poniedziałek, 28 listopada 2022

Powstanie listopadowe – trudne pytania

Bitwa pod Kuflewem (25 kwietnia 1831 r.). 
Fotografia obrazu J. Kossaka.

Powstanie listopadowe – trudne pytania

Powstanie Listopadowe ukształtowało polski XIX wiek. Gdyby się nie wydarzyło, gdybyśmy zachowali tą namiastkę państwowości z własnym prawem, z polskimi urzędami i wojskiem … wiele spraw potoczyłoby się zupełnie inaczej. Warto więc zadać pytanie … czy mogliśmy uniknąć tego powstania? Odpowiedź jest moim zdaniem prosta – wobec polityki Rosji praktycznie nie było takiej szansy.
Królestwo Polskie od 1815 roku było autonomią w składzie Imperium Rosyjskiego. Połączone było unią personalną (car był jednocześnie królem), ale miało własny ustrój prawny (całkiem liberalny jak na epokę), samorząd, pieniądz i armię. Niestety problem w tym, że Rosjanie bardzo szybko zaczęli łamać własne przysięgi i stopniowo ograniczać autonomię Królestwa. Przyczyna takiego postępowania była prozaiczna – oni zwyczajnie nie wiedzieli jak mają postępować w tej sprawie. Wprawdzie na fali entuzjazmu po zwycięstwie nad Napoleonem stworzyli Królestwo Polskie pod rosyjskim panowaniem, ale później … chyba lekko przestraszyli się swojego dzieła, kulturowo pod każdym względem całkowicie im obcego. Bardzo szybko zaczęli reagować tak, jak to mieli w zwyczaju – coraz bardziej „przykręcając śrubę”. Szybko popsuło to nastroje wśród Polaków i doprowadziło do utworzenia konspiracji niepodległościowych. Kiedy po śmierci cara Aleksandra I na tron wstąpił jego brat Mikołaj I kurs na ograniczanie polskiej autonomii jeszcze przybrał na silę. Do wybuchu doszło jednak dopiero wtedy, kiedy sytuacja geopolityczna zdawała się zmierzać do wywrócenia układu rządzącego Europą. 17 października 1830 roku car wydał rozkaz alarmowej mobilizacji dla wojska polskiego i rosyjskiego. Skojarzono to od razu z pogłoskami o planowanym użyciu polskich dywizji do stłumienia rewolucji w Belgii a być może i we Francji. Potwierdziło je wydane trzy dni później polecenie przygotowania finansów Królestwa na wypadek wojny. W tej sytuacji, wobec ostrzeżeń o dekonspiracji i przygotowywanych aresztowaniach oraz o upadku prorosyjskiego rządu w Anglii spiskowcy ze Szkoły Podchorążych Piechoty uznali, że to ostatni moment na rozpoczęcie walki. Czy można mieć pretensje do tych młodych oficerów o to, że nie chcieli iść walczyć i ginąć za obcą sobie sprawę przeciwko tym, z którymi z całego serca się solidaryzowali?
