnością wielkim władcą był …. ale nie naszym. Nigdy nie rządził nawet połową Europy, więc po co te bajki o „Ojcu zjednoczenia”? Chyba tylko po to, żebyśmy poczuli się jako „ubodzy i dalecy krewni” z wdzięcznością i pokorą przyjmujący „szklane paciorki” obcego dziedzictwa.

Zbrodnie i polityka ....

Ruiny Warszawy (1945).

Zbrodnie i polityka .... 
(tekst z maja 2019)

Przy różnych okazjach podnoszony jest temat zasadności polskich roszczeń odszkodowawczych wobec Niemiec za straty poniesione w czasie II Wojny Światowej. Dla przypomnienia – był to konflikt wywołany przez sojusz niemiecko – sowiecki, w którym dwóch dyktatorów dokonało rozbioru naszego kraju, popełniając przy tym bezmiar koszmarnych zbrodni.
Polska w czasie II Wojny Światowej poniosła największe straty biologiczne (na każdy tysiąc mieszkańców straciła 220 osób) … i są to ostrożne szacunki. Ogromne znaczenie ma też jakościowa struktura tych strat. Przy absolutnie zgodnej współpracy obu okupantów, na skutek w pełni celowej polityki, polskie elity zostały zmasakrowane. Konsekwentnie mordowano Polaków najlepiej wykształconych, twórców kultury, przedstawicieli strategicznie ważnych dla państwa zawodów, działaczy społecznych i przede wszystkim patriotów. Skutki tamtej masakry widać w Polsce do dzisiaj.
Polskie straty materialne w wyniku II Wojny Światowej. (straty rzeczowe w przeliczeniu na jednego mieszkańca, które wyniosły 626 dolarów w porównaniu z 601 dolarami w Jugosławii). Według materiałów przedstawionych na Międzynarodowej Konferencji Reparacyjnej w Paryżu w roku 1946, straty rzeczowe w Polsce wyniosły odpowiednio 16,9 mld dolarów, w Jugosławii — 9,1 mld dolarów. 2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych. Polska straciła na rzecz ZSRR 48% swojego terytorium (około 178 000 km²). Na utracony terenach znajdowały się miasta tak ważne dla naszej historii i kultury jak Wilno, Grodno, Lwów czy Stanisławów.
Powojenne szacunki utraconych przez Polskę dzieł sztuki i wywiezionych przez okupanta niemieckiego (obejmujące tylko zbiory udokumentowane), wskazują na ubytek ok. 2,8 tys. obrazów znanych europejskich szkół malarskich, 11 tys. obrazów autorstwa malarzy polskich, 1,4 tys. wartościowych rzeźb, 15 mln książek z różnych okresów, 75 tys. rękopisów, 22 tys. starodruków, 25 tys. map zabytkowych, 300 tys. grafik, 50 tys. rękopisów muzealnych, 26 tys. bibliotek szkolnych, 4,5 tys. bibliotek oświatowych i 1 tys. bibliotek naukowych (łączne straty bibliotek wyniosły ok. 22 000 000 woluminów), oraz wiele innych nieudokumentowanych eksponatów i przedmiotów wartościowych (m. in. 5 tys. dzwonów kościelnych). Na skutek celowych niemieckich działań nieodwracalnie straciliśmy część naszej historii.
Ogółem, okupant niemiecki dokonał w okupowanej Polsce rabunku ok. 516 000 pojedynczych dzieł sztuki, o wartości szacunkowej 11,14 miliardów dolarów (według kursu z 2001). Dziesiątki tysięcy tych zabytków do tej pory nie zostały zwrócone.
Wielką stratą dla naszej kultury jest celowe zniszczenie przez Niemców setek zabytków architektonicznych. Chodzi tutaj przede wszystkim o Warszawę, ale też o Poznań – mało kto dzisiaj pamięta jak mocno zniszczona była w 1945 roku stolica Wielkopolski. Co dostaliśmy w zamian dzięki przesunięciu naszych zachodnich granic? Ruiny Gdańska, Wrocławia, Opola, Głogowa … Wszystko musieliśmy odbudować sami, w powojennej biedzie, dławieni przez absurdy narzuconego nam siłą ustroju.
