niedziela, 30 stycznia 2022

Wysadzamy Kamieniec ... czy o niepolskim romantyzmie

Kadr z serialu "Przygody Pana Michała"

Czy nasi XVII wieczni przodkowie byli romantykami uwielbiającymi wielkie, dramatyczne gesty? Przeciętnie tak myślimy, a jako przykład owe romantyzmu podawane jest często „wysadzenie Kamieńca Podolskiego” w dniu kapitulacji obrony 26 sierpnia 1672 roku. Henryk Sienkiewicz wielkim pisarzem był i biada temu, kto będzie mi to negował. Faktem wszakże jest, że jego wielki talent wypełnił naszą pamięć historyczną różnymi pięknymi opowieściami tak skutecznie, że czasem nie odróżniamy pisarskiej fantazji od prawdziwej historii. W powieści to Ketling rzuca pochodnię na prochy i powoduje wielką eksplozję, w której ginie również dowódca załogi pułkownik Wołodyjowski. Obaj wypełniają złożoną wcześniej przysięgę że „żywi nie opuszczą twierdzy”. Aż chciałoby się zawołać jakże to wielkie, jakie romantyczne …. itd. Jaka była prawda? „Nieco” inna. 
Fakt, że Sienkiewicz nie nagiął historii tak bardzo jak się nam to zwykle wydaje. Kamienieckie prochy prawdopodobnie wysadził protoplasta literackiego Ketlinga – major artylerii w służbie Rzeczypospolitej, kurlandzki szlachcic Hejking herbu własnego. Współcześni uznali, że uczynił to z poczucia honoru w desperacji i rozpaczy nie chcąc oddawać Turkom twierdzy, którą przysięgał bronić. Z kolei biskup kamieniecki Lanckoroński twierdził, że Hejking chciał w ten sposób ukryć swoje malwersacje w gospodarowaniu zapasami twierdzy. Osobiście pozwolę sobie uznać tą teorię za najmniej prawdopodobną. Nie możemy też wykluczyć, że eksplozja była skutkiem przypadkowego zaprószenia ognia – taką wersję oficjalnie podano Turkom. W wyniku wybuchu doszło do tragedii. Zginął nie tylko pułkownik i stolnik przemyski Jerzy Wołodyjowski herbu Korczak, ale też kilkuset jego żołnierzy. Była to więc tragiczna masakra, co wyklucza jakikolwiek współudział pułkownika. Był doświadczonym żołnierzem i na pewno dobrym dowódcą. Dopóki mógł bronił twierdzy. Na pewno ciężko przeżył jej upadek, ale uzyskawszy wyjście na honorowych warunkach chciał dołączyć do sił hetmana Sobieskiego i walczyć dalej. Przede wszystkim i ponad wszystko – na pewno nie zabiłby swoich żołnierzy. Czy Hejking, kurlandzki Niemiec, zrozpaczony upadkiem twierdzy mógł wysadzić prochy? Mógł i nie byłoby to niczym niezwykłym. Historia pokazuje, że takie tragiczne gesty zdarzały się wówczas właśnie przedstawicielom „nacji pludrackich”. Naszym przodkom takie poczucie Honoru było zdecydowanie obce. Cześć rycerska nakazywała walczyć ze wszystkich sił, wycofać się kiedy będzie „mus” i walczyć dalej. Zaszczytnie było polec w boju za Rzeczpospolitą …. ale zabijać siebie dla romantycznego gestu? XVII wieczni Polacy chyba wyśmialiby mnie bez litości gdybym wyskoczył do nich z taką kwestią. Żeby było jasne – Hejking mógł wysadzić te prochy …. ale nie zaryzykuję tutaj kategorycznego twierdzenia. Przecież to też był doświadczony wojskowy a o jego zasługach świadczy choćby to, że właśnie jemu powierzono dowództwo artylerii w najważniejszej twierdzy Rzeczypospolitej. Mógł … nie znaczy „na pewno zrobił”. Polski romantyzm, zdolny do wielkich i tragicznych gestów to dopiero XIX wiek. Wcześniej …. też go nie brakowało, ale przejawiał się raczej w takich dyscyplinach jak „amory” a nie w „sztuce marsowej”.

Jak pokonać przeciwnika bez walki?


Jak pokonać przeciwnika bez walki?

