czwartek, 22 grudnia 2022

Świąteczne pocztówki - cz. III

Zanim znowu zaleją nas "neutralne" ideowo i okropne estetycznie pocztówki lansowane przed .... "postęp" ......... przypomnijmy sobie jak to wyglądało jeszcze całkiem niedawno ....

Pocztówka z 1905 r.

Pocztówka bożonarodzeniowa z ok. 1920 r.

Pocztówka z 1925 r.

Pocztówka z 1931 r.

Pocztówka z 1931 r.

"Lulajże Jezuniu - lulajże lulaj! A Ty Go matulu z płaczu utulaj". 
Pocztówka z lat 30tych (?).

"Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi"
Pocztówka z 1938 r.

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Świąteczne pocztówki - cz. II

 Zanim znowu zaleją nas "neutralne" ideowo i okropne estetycznie pocztówki lansowane przed .... "postęp" ......... przypomnijmy sobie jak to wyglądało jeszcze całkiem niedawno ....

Wesołych Świąt! 
Mal. M. Ichnowski (1912).

Wesołych Świąt! Mal. S. Tondos. 
Pocztówka z 1923 r. 

Wesołych Świąt! Mal. L. Stasiak. 
Pocztówka z ok. 1924 r.

Wesołych Świąt! Mal. W. Kryciński. 
Pocztówka z lat 1927-36.

Wesołych Świąt! Mal. L. Stasiak.
Pocztówka z ok. 1932 r. 

Chrystus się narodził, Wesel się narodzie! 
Mal. A. Poraj. Pocztówka z 1937 r.

Wesołych Świąt! Mal St. Ogiński. 
Pocztówka z 1938 r.

Wesołych Świąt! Mal. J. Matacz. 
Pocztówka z 1941 r.

piątek, 16 grudnia 2022

Inkwizycja - fakty i mity

Św. Dominik przewodniczy auto da fe. 
Obraz Pedro Berruguete (fragment, ok. 1495).

