poniedziałek, 16 stycznia 2023
Róża Luksemburg? Ani Polka, ani wielka ...
niedziela, 1 stycznia 2023
Dziennikarz - sługa czy nadzorca?
Dziennikarz - sługa czy nadzorca?
Jednym z głównych warunków istnienia państwa demokratycznego jest zapewnienie obywatelom nieskrępowanego dostępu do informacji publicznej. Dzięki temu mogą oni kontrolować polityków, aby ci nie łamali praw i reguł demokracji.
Rok upadających mitów ...
2022 – rok upadających mitów (cz. I)
Skończył
się rok wyjątkowy. Na naszych oczach wróciło to, co wielu
wydawało się trwale minioną przeszłością i zmieniło się to,
co wielu uznawało za nienaruszalne. Był to rok w którym padły chyba wszystkie mity, jakimi przez długie lata
próbowaliśmy opisywać naszą rzeczywistość.
Lista jest długa, więc bez zbędnych wstępów.
Padł mit o wszechpotędze rosyjskiej armii. Groza jaką dotąd budziła „druga armia świata” traktowana była przez Zachód jako niepodważalna „stała” we wszelkich rozważaniach na temat europejskiej i światowej geopolityki. Propaganda kreowana wokół „drugiej armii” skutecznie zastraszała każdego, kto choćby pomyślał o tym, żeby postawić się Rosji. Wszystko działało dopóki Ukraińcy nie powiedzieli „sprawdzam”. Mit rosyjskiej armii padł z hukiem w konfrontacji z armią, której większość nie dawała żadnych szans w takim starciu. Wyszła tragiczna niekompetencja dowódców praktycznie na każdym szczeblu, katastrofalne zacofanie taktyczne i techniczne, beznadziejne morale i fatalna logistyka. Owszem, to wciąż jest armia wielka, wciąż mająca duże zapasy narzędzi do mordowania, wciąż z potężnym arsenałem nuklearnym. To wciąż jest i będzie zagrożenie dla wszystkich sąsiadów. Jednak rojenia rosyjskich propagandzistów o „marszu na Zachód” budzą już tylko śmiech.
Padł ostatecznie mit o Rosji jako „cywilizowanym kraju” z którym można zawierać „skuteczne kompromisy”. Sama agresja jak i bezmiar rosyjskiego okrucieństwa pokazały dobitnie, że Rosja nie zmienia się od setek lat a „wielka rosyjska kultura” to tylko pozłacana maseczka na pysku śmiertelnie chorej na wściekliznę Bestii. Kto rozumny, ten widzi z kim mamy do czynienia. Kto nie ma rozumu ten już chyba na zawsze pozostanie ślepy i głuchy.
Padł mit o niemieckiej zdolności „do odpowiedzialnego przywództwa w Europie”. Od lat zalewano nas słodziutką i totalnie oderwaną od rzeczywistości propagandą o tym, jak to wspaniale Niemcy kierują europejskimi sprawami. Ot i rzeczywistość wystawiła rachunki za REALNE bezhołowie niemieckiej polityki wobec Rosji. Berlińskie rojenia o kierowanej przez Niemcy jednej przestrzeni „od Lizbony po Władywostok” doprowadziły do uzależnienia państw Unii od rosyjskich surowców energetycznych. Dało to Putinowi kapitalne narzędzie do szantażowania Europy i wprost doprowadziło do wojny na Ukrainie oraz kontynentalnego i globalnego kryzysu. O tym że tak to się skończy wiadome było od lat. Putin od dawna dawał absolutnie otwarte sygnały co do swoich zamierzeń odnowienia rosyjskiego imperium. Od dawna realizował je kolejnymi rzeziami (Czeczenia, Gruzja, Ukraina). Niemcy mieli dużo czasu żeby posłuchać polskich ostrzeżeń, przejrzeć na oczy, porzucić stare rojenia i rzeczywiście stać się ODPOWIEDZIALNYM graczem w europejskiej polityce. Zachowanie Niemców po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę pokazuje dobitnie, że nie tylko wiedzieli co się stanie, ale wprost akceptowali to i czekali na szybki finał. „Niestety” Ukraińcy postanowili bić się, Polacy postanowili pomóc a USA weszło do gry tak twardo, jak chyba mało kto się spodziewał po ekipie Bidena. Niemcy mogli od razu odpuścić …. ale zamiast tego przez długie miesiące pod różnymi pretekstami de facto sabotowali realną pomoc dla Ukrainy. Teraz pod presją różnych nacisków Berlin owszem, pomaga, ale wciąż nie jest to pomoc, która może realnie zmienić przebieg wojny na korzyść Ukrainy.