- dyskredytować wszystko, co dobre w kraju przeciwnika
- wciągać przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia
- podrywać dobre imię warstw rządzących atakowanego kraju i w odpowiednim momencie rzucić ich na pastwę pogardy rodaków
- dezorganizować działalność rządu przeciwnika
- powodować waśnie i niezgodę pomiędzy obywatelami atakowanego kraju

„Sztuka wojenna” Sun Zi

--------------------------------------------
Sun Zi (ur. 544 p.n.e., zm. 496 p.n.e.) – jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu, autor Sztuki wojennej Sun Zi (chiń. 孙子兵法), najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej. Uważa się go również za jednego z pierwszych realistów w teorii stosunków międzynarodowych, a jego książka jest współcześnie traktowana jak podręcznik prakseologii i reinterpretowana w odniesieniu do innych dziedzin, które wymagają stosowania strategii, jak m.in. zarządzanie przedsiębiorstwem.


niedziela, 10 stycznia 2021

Seksualne szaleństwa "czerwonej Szury" ...


Wszystko już było ...?
Obyczajowe szaleństwo Aleksandry Kołłontaj ....

Lewica chętnie przedstawia swoje poglądy jako "postępowe", zwłaszcza w kwestii seksualności i rodziny. Prawda jest jednak taka, że czerwoni są jak pies ciągle goniący swój ogon ... a wszystko już było.
Aleksandra Kołłontaj (1872-1952) była najbardziej znaną kobietą wśród bolszewików w początkach ich władzy nad Rosją. Była też feministką o poglądach które i dzisiaj nawet po lewej uznawane są - przynajmniej oficjalnie - za radykalne. Głosiła oto, że "wolny seks" bez zobowiązań to środek "psychologicznego wyzwolenia kobiet w społeczeństwie całkowicie zdominowanym przez mężczyzn". Za dopuszczalne uważała WSZELKIE rodzaje związków seksualnych i doprowadziła min. do zalegalizowania w bolszewickiej Rosji homoseksualizmu. Uważała też, że normalna rodzina zaniknie a wychowanie dzieci przejmie państwo. Postulowała żeby odbierać dzieci matkom w chwili narodzin i oddawać do żłobków. Miało to "wyzwolić kobietę z niewoli rodziny" i stworzyć nowego człowieka, nieznającego kim jest ojciec, matka i czym jest rodzina. Zniszczeniu rodziny służyła też legalizacja prostytucji i aborcji oraz powszechna edukacja seksualna.
Kołłontaj była też radykalnie antychrześcijańska, a w kwestiach gospodarczych nawet ultraradykalna. Otwarcie potępiała Lenina za politykę NEP - częściowe przywrócenie własności i mechanizmów wolnorynkowych w gospodarce.
Skutki praktycznej realizacji obłąkanych idei Aleksandry Kołłontaj okazała się katastrofalne dla sowieckiego społeczeństwa. Doszło do całkowitej demoralizacji większości młodzieży, szczególnie dziewcząt. Aborcja upowszechniła się na skalę niewidzianą nawet współcześnie w żadnym rozwiniętym społeczeństwie. Ogromnym problemem były choroby weneryczne. Plagą o katastrofalnych rozmiarach było sieroctwo i bezdomność dzieci. Oczywiście nie było żadnego "wyzwolenia kobiet". Wręcz przeciwnie - nowe porządki, zbudowane na ideach Kołłątaj, upodliły kobiety jak nigdy dotąd, pozbawiając je ochrony, jaką zawsze dawała rodzina i macierzyństwo.
Postęp? Nie ma żadnego postępu .... 


czwartek, 16 lipca 2020

Czy Warneńczyk był homoseksualistą?

Władysław Warneńczyk. Rys. J. Matejko.


Męskie rozkosze króla Władysława ...

Czy król Władysław Warneńczyk (1424 – 1444) był … homoseksualistą? Taka teoria szerzej wypłynęła w 2009 roku, kiedy to aktywiści homoseksualni publicznie uznali tego króla za swojego patrona. Czy było to uznanie zasadne? Przyjrzyjmy się najpierw na czym opierają się takie posądzenia wobec Warneńczyka. W Kronice Polskiej Jana Długosza król Władysław oskarżony jest o spowodowanie klęski w bitwie z Turkami pod Warną (1444), która była „karą boską” za „sprośny i obrzydliwy nałóg” - "Skłonny do rozkoszy męskich, ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej (...), kiedy należało przebłagać miłosierdzie Boże i pozyskać je sobie, on, nie zważając zupełnie na własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał swych przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy". Niby wszystko wygląda „jednoznacznie” … ale czy na pewno? W łacińskim oryginale owe męskie rozkosze zapisane są jako "qui in marium libidinem proclivum". Tłumaczono to pierwotnie jako „zbyt cielesnym chuciom poległy”. Dopiero w XX wieku pojawiło się tłumaczenie tej kwestii jako „zbyt rozkoszom męskim podległy”. Uznano to za pośrednią sugestię – Długosz z jakichś względów nie chciałby pisać tego wprost - o homoseksualizmie króla. Problem w tym, że jest to bardzo mocno naciągane - tak jakby mężczyzna nie mógł zaznawać rozkoszy z kobietami. Poza tym rzekomej 'innej orientacji' Warneńczyka nie potwierdzają żadne źródła. Młody król przy oficjalnie manifestowanej pobożności, o której wspominają niektóre źródła, prywatnie najprawdopodobniej był po prostu rozwiązły w kontaktach z kobietami. Na dworze z pewnością doskonale o tym wiedziano. Jakieś plotki musiały dotrzeć do Długosza, który opisał te królewskie „balety” jak na kapłana o surowej moralności przystało. Potem wystarczyła zmiana tłumaczenia z łacińskiego oryginału i pojawiła się plotka, która do dzisiaj żyje w pewnych kręgach.