Inkwizycja - fakty i mity

W kręgu „kultury zachodniej” nie ma drugiej takiej instytucji, która cieszyłaby się równie złą sławą jak Święta Inwizycja. Od wieków oskarża się ją o wszystko, co najgorsze – dziesiątki … albo i setki tysięcy ofiar bestialsko torturowanych i palonych na stosach „za herezję” i najmniejszy nawet sprzeciw wobec Kościoła Katolickiego. Jest to wizerunek ugruntowany od wieków w „kulturze popularnej” przez tysiące tekstów, obrazów, filmów, w potocznych powiedzeniach itd. „Okrucieństwa i zbrodnie” inkwizycji są dzisiaj wręcz popkulturową „oczywistą oczywistością”, z którą nikt nawet nie próbuje polemizować …. „bo przecież każdy wie, że tak było”. Problem w tym, że wcale tak nie było, a całą sprawę zakłamano przez wieki tak totalnie, że dzisiaj tylko krytyczne odwołanie się do prac naukowych i żródłem może dać nam prawdziwy obraz instytucji i jej czynów. Spróbujmy więc pokrótce przyjrzeć się najpopularniejszym mitom związanym z działalnością katolickiej inkwizycji:
„Setki tysięcy i miliony ofiar” - w internetowych dyskusjach jako „pewnik” podaje się absolutnie fantastyczne wyliczenia dziesiątek i setek tysięcy a nawet dziesiątek i setek milionów bestialsko męczonych i mordowanych ofiar. Są to liczby nie mające żadnego oparcia w źródłach. Łatwo to sprawdzić, bo inkwizycja pozostawiła obszerne, z reguły doskonale zachowane, archiwa praktycznie w każdym kraju, w którym działała. Statycznie ujmując problem możemy stwierdzić, że na sto procesów inkwizycyjnych najwyżej jeden lub dwa kończyły się wyrokami śmierci. Realnie wykonywano tylko część z nich, ponieważ wiele procesów toczyło się zaocznie. Na około 600 lat działania inkwizycji daje nam to od 2 do 5 tysięcy poświadczonych źródłowo ofiar (oraz DOMNIEMANIE kilkunastu tysięcy) w CAŁEJ KATOLICKIEJ EUROPIE. To mniej więcej tyle ile jednego dnia padało w porządnej, średniowiecznej bitwie. Absolutna większość wyroków skazujących to była np. grzywna, publiczna pokuta, nakaz uczestnictwa w pielgrzymce lub areszt domowy. Wielokrotnie wydawano wyroki uniewinniające, kiedy oskarżenie nie potrafiło udowodnić swoich tez. Zdarzało się często, że starsi inkwizytorzy wydawali wyroki łagodzące orzeczenia nadzorowanych sądów lub nawet uniewinniali skazanych w razie stwierdzenia różnych uchybień w przewodzie.
„Bezbronność oskarżonego” - jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów na temat inkwizycji jest przekonanie, że oskarżenie w zasadzie równało się skazaniu, a podsądny nie miał żadnych praw wobec samowoli sądu inkwizycyjnego. Nic bardziej błędnego. Może to wydać się szokujące, ale to właśnie sądy inkwizycji realnie przywróciły do europejskiej praktyki sądowej tak oczywiste dzisiaj zasady jak np. prawo oskarżonego do obrońcy (którym mógł być tylko zawodowy prawnik). Oskarżony niezależnie od własnego przekonania MUSIAŁ korzystać z usług zawodowego obrońcy, a sąd MUSIAŁ mu go przydzielić. Oskarżenie MUSIAŁO przedstawić obronie całość materiału dowodowego, łącznie z zeznaniami i personaliami świadków potwierdzających tezy prokuratora – dla tamtej epoki była to zasada wręcz rewolucyjna. Świadkom oskarżenia groziły surowe sankcje aż do kary śmierci włącznie, w razie udowodnienia składania fałszywych zeznań. Wyrok wydawał zawodowy sędzia, ale MUSIAŁ on uwzględnić opinię ławy przysięgłych, liczącą od kilku do dwudziestu osób, wybieraną z najzacniejszych obywateli danej miejscowości. Realia były takie, że osoby tworzące taką ławę najczęściej wcale nie były zainteresowane skazaniem oskarżonego, dlatego z reguły brały jego stronę, aby jeden wyjątek nie psuł opinii grupy. Nowością wprowadzoną przez sądy inkwizycyjne był zakaz sądzenia i skazywania osób niepoczytalnych. Dlatego każdy przewód rozpoczynano od obdukcji lekarskiej, która miała stwierdzić czy oskarżony był i jest świadomy swoich czynów. Trzeba tutaj podkreślić, że odnośnie przestrzegania powyższych zasad zachowały się zarówno napomnienia papieży, jak i inkwizytorów. Przykładem może być cieszący się arcyczarną legendą hiszpański inkwizytor Tomasz Torquemada - wydał in instrukcje, w których stanowczo napominał sędziów inkwizycji, aby nie ulegali złym emocjom, łatwym uproszczeniom i pamiętali, że ich celem jest zwalczanie grzechu a nie niszczenie grzesznika.
„Tortury” - nie ma chyba takiego rodzaju tortur, którego potoczna wyobrażnia nie dopisałaby do rzekomego arsenału inkwizycji. Problem wszakże w tym, że o ile od połowy XIII wieku inkwizytorzy mogli posyłać oskarżonych na tortury (o ile nie zabronił tego medyk!) …. to nie wolno było traktować jako dowodu uzyskanych w ten sposób zeznań. Warto zauważyć jak bardzo było to odmienne od zasad i praktyki np. Prawa Magdeburskiego („niemieckiego”), w którym przyznanie się do winy wystarczyło za wszelkie dowody, a tortury za całe śledztwo. W praktyce w sądach inkwizycyjnych stosowano więc „męki” sporadycznie, a na pewno daleko rzadziej niż w ówczesnych sądach świeckich.
„Ścigano za wiedzę” - wedle potocznej opinii inkwizycja zaciekle polowała na naukowców obalających kościelne dogmaty, co miało „opóżniać rozwój nauki”. Takich przypadków było co najwyżej kilka i nie miały one realnego wpływu na naukowe dociekania Europejczyków.
Ten krótki z konieczności szkic jest tylko powierzchownym przedstawieniem tematu i zainteresowanych zdecydowanie namawiam do własnych studiów. Literatura tematu jest na tyle obszerna, że kto chce, ten na pewno coś dla siebie znajdzie. Warto trochę poczytać, choćby po to, żeby nikt nam nie wciskał oderwanych od faktów bajek – tak jak to od dawna robiono z tą sprawę. Zapewne chcielibyście na koniec zadać jedno, zasadne pytanie – skoro „Europa stosów” była faktem … a była …. to kto rozpalał te wszystkie stosy, jeżeli w zdecydowanej większości nie inkwizycja? O tym przeczytacie w kolejny odcinku.





Świąteczne pocztówki - cz. I

Zanim znowu zaleją nas "neutralne" ideowo i okropne estetycznie pocztówki lansowane przed .... "postęp" ......... przypomnijmy sobie jak to wyglądało jeszcze całkiem niedawno ....