Inicjatorów Powstania trudno potępiać za jego sam jego wybuch, jednak ich wielkim grzechem było to, że rozpoczęli walkę … nie mając praktycznie żadnych, sensownych planów. Nie było przywódców, którzy mogliby poprowadzić armię i naród. Wogóle nie było koncepcji jak to wszystko rozegrać po opanowaniu Warszawy. Spiskowcy zakładali, że wystarczy ruszyć i „wielcy w narodzie” przejmą sprawę. Wyszło dokładnie odwrotnie, bo to owi „wielcy” w pierwszych dniach robili raczej wszystko żeby zgasić a nie rozpalić Powstanie. Podchorążowie wierzyli również, że „cywilizowana Europa” stanie w naszej obronie, bo przecież „słuszność moralna za nami”. Wiara w „pomoc Zachodu” i słuszność „słuszności moralnej” była i chyba wciąż jest chorobą polskiego postrzegania geopolityki. W 1830 roku główni gracze polityki europejskiej w ogóle nie byli zainteresowani wojną z Rosją o „sprawę polską”. Anglia rozgrywała swoją politykę równowagi, w której Rosja miała równoważyć wpływy Francji, która z kolei nie wystąpiłaby w obronie Polaków bojąc się odtworzenia antyfrancuskiej koalicji. Cesarstwo Austriackie, mające pod swoim panowaniem różne ludy z oczywistych przyczyn nie było zainteresowane wspieraniem polskich niepodległościowych aspiracji. Królestwo Prus było nam zdecydowanie wrogie jako posiadacz zagrabionego w czasie rozbiorów Pomorza i Wielkopolski. Dlatego spodziewanie się że ktokolwiek nam pomoże było bardzo, bardzo naiwne.
Powstanie Listopadowe zostało sprowokowane przez rosyjską politykę wprost zmierzającą do likwidacji polskiej autonomii. Jeżeli uznamy, że nie można potępiać inicjatorów tego zrywu, bo de facto nie mieli innego wyjścia, to trzeba jeszcze zadać pytanie – czy mogli to wszystko inaczej rozegrać? Przede wszystkim powinni byli przygotować porządne plany i zawczasu znaleźć dowództwo. Brak wodza zdolnego poprowadzić powstańców do walki o wszystko był tragedią tego Powstania. Chłopicki na początku otwarcie je sabotował, a kiedy przekonał się do sprawy ciężka rana wyłączyła go z walki. Skrzynecki nie miał ani wiary w zwycięstwo, ani kompetencji, a jego postępowanie w czasie „wyprawy na Gwardie” możemy w zasadzie uznać za zdradę. Doprowadzając do klęski w tej kampanii ostatecznie przekreślił szanse Powstania. Generalnie zawiodło dowództwo wojskowe, ale też  przywództwo polityczne. Wielkim, skrajnie nieodpowiedzialnym błędem była detronizacja cara jako polskiego króla. Mogliśmy przetrwać ten konflikt tylko zachowując unię personalną z Rosją. Zamiast siłą zmusić cara do rewizji polityki i potwierdzenia polskiej autonomii (co było realne) odebraliśmy mu koronę … dając  tym samym wolne pole do siłowej interwencji i okrutnych represji. W polityce trzeba działać na zimno. Detronizacja cara była epickim gestem …. ale sprowadziła KATASTROFĘ.
Reasumując – Powstania Listopadowego raczej nie dałoby się uniknąć, choć na pewno mogliśmy rozegrać je inaczej. Cóż w takim razie powinniśmy zrobić pamięcią tego zrywu? Czcić Bohaterów i wyciągać nauki z ich błędów.
Tak na marginesie – ciekawe czy Belgowie w ogóle wiedzą, że istnienie swojego państwa zawdzięczają polskim powstańcom, którzy zablokowali rosyjską interwencję ….?