Tak na marginesie – wszyscy „politycy” którzy przed wojną prześcigali się w hołdach wobec „niemieckiego przywództwa” powinni na trwałe zlecieć z polskiej sceny politycznej – ich głupota wprost zagraża przetrwaniu Polski.
To tylko początek listy. Będą następne odcinki.
piątek, 23 grudnia 2022
Prof. Andrzej Nowak: Rosja, Europa, Polska
czwartek, 22 grudnia 2022
Świąteczne pocztówki - cz. III
poniedziałek, 19 grudnia 2022
Świąteczne pocztówki - cz. II
Zanim znowu zaleją nas "neutralne" ideowo i okropne estetycznie pocztówki lansowane przed .... "postęp" ......... przypomnijmy sobie jak to wyglądało jeszcze całkiem niedawno ....
piątek, 16 grudnia 2022
Inkwizycja - fakty i mity
Świąteczne pocztówki - cz. I
Zanim znowu zaleją nas "neutralne" ideowo i okropne estetycznie pocztówki lansowane przed .... "postęp" ......... przypomnijmy sobie jak to wyglądało jeszcze całkiem niedawno ....
środa, 14 grudnia 2022
Wojna na Ukrainie - rosyjska "logika"
Wojna na Ukrainie - rosyjska "logika"
Schematy rosyjskiej propagandy w kwestii inwazji na Ukrainę są bardzo proste:
sobota, 3 grudnia 2022
Kadłubek o rządach i miłości Ojczyzny ...
poniedziałek, 28 listopada 2022
Powstanie listopadowe – trudne pytania
sobota, 15 października 2022
"Brudne średniowiecze"
niedziela, 21 sierpnia 2022
Kościół w polskiej historii - Chrzest
Kościół w polskiej historii
Chrzest
W lewicowym „pisaniu historii”
Polski szczególnie zaciekle atakowany jest Kościół katolicki.
Zaczyna się już od samego Chrztu księcia Mieszka I. Czy słusznie?
Daruję sobie komentowanie „turbosłowiańskich”bajeczek o tym,
jakoby tym aktem Mieszko miał zniszczyć „Wielkie Imperium
Lechickie”. Rozpatrzmy za to, czy książę mógł postąpić
inaczej i co nam dał jego chrzest. Oczywiście mógł postąpić
inaczej. Skutek byłby taki, że dzisiaj by nas po prostu nie było.
Plemienne, pogańskie państewko nie utrzymałoby się długo. Już
sojusz czesko – wielecki wprost zagrażał jego przetrwaniu a w tle
było jeszcze Cesarstwo. Historia Polski skończyłaby się zanim
jeszcze na dobre się zaczęła. Mieszko żeniąc się z Dobrawką
rozerwał ten niebezpieczny sojusz zmieniając zaciekłego wroga w
sojusznika. Sam Chrzest – zgodnie z ówczesną praktyką uważany
za akt wagi państwowej – miał skutki tyleż wstrząsające co
absolutnie długofalowe. Przede wszystkim sam Mieszko pogańskim
władyką, ale stał się teraz władcą chrześcijańskim,
geopolitycznym partnerem dla władców Europy. Teraz można było się
już z nim układać i trzeba było – przynajmniej w teorii –
dotrzymywać tych układów. Tylko jako chrześcijański książę
Mieszko mógł toczyć własną grę za zachodnimi granicami i
zostać „przyjacielem cesarza”. Miało to tym większe znaczenie,
że utworzenie biskupstwa zależnego tylko od Rzymu ogromnie
wzmocniło polityczną suwerenność naszego księstwa i było dla
niego otwartą drogą do stania się królestwem. Dla dopiero co
utworzonego państwa były to atuty na wagę przetrwania. Chrzest
władcy i tworzenie niezależnych struktur kościelnych włączyły Polskę w krąg cywilizacji łacińskiej. Czy trzeba dzisiaj wciąż
tłumaczyć jak wielkie to miało skutki dla naszej kultury? Pytanie
niestety retoryczne. Po pierwsze dzięki Kościołowi powstała u nas
kultura słowa pisanego. Na razie było to tylko słowo łacińskie,
ale to łacina była wspólnym językiem ówczesnych europejskich
elit. Nagle mogliśmy czytać wszystko i być czytanymi bez żadnych
problemów. Budowanie kościołów i klasztorów rozwijało
architekturę i sztukę. To Kościół tworzył w Polsce pierwsze
szkoły, również wyższe, dzięki którym przychodziło do nas zachodnie prawo,
zachodnia filozofia i myśl społeczna. Dzięki klasztorom rozwijały
się nowe, efektywniejsze sposoby gospodarowania. Wszystko to
budowało fundamenty młodego państwa, rozwijało go i dawało
szanse na przeżycie w najcięższym geopolitycznie punkcie Europy.