Kolęda. Rys. J. Kossak.

Boże Narodzenie. Rys. J. Kossak.

Wigilia. Rys. J. Kossak.

Choinka sieroty. Według rysunku K. Pillatego (1878).

Kolęda. Rysunek oryginalny Piotra Stachiewicza. 
Tygodnik Ilustrowany 1887 r.

Boże Narodzenie. 
Ryt. S. Ostoja - Chrostowski (1934).

Wigilia żołnierza. 
Ryt. S. Ostoja - Chrostowski (1934).

Wesołych Świąt! Pocztówka z 1922 r.

Wesołych Świąt. Mal. A. Setkowicz. 
Pocztówka z 1936 r.

Z życzeniami Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! 
Pocztówka z ok. 1937 r.

Wesołych Świąt! Pocztówka z lat 30tych. 
Malował W. Poraj - Chlebowski.

środa, 14 grudnia 2022

Wojna na Ukrainie - rosyjska "logika"

 

Wojna na Ukrainie - rosyjska "logika"

Schematy rosyjskiej propagandy w kwestii inwazji na Ukrainę są bardzo proste:

1. Rosja sama nigdy na nikogo nie napada.
2. Kiedy Rosja na kogoś napada to tylko się broni, wyzwala, niesie bratnią pomoc albo walczy z nazizmem.
3. Każda obrona przed rosyjską obroną jest agresją wobec Rosji i nazizmem.
4. Każda pomoc ofiarom napadniętym przez rosyjską obronę jest agresją wobec Rosji i nazizmem.
5. Każdy ma prawo być niewolnikiem RuSSkiego Miru.
6. Każdy kto nie chce być niewolnikiem RuSSkiego Miru jest wrogiem Rosji i nazistą.
7. WSZYSTKIEMU WINNI SĄ POLACY.

sobota, 3 grudnia 2022

Kadłubek o rządach i miłości Ojczyzny ...

Wincenty Kadłubek.
Ryt. J. Ligber (1803).

"Źle innym rozkazuje, kto sam sobie nie nauczył się rozkazywać; nie jest bowiem godzien zwycięskiej chwały ten, nad którym zgraja namiętności triumfuje".

"Czego podejmujemy się z miłości ojczyzny, miłością jest, nie szaleństwem, męstwem, nie zuchwałością; bo mocna jest miłość jak śmierć...”.

"Kronika Polski" (łac.Historia Polonica) Wicentego Kadłubka (pocz. XIII wieku) - odpowiedź Aleksandrowi Macedońskiemu.

poniedziałek, 28 listopada 2022

Powstanie listopadowe – trudne pytania

Bitwa pod Kuflewem (25 kwietnia 1831 r.). 
Fotografia obrazu J. Kossaka.