sobota, 15 października 2022

"Brudne średniowiecze"

Wieczerza w łaźni. Miniatura z XV wieku.

Jak powszechnie wiadomo "średniowiecze było brudne" a następne epoki przyniosły w kwestii higieny znaczący postęp. Tak głosi popularny mit. Problem w tym, że było dokładnie odwrotnie. Średniowiecze jak na współczesne standardy nie było epoką czystą. Na pewno nie było jednak tak brudne jak to sobie potocznie wyobrażamy. Słowianie, jeszcze w czasach przedchrześcijańskich, chętnie korzystali z łaźni parowej, mieli przy domostwach miejsca ustępowe, pielęgnowali włosi i czyścili przyodziewek. podobnie było na Zachodzie. Stosowano tam wprawdzie zwykłe łaźnie a z miejscami ustępowymi różnie bywało, ale generalnie starano się raczej chodzić czysto niż brudno. Potem przyszło Odrodzenie...
Łaźnie już pod koniec Średniowiecza były na Zachodzie zwalczane jako przybytki "swobody obyczajowej". Łatwość pozyskiwania czystej bielizny uraz upowszechnienie środków zapachowych doprowadziły do tego, że nawet arystokraci myli się znacznie rzadziej niż dotąd. Przejawem czystości była nie kąpiel tylko czysta bielizna i perfumy. Przykładem ekstremalnym, ale dającym pewne pojęcie o swoich czasach, był Ludwik XIV. Sławny "Król Słońce" wręcz szczycił się tym, że .... nigdy się nie kąpał. Ubikacje Francuzi pierwszy raz zobaczyli chyba dopiero na krakowskim Wawelu. Zanim takie przybytki szerzej upowszechniły się w ich rezydencjach to po prostu wypróżniali się gdzie popadło, ze szczególnym uwzględnieniem kominków. Tak na marginesie - konfrontacja z takimi realiami bywała ciężkim szokiem dla polskich posłów, od zawsze przyzwyczajonych do innych praktyk. 
Generalnie rzeczywisty postęp w kwestii higieny przyniósł dopiero XIX wiek wraz z rozwojem medycyny oraz sieci wodociągowych. Tak często szkalowane za "brud" Średniowiecze" naprawdę wypada na tym tle całkiem nieźle, a na pewno nie tak źle jak epoki które potocznie uważamy za "czasy postępu". 