Czy można Mieszka winić za to wszystko? Kolejne pytanie retoryczne,
bo jak widać po wielu dyskusjach niestety można.
Niektórzy
twierdzą że książę mógł przyjąć Chrzest od Bizancjum. Mógł
… tylko co by mu to realnie dało? W dłuższej perspektywie …
nic. Żadnego zabezpieczenia ani wsparcia z Zachodu. Wpisałby za to
Polskę w krąg kultury która niedługo później na wieki
faktycznie zatrzymała się w rozwoju. Zdecydowanie wątpię żebyśmy
przetrwali coś takiego.
Mieszko I podjął odważną i mądrą
decyzję. Długofalowe skutki jego Chrztu faktycznie stworzyły
Polskę. Winniśmy mu za to wdzięczną pamięć a nie idiotyczne
oskarżenia o niebyłe winy.
poniedziałek, 18 lipca 2022
Zygmunt Krasiński o polityce Rosji
„Biada tym, co nic nie umieli przewidzieć, co pozwolili ludożercom tańczyć wokół swoich ofiar i nie pośpieszyli im z pomocą; co złożyli nadzieję w handlu, co zawierzyli ekonomii politycznej. Wszyscy oni zginą, wszyscy! (...) „Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej – czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa – aż świat wszystek, znękany krwi upływem niezmiernym i ubytkiem równie wielkim prawości, z mordów przerzuciwszy się w sprzedajność i zepsucie, aż sam świat, mówię, zawezwie ją do siebie, podda się jej – wtedy azjatycką stopą nastąpi na Europę i knut da do pocałowania suchotnikom europejskim, znędzniałym, wycieńczonym, leżącym na gruzach dymiących, śród kałuż czerwonych! Poniżona natura ludzka wielu przerażeniami, chora z utraty zmysłu ku cnocie, nie odmówi żadnego pocałunku. Wtedy Moskwa przekonana, że się jej nic nie oprze, pewna, że wszystkie proroctwa Piotra Wielkiego spełnione, zacznie grasować, a tak obmierźle i nie po ludzku, że obudzi ostatnią rozpacz w Europie”.
Memoriał do Guizota (francuskiego ministra spraw zagranicznych) z 1847 roku (fragment):
"O charakterze zaborów rosyjskich" - Maurycy Mochnacki
sobota, 25 czerwca 2022
Kościuszko przeciwko Kościołowi?