sobota, 11 lipca 2020

Dyplomacja pozorów ...

Theobald von Bethmann-Hollweg

Niemiecka dyplomacja pozorów ...

Niektórzy uważają, że jesteśmy Niemcom coś tak ekstra winni, bo "30 procent naszego eksportu' ... i wogóle gdyby nie Niemcy "to byłoby po nas", "bylibyśmy w innym miejscu" ... i takie tam .. 
Czy Niemcy cokolwiek 'robią dla Polski"  za darmo? NIE! Kupują polski eksport bo im się to OPŁACA. Nie prowadzą w Polsce - jak to się chyba niektórym wydaje - jakiejś wielkiej akcji charytatywnej, ale INTERESY, nastawione wyłącznie na KORZYŚĆ WŁASNĄ. Są w tym absolutnie konsekwentni, bezwzględni i starannie pilnują, aby polska gospodarka pozostała kooperantem gospodarki niemieckiej i nigdzie, w żadnym sektorze nie była jej konkurencją. Tutaj nic się nie zmieniło od wielu lat, od kiedy naczelną zasadą niemieckiej polityki wschodniej stała się strategia "MittelEuropy". 
Dla przypomnienia: Kanclerz Niemiec Bethmann Hollweg sprecyzował cele niemieckiej polityki w tajnym memoriale z 9 września 1914, czyli wkrótce po wybuchu wojny. Domagał się „utworzenia środkowoeuropejskiej unii gospodarczej [...] z udziałem Francji, Belgii, Holandii, Danii, Austro-Węgier, Polski i ewentualnie Włoch, Szwecji i Norwegii. Związek ten [...] zachowując pozory równouprawnienia swoich członków, faktycznie jednak pod przywództwem niemieckim, musi ustalić hegemonię gospodarczą Niemiec nad Europą środkową”. Coś Wam to przypomina?
Aby trzymać nas poniżej bezpiecznego dla nich poziomu Niemcy wykonali olbrzymią pracę nad zdobyciem wpływu na polską politykę. Trzeba im przyznać .... z niejakim podziwem ...... że dzięki miejscowym kolaborantom osiągnęli niesamowite wręcz wyniki. Przejęli większość polskich mediów i wykreowali własne marionetki, które przejęły władzę. Dwie kadencje wszystko pięknie działało, ale w 2015 postawiliśmy się im i cała koncepcja ME zaczęła się sypać. Dzisiaj Niemcy robią wszystko, żeby odzyskać stracone pozycje .... tym bardziej, że Polska jest im również zawadą dla strategicznie ważnego sojuszu z Rosją.
Potrzebujemy PRAWDZIWEGO ROZWOJU gospodarczego odpowiadającego naszym aspiracjom. Trwa walka o nowych podział światowych interesów. Albo zaczniemy normalnie grać i wyrwiemy swój kawałek tortu, albo na zawsze pozostaniemy wolno gasnącą przybudówką. Jesteśmy zdolni, ambitni i megapracowici. Dlatego zasługujemy na więcej i na pewno stać nas na więcej. Dajcie więc sobie już spokój z łaszeniem się do Niemców za to, że "dzięki nim jesteśmy w tym miejscu' i zapytajcie raczej gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie ich mieszanie w naszej polityce? To wciąż jest realne, choć długa jeszcze droga i wiele na niej pracy, żeby się ziściło. Szansa wciąż nie jest stracona ... chyba, że przegramy ją z własnej woli.  
Niemców się nie bójcie. Musimy grać o więcej niż daje nam uzależnienie od niemieckiej gospodarki. Cokolwiek zrobimy, dopóki ich interesy u nas działają to i tak nie rzucą się nam do gardeł ... bo wciąż będą na nas bardzo dobrze zarabiać ... a tak naprawdę właśnie to się dla nich naprawdę liczy, a nie "praworządność", "demokracja" i inne takie.

czwartek, 9 lipca 2020

Kto ziemię oddaje ...