niedziela, 21 sierpnia 2022

Kościół w polskiej historii - Chrzest

Zaprowadzenie chrześcijaństwa.
Mal. J. Matejko. 

Kościół w polskiej historii 
Chrzest

W lewicowym „pisaniu historii” Polski szczególnie zaciekle atakowany jest Kościół katolicki. Zaczyna się już od samego Chrztu księcia Mieszka I. Czy słusznie? Daruję sobie komentowanie „turbosłowiańskich”bajeczek o tym, jakoby tym aktem Mieszko miał zniszczyć „Wielkie Imperium Lechickie”. Rozpatrzmy za to, czy książę mógł postąpić inaczej i co nam dał jego chrzest. Oczywiście mógł postąpić inaczej. Skutek byłby taki, że dzisiaj by nas po prostu nie było. Plemienne, pogańskie państewko nie utrzymałoby się długo. Już sojusz czesko – wielecki wprost zagrażał jego przetrwaniu a w tle było jeszcze Cesarstwo. Historia Polski skończyłaby się zanim jeszcze na dobre się zaczęła. Mieszko żeniąc się z Dobrawką rozerwał ten niebezpieczny sojusz zmieniając zaciekłego wroga w sojusznika. Sam Chrzest – zgodnie z ówczesną praktyką uważany za akt wagi państwowej – miał skutki tyleż wstrząsające co absolutnie długofalowe. Przede wszystkim sam Mieszko pogańskim władyką, ale stał się teraz władcą chrześcijańskim, geopolitycznym partnerem dla władców Europy. Teraz można było się już z nim układać i trzeba było – przynajmniej w teorii – dotrzymywać tych układów. Tylko jako chrześcijański książę Mieszko mógł toczyć własną grę za zachodnimi granicami i zostać „przyjacielem cesarza”. Miało to tym większe znaczenie, że utworzenie biskupstwa zależnego tylko od Rzymu ogromnie wzmocniło polityczną suwerenność naszego księstwa i było dla niego otwartą drogą do stania się królestwem. Dla dopiero co utworzonego państwa były to atuty na wagę przetrwania. Chrzest władcy i tworzenie niezależnych struktur kościelnych włączyły Polskę w krąg cywilizacji łacińskiej. Czy trzeba dzisiaj wciąż tłumaczyć jak wielkie to miało skutki dla naszej kultury? Pytanie niestety retoryczne. Po pierwsze dzięki Kościołowi powstała u nas kultura słowa pisanego. Na razie było to tylko słowo łacińskie, ale to łacina była wspólnym językiem ówczesnych europejskich elit. Nagle mogliśmy czytać wszystko i być czytanymi bez żadnych problemów. Budowanie kościołów i klasztorów rozwijało architekturę i sztukę. To Kościół tworzył w Polsce pierwsze szkoły, również wyższe, dzięki którym przychodziło do nas zachodnie prawo, zachodnia filozofia i myśl społeczna. Dzięki klasztorom rozwijały się nowe, efektywniejsze sposoby gospodarowania. Wszystko to budowało fundamenty młodego państwa, rozwijało go i dawało szanse na przeżycie w najcięższym geopolitycznie punkcie Europy. Czy można Mieszka winić za to wszystko? Kolejne pytanie retoryczne, bo jak widać po wielu dyskusjach niestety można.
Niektórzy twierdzą że książę mógł przyjąć Chrzest od Bizancjum. Mógł … tylko co by mu to realnie dało? W dłuższej perspektywie … nic. Żadnego zabezpieczenia ani wsparcia z Zachodu. Wpisałby za to Polskę w krąg kultury która niedługo później na wieki faktycznie zatrzymała się w rozwoju. Zdecydowanie wątpię żebyśmy przetrwali coś takiego. 
Mieszko I podjął odważną i mądrą decyzję. Długofalowe skutki jego Chrztu faktycznie stworzyły Polskę. Winniśmy mu za to wdzięczną pamięć a nie idiotyczne oskarżenia o niebyłe winy.  