Niemcy nigdy nam za to wszystko nie zapłacili, bo to, co otrzymaliśmy od nich przy różnych okazjach, to ochłapy w gruncie rzeczy uwłaczające ofiarom ich zbrodni. Wielu strat nigdy nam nie zrekompensują, bo nigdy na przykład nie wrócą zmasakrowanej przez nich inteligencji, nie oddadzą naszej najlepszej młodzieży ani nie zwrócą spalonych bibliotek i archiwów. Czy to znaczy, że podnoszenie sprawy odszkodowań za II Wojnę Światową jest bez sensu? Wręcz przeciwnie. Po pierwsze jest to absolutna konieczność wobec forsowanej od lat przez spółkę niemiecko – izraelską zmiany oficjalnej narracji o II Wojnie Światowej . Rozmywaniu niemieckiej odpowiedzialności przez prostą zamianę Niemców na „Nazistów” towarzyszy przesuwanie części tej winy na Polaków (jako „współsprawców Zagłady”). Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jak groźny jest ten proceder dla naszego międzynarodowego wizerunku? Co gorsza ten historyczny rewizjonizm stał się dla niektórych środowisk żydowskich pretekstem dla gigantycznych żądań materialnych wobec Polski. Dlatego bezwzględnie potrzebujemy skutecznej polityki historycznej, która będzie przypominała prawdziwy przebieg tamtej wojny i nasze straty spowodowane przez spółkę niemiecko – sowiecką. Sprawa należnego nam od Niemców rzetelnego odszkodowania za ich zbrodnie może być doskonałym narzędziem takiej polityki. Czy prowadząc konsekwentnie i skutecznie taką politykę musimy obawiać się niemieckiego odwetu? A niby jakiego? Obrażą się i zabiorą z Polski wszystkie swoje inwestycje? Na pewno nie, bo nie są to przedsięwzięcia charytatywne, ale gospodarcze, które prowadzą tutaj nie dlatego, że „bardzo chcą być dla nas mili”, ale dlatego, że im się to bardzo mocno opłaca. Niemiecką polityką wobec Europy Środkowej kieruje bezwzględna realizacja własnych interesów zgodnie z różnymi wariantami koncepcji „Mittleeuropa” Schwarzemberga i Neumanna. Jest to idea zjednoczenia tej części Europy jako de facto niemieckiej kolonii politycznej i gospodarczej – na tyle rozwiniętej aby być rynkiem zbytu dla niemieckich produktów i kooperantem dla niemieckich koncernów, ale już nie na tyle, aby stanowić realną konkurencję dla niemieckiej gospodarki. To jest zasada niezmienna, niezależna od tego, jaka ekipa rządzi w Berlinie. Podporządkowali jej WSZYSTKIE działania wobec naszego regionu – łącznie z rozszerzenie Unii Europejskiej o Polskę i pozostałe państwa Europy Środowej. Dlatego Niemcy nie wykonają żadnego szalonego ruchu, przez który całkowicie utraciliby swoje wpływy w Polsce, co przekreśliłoby całą strategię „Mitteleuropy”. Nasi zachodni sąsiedzi są w polityce międzynarodowej bezwzględnymi graczami … i to nigdy się nie zmieni, bo takie są po prostu odwieczne reguły tej gry, a Niemcy – co by o nich nie mówić – na pewno pojmują te reguły i potrafią stosować je z absolutnie żelazną konsekwencją. Jeżeli ktoś widzi w tym coś innego to ewidentnie nie wyrósł z etapu fascynacji bajkami. Albo dostosujemy się do reguł tej gry …. albo przepadniemy. Dlatego nie powinniśmy obawiać się podnoszenia sprawy odszkodowań od Niemców za II Wojnę Światową. Nam nie wolno się tego bać, bo … po prostu nie mamy innego wyjścia. To nie jest żaden „cynizm” czy „antyniemieckość”. To jest konieczność, przed którą postawiła nas polityka państwa niemieckiego.