Swoje antykościelne obsesje lewica stara się czasem podpierać historią … ale praktycznie za każdym takim razem wyłazi z niej historyczny analfabetyzm. Chętnie posługują się np. fragmentami listu Tadeusza Kościuszki do księcia Adama Czartoryskiego z 1814 roku. Napisał w nim min. „Kościół winien być oddzielony od państwa, nie wolno mu zajmować się kształceniem młodzieży. Naród winien być panem własnego losu i jego prawa powinny być nadrzędne wobec praw Kościoła. Żadna religia nie może im przeczyć, odwołując się do prawa boskiego, przeciwnie, każda religia powinna być posłuszna prawom ustanowionym przez naród”. Tak, to napisał TEN Kościuszko, którego czcimy jako Bohatera Narodowego. Miał poglądy radykalnie antykościelne … tylko co z tego? Polski problem z wielkimi postaciami naszej historii polega z grubsza na tym, że albo traktujemy je absolutnie bezmyślnie i bałwochwalczo … albo próbujemy mieszać je z gnojem. Niestety jedno i drugie jest równie głupie i arcyszkodliwe. Nasi Bohaterowie byli przede wszystkim ludźmi, ze wszystkimi swoimi wielkościami i słabościami. Tadeusz Kościuszko to znakomity inżynier wojskowy, dobry dowódca, charyzmatyczny przywódca … ale też niestety marny polityk, w ogóle nie ogarniający geopolitycznego klinczu, w którym I Rzeczpospolita znalazła się pod koniec swojego istnienia. Powstanie Kościuszkowskie było bohaterskim … SAMOBÓJSTWEM, od początku nie mającym żadnych szans na powodzenie. Mimo tej klęski bilans dokonań Naczelnika jest taki, że NALEŻY MU SIĘ PAMIĘĆ I CZEŚĆ – co do tego nie ma żadnego sporu. Jednak jego poglądy na różne sprawy trzeba traktować rozumnie i analizować KRYTYCZNIE. Kościuszko nie wystawił sobie dobrego świadectwa owym listem do Czartoryskiego i jego ślepym na wszystko antyklerykalizmem. Nie popisał się zdolnością przewidywania, a historia surowo zweryfikowała jego pomysły. Gdyby idee Kościuszki zostały w praktyce zrealizowane, gdyby Kościół Katolicki został zamknięty w kruchcie … to nigdy nie przetrwalibyśmy zaborów jako wspólnota narodowa i nigdy nie odbudowalibyśmy suwerennej Rzeczypospolitej. Kiedy nie było polskiego państwa, polskich urzędów, wojska i szkół, to przede wszystkim Kościół był największą publiczną ostoją polskości. To on był fundamentem polskiej tożsamości i spoiwem wspólnoty, która oparła się zarówno germanizacji jak i rusyfikacji. Gdyby nie to …... dzisiaj by nas po prostu nie było. To nie jest absolutnie tak, że Kościuszko w swojej generalnej krytyce Kościoła w ogóle nie miał racji. Część jego ocen była niestety zasadna, jednak w generalnych postulatach poszedł zdecydowanie za daleko.
Kościuszko w swoim stosunku do religii był dzieckiem epoki, której elity otwarcie głosiły, że należy odrzucić „prawo boskie” dla prymatu prawa stanowionego przez naród. Doskonale wiedział czym to się skończyło owo „wyzwolenie człowieka spod boskiej kurateli” w czasie „Rewolucji Francuskiej” - obłędnie krwawą, nieludzko okrutną rzezią …. „w imię postępu”. Świadomy tych bestialstw jeszcze w czasie Powstania pisał „Nie francuską robimy rewolucję”. Czyżby zapomniał o tym na stare lata? My, dzieci XX wieku, wiemy że odrzucenie przekonania o istnieniu uniwersalnego prawa moralnego (zwanego przez wierzących „prawem boskim”), nadrzędnego wobec praw stanowionych, stało się fundamentem najgorszych totalitaryzmów i największych zbrodni tamtego stulecia. Czy Kościuszko powinien to przewidzieć? Może i tak (Rewolucja Francuska!) …. ale nie zapominajmy, że przede wszystkim był wojskowym, a nie filozofem czy naukowcem. Wierzył w porządek - dyscyplinę, organizację i matematykę. Jego epoka dała mu wiarę w siłę i wyższość człowieka. Nie ..... na pewno nie potępię go za to, że nigdy się z tej wiary nie wyleczył.
Tak na marginesie – Naczelnik był żarliwym patriotą. Oddał swoje najlepsze lata Rzeczypospolitej. Wierzył w naród, w nadrzędność i walczył o to, żeby wspólnota narodowa objęła wszystkie stany. Dzisiaj lewica takich jak Kościuszko nazywa w najlepszym razie nacjonalistami …. a coraz chętniej „faszystami”. To jak to jest szanowna lewico? Nacjonalista jest waszym … autorytetem, bo popełnił mocno nieprzemyślany tekst przeciwko tym, których tak obsesyjnie nienawidzicie?
Posługując się historią we współczesnych sporach trzeba przede wszystkim znać tą historię i starannie wybierać wątki. Bez elementarnej rozwagi wychodzi tak jak w tym przypadku … trochę śmiesznie … trochę strasznie … a przede wszystkim GŁUPIO.






