poniedziałek, 18 lipca 2022

Zygmunt Krasiński o polityce Rosji

Zygmunt Krasiński
Fot. K. Beyer (przed 1859 r.).

List do przyjaciela Henry‘ego Reeve’a z 1832 roku (fragmenty):
„Biada tym, co nic nie umieli przewidzieć, co pozwolili ludożercom tańczyć wokół swoich ofiar i nie pośpieszyli im z pomocą; co złożyli nadzieję w handlu, co zawierzyli ekonomii politycznej. Wszyscy oni zginą, wszyscy! (...)  
„Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej – czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa – aż świat wszystek, znękany krwi upływem niezmiernym i ubytkiem równie wielkim prawości, z mordów przerzuciwszy się w sprzedajność i zepsucie, aż sam świat, mówię, zawezwie ją do siebie, podda się jej – wtedy azjatycką stopą nastąpi na Europę i knut da do pocałowania suchotnikom europejskim, znędzniałym, wycieńczonym, leżącym na gruzach dymiących, śród kałuż czerwonych! Poniżona natura ludzka wielu przerażeniami, chora z utraty zmysłu ku cnocie, nie odmówi żadnego pocałunku. Wtedy Moskwa przekonana, że się jej nic nie oprze, pewna, że wszystkie proroctwa Piotra Wielkiego spełnione, zacznie grasować, a tak obmierźle i nie po ludzku, że obudzi ostatnią rozpacz w Europie”.

Memoriał do Guizota (francuskiego ministra spraw zagranicznych) z 1847 roku (fragment):
„Przecisnąć się do Europy, zatknąć swoje zwycięskie orły na kupach gruzów i zwalisk albo na kupach błota, nagromadzonych przez podłość jednych, przez nieudolność drugich, przez niezgodę wszystkich”

Artykuł w "Gościu"
Strona Krasińskiego na Wikipedii

"O charakterze zaborów rosyjskich" - Maurycy Mochnacki

Maurycy Mochnacki.
Ryt. S. Łukomski.

"W tym zawsze jednakowym trybie postępowania polityka carów ma trzy oddzielne epoki. W pierwszej podburzają, zakładają miny w środku sąsiedzkiego kraju, który życzą sobie opanować. Jest to czas niewidomych wpływów, przekupstw, obietnic. W drugiej występują jawnie z interwencją: nasamprzód gwarantują, potem protegują nieszczęśliwego sąsiada, zawsze na jego własne żądanie. W Szwecji poddani wzywali pośrednictwa moskiewskiego, w Polsce król na czele wielkich panów, w Turcji sam sułtan. Jest to czas mamienia zachodnich dworów. Dyplomatyka moskiewska wśród tych okoliczności rozwija swe talenty w Europie; wysławia bezinteresowność cara, wspaniałomyślność, zamiłowanie pokoju. Zaczepnym poruszeniom wojsk jego nadaje słuszne pozory; zaś Berlin i Wiedeń częścią oszukać, częścią do pewnego udziału w rozboju wciągnąć usiłuje. Gdy tym kształtem zabór bez zwycięstw, bez rozlewu krwi, bez żadnego niebezpieczeństwa, w połowie do skutku przyszedł, wtedy dopiero, to jest w trzeciej i ostatniej epoce polityka moskiewska zaczyna być zachowawczą, konserwatorską. Wtedy to carowie uśmierzają bunty, zaludniają Syberię wichrzycielami porządku, jednym słowem rządzą krajem, który podług wyrazów ich gazety powinien się mieć za szczęśliwego, że straciwszy niepodległość pełną wewnętrznych zaburzeń, składa część cesarstwa wszech Rosji".