Gaspar Józef Hipolit Cegielski (1813–1868) – polski filolog, 
przemysłowiec, działacz społeczny, dziennikarz i polityk.

"Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród".

czwartek, 2 lipca 2020

Różnorodność ... dobra i zła

Podlasianie - Rusini i Żydzi (1 poł. XIX wieku). 
Mal. J. Lewicki.

Różnorodność ... dobra i zła 

Różnorodność, tak bezwzględnie fetyszyzowana przez współczesną lewicę, sama w sobie – jako wielość źródeł kulturowych - nie jest ani dobra, ani zła. Wszystko zależy od kontekstu i od tego, że dobrze służy społeczeństwu czy też mu szkodzi. Możemy tą różnorodność jako proces społeczny podzielić dwojako. W historii powstawała często jako proces niejako naturalny, kształtujący się w dłuższym czasie przez splot różnych czynników bez silnej, odgórnej presji. W ten właśnie sposób, przez dobrowolne mieszanie różnych grup etnicznych i różnych kultur powstało unikalne dziedzictwo kulturowe I Rzeczypospolitej z jego oszałamiającą ilością źródeł. 
Na początku trzeba zaznaczyć, że proces ten przebiegał różnie w różnych dzielnicach. W  „starych ziemiach” Królestwa Polskiego i wszędzie tam, gdzie przeważał polski żywioł odbywało się to przez splot zapożyczeń z polskim rdzeniem kulturowym. Przykładem może być tutaj dogłębna polonizacja ogromnych rzesz Niemców osiedlających się w Polsce od średniowiecza. Na koronnych i litewskich ziemiach ruskich, na których Polacy byli elitarną mniejszością, polskość była zapożyczeniem splatającym w różnym stopniu się z ruskim rdzeniem. Podobnie było z wpływami ormiańskimi, niemieckimi, włoskimi, holenderskimi, tatarskimi czy nawet z zewnętrznymi wpływami tureckimi. 
Proces ten zachodził również w odwrotnymi kierunku oraz generował związki wzajemne między samymi zapożyczeniami. Dodajmy jeszcze Żydów, tworzących własne enklawy i z reguły w ogóle się nie asymilujących, ale też w różnym stopniu wpływających na kulturę innych nacji Rzeczypospolitej. Wszystko to wytworzyło obszar unikalny kulturowo i dziedzictwo, którego … chyba nie są dzisiaj świadomi nawet jego bezpośredni spadkobiercy – narody żyjące na dawnym obszarze I Rzeczypospolitej. Nawet my, Polacy, często nie rozumiemy jak bogatą, jak unikalną kulturę odziedziczyliśmy po naszych staropolskich przodkach. Tylko dlatego niektórym z nas wydaje się, że potrzebujemy dzisiaj jakiegoś „kulturowego ubogacenia” w zachodnim stylu. Zdecydowanie NIE, tym bardziej, że to co nam proponują zwolennicy "multikulti" jest dokładnym zaprzeczeniem różnorodności jako naturalnego skutku dobrowolnego mieszania różnych wpływów kulturowych. To, co w tej chwili dzieje się w świecie zachodnim jest procesem całkowicie odgórnym, z bardzo konkretnym programem ideologicznym i politycznym. Jego główną dysfunkcją jest założenie, że można mieszać na jednym terenie grupy całkowicie różne kulturowo bez efektywnych mechanizmów asymilacyjnych. Na razie taka polityka doprowadziła tylko do utworzenia gett etnicznych, generujących niezliczone patologie społeczne i kulturowe. Nie ma tutaj mowy o żadnym „mieszaniu kultur” i jakieś pozytywnej różnorodności. Jest za to coraz bardziej eskalujący konflikt – który prędzej czy później eksploduje w masowej przemocy. Tak kreowana "różnorodność" jest bezdyskusyjnie zła i prowadzi wyłącznie do stopniowego chaosu i destrukcji społeczeństwa.
Mamy dzisiaj unikalną szansę uczyć się na doświadczeniach Zachodu i unikać jego błędów. Aby wyciągnąć z tej nauki rozumne wnioski musimy jednak najpierw poznać bogactwo naszego dziedzictwa – kultury I Rzeczypospolitej. Jako wstęp polecam serię filmików poświęconych kulturowym źródło naszego dziedzictwa.