Maurycy Mochnacki, "O charakterze zaborów rosyjskich", 1833.

sobota, 25 czerwca 2022

Kościuszko przeciwko Kościołowi?

Tadeusz Kościuszko.
Mal. K. Wojniakowski.
Kościuszko przeciwko Kościołowi?

Swoje antykościelne obsesje lewica stara się czasem podpierać historią … ale praktycznie za każdym takim razem wyłazi z niej historyczny analfabetyzm. Chętnie posługują się np. fragmentami listu Tadeusza Kościuszki do księcia Adama Czartoryskiego z 1814 roku. Napisał w nim min. „Kościół winien być oddzielony od państwa, nie wolno mu zajmować się kształceniem młodzieży. Naród winien być panem własnego losu i jego prawa powinny być nadrzędne wobec praw Kościoła. Żadna religia nie może im przeczyć, odwołując się do prawa boskiego, przeciwnie, każda religia powinna być posłuszna prawom ustanowionym przez naród”. Tak, to napisał TEN Kościuszko, którego czcimy jako Bohatera Narodowego. Miał poglądy radykalnie antykościelne … tylko co z tego? Polski problem z wielkimi postaciami naszej historii polega z grubsza na tym, że albo traktujemy je absolutnie bezmyślnie i bałwochwalczo … albo próbujemy mieszać je z gnojem. Niestety jedno i drugie jest równie głupie i arcyszkodliwe. Nasi Bohaterowie byli przede wszystkim ludźmi, ze wszystkimi swoimi wielkościami i słabościami. Tadeusz Kościuszko to znakomity inżynier wojskowy, dobry dowódca, charyzmatyczny przywódca … ale też niestety marny polityk, w ogóle nie ogarniający geopolitycznego klinczu, w którym I Rzeczpospolita znalazła się pod koniec swojego istnienia. Powstanie Kościuszkowskie było bohaterskim … SAMOBÓJSTWEM, od początku nie mającym żadnych szans na powodzenie. Mimo tej klęski bilans dokonań Naczelnika jest taki, że NALEŻY MU SIĘ PAMIĘĆ I CZEŚĆ – co do tego nie ma żadnego sporu. Jednak jego poglądy na różne sprawy trzeba traktować rozumnie i analizować KRYTYCZNIE. Kościuszko nie wystawił sobie dobrego świadectwa owym listem do Czartoryskiego i jego ślepym na wszystko antyklerykalizmem. Nie popisał się zdolnością przewidywania, a historia surowo zweryfikowała jego pomysły. Gdyby idee Kościuszki zostały w praktyce zrealizowane, gdyby Kościół Katolicki został zamknięty w kruchcie … to nigdy nie przetrwalibyśmy zaborów jako wspólnota narodowa i nigdy nie odbudowalibyśmy suwerennej Rzeczypospolitej. Kiedy nie było polskiego państwa, polskich urzędów, wojska i szkół, to przede wszystkim Kościół był największą publiczną ostoją polskości. To on był fundamentem polskiej tożsamości i spoiwem wspólnoty, która oparła się zarówno germanizacji jak i rusyfikacji. Gdyby nie to …... dzisiaj by nas po prostu nie było. To nie jest absolutnie tak, że Kościuszko w swojej generalnej krytyce Kościoła w ogóle nie miał racji. Część jego ocen była niestety zasadna, jednak w generalnych postulatach poszedł zdecydowanie za daleko.
Kościuszko w swoim stosunku do religii był dzieckiem epoki, której elity otwarcie głosiły, że należy odrzucić „prawo boskie” dla prymatu prawa stanowionego przez naród. Doskonale wiedział czym to się skończyło owo „wyzwolenie człowieka spod boskiej kurateli” w czasie „Rewolucji Francuskiej” - obłędnie krwawą, nieludzko okrutną rzezią …. „w imię postępu”. Świadomy tych bestialstw jeszcze w czasie Powstania pisał „Nie francuską robimy rewolucję”. Czyżby zapomniał o tym na stare lata? My, dzieci XX wieku, wiemy że odrzucenie przekonania o istnieniu uniwersalnego prawa moralnego (zwanego przez wierzących „prawem boskim”), nadrzędnego wobec praw stanowionych, stało się fundamentem najgorszych totalitaryzmów i największych zbrodni tamtego stulecia. Czy Kościuszko powinien to przewidzieć? Może i tak (Rewolucja Francuska!) …. ale nie zapominajmy, że przede wszystkim był wojskowym, a nie filozofem czy naukowcem. Wierzył w porządek - dyscyplinę, organizację i matematykę. Jego epoka dała mu wiarę w siłę i wyższość człowieka. Nie ..... na pewno nie potępię go za to, że nigdy się z tej wiary nie wyleczył.
Tak na marginesie – Naczelnik był żarliwym patriotą. Oddał swoje najlepsze lata Rzeczypospolitej. Wierzył w naród, w nadrzędność i walczył o to, żeby wspólnota narodowa objęła wszystkie stany. Dzisiaj lewica takich jak Kościuszko nazywa w najlepszym razie nacjonalistami …. a coraz chętniej „faszystami”. To jak to jest szanowna lewico? Nacjonalista jest waszym … autorytetem, bo popełnił mocno nieprzemyślany tekst przeciwko tym, których tak obsesyjnie nienawidzicie?
Posługując się historią we współczesnych sporach trzeba przede wszystkim znać tą historię i starannie wybierać wątki. Bez elementarnej rozwagi wychodzi tak jak w tym przypadku … trochę śmiesznie … trochę strasznie … a przede wszystkim GŁUPIO. 

Honor w polityce?

Józef Piłsudski

Honor w polityce?
(tekst z 2017)

Do wybuchu II wojny światowej polska inteligencja miała korzenie przede wszystkim szlacheckie. W pierwszej połowie XIX wieku to właśnie z tysięcy „białych dworków” wyszło jej pierwsze, nowoczesne pokolenie. Ze swoich domów wynieśli zarówno siłę, jak i słabość. Siłą było wspaniałe, przebogate dziedzictwo kultury I Rzeczypospolitej, dające im tak szerokie horyzonty i unikalne postrzeganie świata. Siłą był też żarliwy, nieprzekupny i gotowy na każde poświęcenie patriotyzm. Dla odbudowy wolnej Ojczyzny szli na wszystko, zgodnie ze starą dewizą swoich rycerskich przodków „amor patriae nostra lex” (miłość Ojczyzny naszym prawem). Byli jej zawsze wierni bez względu na cenę, jaką przyszło im za to płacić. Z drugiej strony to również ten sam kult rycerskiego dziedzictwa był wielką słabością polskiej inteligencji – brak realnego zrozumienia reguł rządzących międzynarodową polityką. Postrzegaliśmy ją nieledwie jako wyidealizowany turniej rycerski, w którym liczą się „cnoty” - honor, prawość, wierność, w którym paktów przestrzega się zawsze i bez względu na wszystko, w którym „prawda zawsze się obroni” a w naszej „walce za naszą i waszą” nigdy nie będziemy osamotnieni. Kiedy zaczęło formować się nowoczesne społeczeństwo szeregi polskiej inteligencji w coraz większym stopniu uzupełniali przedstawiciele innych grup społecznych. Synowie mieszczan i chłopów wchodzili jednak w świat pojęć ukształtowany przez swoich szlacheckich poprzedników, przyjmowali jego moralność za własną i tak samo postrzegali rzeczywistość międzynarodową. Wyjątkiem był ruch narodowy, który dzięki takim działaczom jak np. Dmowski potrafił realnie oceniać rzeczywistość.
Stara polska inteligencja została zmasakrowana w czasie II wojny światowej celowymi represjami zarówno Niemców jak i Sowietów. Dalej przyszły represje okresu stalinowskiego, szczególnie bezwzględne wobec niedobitków endecji i okazało się, że nasza inteligencja była budowana praktycznie od nowa. „Kiedy odzyskaliśmy niepodległość” okazało się jednak, że chociaż „komuna” dramatycznie przeorała naszą narodową świadomość to tamto stare dziedzictwo naszej XIX wiecznej inteligencji wciąż siedzi w nas mocniej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Wciąż nie rozumiemy polityki międzynarodowej. Aby się o tym przekonać wystarczy poczytać np. internetowe komentarze. Po wieloletniej lekturze tysięcy takich tekstów mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że patrzymy na świat tak samo, jak nasi przodkowie, którzy w XIX wieku szli do Powstań ze świętym przekonaniem, że Europa pomoże bo przecież „racja jest po naszej stronie”. Wciąż mówimy przy takich okazjach dużo o honorze, wierności bez względu na wszystko, o godności, „wartościach”, odwiecznych przyjaciołach i odwiecznych wrogach itd. itp. Chociaż w większości jesteśmy potomkami mieszczan i chłopów, to wciąż wydaje się nam, że światem rządzą takie reguły, jakie chcieli w nim widzieć ci, którzy w XIX wieku jednoczyli Polaków jako nowoczesny naród. O intelektualnym dziedzictwie ruchu narodowego po dekadach propagandowej orki praktycznie zapomnieliśmy. Dopiero w ostatnich latach myśli Dmowskiego i innych publicystów powoli przebijają się do szerszej świadomości Polaków. Wszystko to jednak idzie straszliwie wolno. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak wciąż jest. Historia kilka razy mocno pokazała nam, że światem rządzą jednak zupełnie inne reguły. Aż tak bardzo nie potrafimy uczyć się na własnych doświadczeniach?
Polityka międzynarodowa to tylko gra interesów i nic więcej. Określa ją prosty bilans zysków oraz strat i to wyłącznie on warunkuje przestrzeganie każdej umowy. Nie ma w tym honoru, szlachetnej rycerskości, wierności i tych wszystkich wielkich pojęć, które tak chętnie chcemy tam widzieć. Nikt nikomu nic nie daje w tym świecie za darmo „w imię wyższych wartości” … chyba, że mu się to z bardzo konkretnych powodów opłaca. Nikt nie będzie tutaj za nikogo walczył „w imię dobra” …. o ile nie znajdzie w tym bardzo wymiernych korzyści. Nikt nie będzie nam bezwzględnie wierny nawet w najgorszej sytuacji …. jeżeli nie będzie miał w tym bardzo mocnego interesu. Wyliczać tak mógłbym długo.
Oczywiście zawsze mogą w tej grze wyskoczyć „modyfikatory” ludzkiej głupoty, chciwości i żądzy władzy. Nie zmienia to jednak zasadniczej konkluzji co do głównych zasad. Warto też pamiętać, że to co widzimy na ekranach telewizorów to z reguły tylko teatrzyk dla „mięsa wyborczego”. Najważniejsze sprawy zawsze załatwia się za zamkniętymi drzwiami.
Pozwolę sobie zakończyć cytatem, który doskonale podsumowuje ten temat:
„Polityka każda i praca każda oparta jest na prostej, brutalnej zasadzie, gdzie robić trzeba wszystkie wysiłki, aby zwyciężyć, i wówczas warte jest tylko to, co zwycięstwu pomaga, a bez wartości jest to, co ani ziębi, ani grzeje”.
Józef Piłsudski - przemówienie na zjeździe legionistów w Krakowie 6 sierpnia 1922 r.