Powstanie listopadowe – trudne pytania

Powstanie Listopadowe ukształtowało polski XIX wiek. Gdyby się nie wydarzyło, gdybyśmy zachowali tą namiastkę państwowości z własnym prawem, z polskimi urzędami i wojskiem … wiele spraw potoczyłoby się zupełnie inaczej. Warto więc zadać pytanie … czy mogliśmy uniknąć tego powstania? Odpowiedź jest moim zdaniem prosta – wobec polityki Rosji praktycznie nie było takiej szansy.
Królestwo Polskie od 1815 roku było autonomią w składzie Imperium Rosyjskiego. Połączone było unią personalną (car był jednocześnie królem), ale miało własny ustrój prawny (całkiem liberalny jak na epokę), samorząd, pieniądz i armię. Niestety problem w tym, że Rosjanie bardzo szybko zaczęli łamać własne przysięgi i stopniowo ograniczać autonomię Królestwa. Przyczyna takiego postępowania była prozaiczna – oni zwyczajnie nie wiedzieli jak mają postępować w tej sprawie. Wprawdzie na fali entuzjazmu po zwycięstwie nad Napoleonem stworzyli Królestwo Polskie pod rosyjskim panowaniem, ale później … chyba lekko przestraszyli się swojego dzieła, kulturowo pod każdym względem całkowicie im obcego. Bardzo szybko zaczęli reagować tak, jak to mieli w zwyczaju – coraz bardziej „przykręcając śrubę”. Szybko popsuło to nastroje wśród Polaków i doprowadziło do utworzenia konspiracji niepodległościowych. Kiedy po śmierci cara Aleksandra I na tron wstąpił jego brat Mikołaj I kurs na ograniczanie polskiej autonomii jeszcze przybrał na silę. Do wybuchu doszło jednak dopiero wtedy, kiedy sytuacja geopolityczna zdawała się zmierzać do wywrócenia układu rządzącego Europą. 17 października 1830 roku car wydał rozkaz alarmowej mobilizacji dla wojska polskiego i rosyjskiego. Skojarzono to od razu z pogłoskami o planowanym użyciu polskich dywizji do stłumienia rewolucji w Belgii a być może i we Francji. Potwierdziło je wydane trzy dni później polecenie przygotowania finansów Królestwa na wypadek wojny. W tej sytuacji, wobec ostrzeżeń o dekonspiracji i przygotowywanych aresztowaniach oraz o upadku prorosyjskiego rządu w Anglii spiskowcy ze Szkoły Podchorążych Piechoty uznali, że to ostatni moment na rozpoczęcie walki. Czy można mieć pretensje do tych młodych oficerów o to, że nie chcieli iść walczyć i ginąć za obcą sobie sprawę przeciwko tym, z którymi z całego serca się solidaryzowali?
Inicjatorów Powstania trudno potępiać za jego sam jego wybuch, jednak ich wielkim grzechem było to, że rozpoczęli walkę … nie mając praktycznie żadnych, sensownych planów. Nie było przywódców, którzy mogliby poprowadzić armię i naród. Wogóle nie było koncepcji jak to wszystko rozegrać po opanowaniu Warszawy. Spiskowcy zakładali, że wystarczy ruszyć i „wielcy w narodzie” przejmą sprawę. Wyszło dokładnie odwrotnie, bo to owi „wielcy” w pierwszych dniach robili raczej wszystko żeby zgasić a nie rozpalić Powstanie. Podchorążowie wierzyli również, że „cywilizowana Europa” stanie w naszej obronie, bo przecież „słuszność moralna za nami”. Wiara w „pomoc Zachodu” i słuszność „słuszności moralnej” była i chyba wciąż jest chorobą polskiego postrzegania geopolityki. W 1830 roku główni gracze polityki europejskiej w ogóle nie byli zainteresowani wojną z Rosją o „sprawę polską”. Anglia rozgrywała swoją politykę równowagi, w której Rosja miała równoważyć wpływy Francji, która z kolei nie wystąpiłaby w obronie Polaków bojąc się odtworzenia antyfrancuskiej koalicji. Cesarstwo Austriackie, mające pod swoim panowaniem różne ludy z oczywistych przyczyn nie było zainteresowane wspieraniem polskich niepodległościowych aspiracji. Królestwo Prus było nam zdecydowanie wrogie jako posiadacz zagrabionego w czasie rozbiorów Pomorza i Wielkopolski. Dlatego spodziewanie się że ktokolwiek nam pomoże było bardzo, bardzo naiwne.
Powstanie Listopadowe zostało sprowokowane przez rosyjską politykę wprost zmierzającą do likwidacji polskiej autonomii. Jeżeli uznamy, że nie można potępiać inicjatorów tego zrywu, bo de facto nie mieli innego wyjścia, to trzeba jeszcze zadać pytanie – czy mogli to wszystko inaczej rozegrać? Przede wszystkim powinni byli przygotować porządne plany i zawczasu znaleźć dowództwo. Brak wodza zdolnego poprowadzić powstańców do walki o wszystko był tragedią tego Powstania. Chłopicki na początku otwarcie je sabotował, a kiedy przekonał się do sprawy ciężka rana wyłączyła go z walki. Skrzynecki nie miał ani wiary w zwycięstwo, ani kompetencji, a jego postępowanie w czasie „wyprawy na Gwardie” możemy w zasadzie uznać za zdradę. Doprowadzając do klęski w tej kampanii ostatecznie przekreślił szanse Powstania. Generalnie zawiodło dowództwo wojskowe, ale też  przywództwo polityczne. Wielkim, skrajnie nieodpowiedzialnym błędem była detronizacja cara jako polskiego króla. Mogliśmy przetrwać ten konflikt tylko zachowując unię personalną z Rosją. Zamiast siłą zmusić cara do rewizji polityki i potwierdzenia polskiej autonomii (co było realne) odebraliśmy mu koronę … dając  tym samym wolne pole do siłowej interwencji i okrutnych represji. W polityce trzeba działać na zimno. Detronizacja cara była epickim gestem …. ale sprowadziła KATASTROFĘ.
Reasumując – Powstania Listopadowego raczej nie dałoby się uniknąć, choć na pewno mogliśmy rozegrać je inaczej. Cóż w takim razie powinniśmy zrobić pamięcią tego zrywu? Czcić Bohaterów i wyciągać nauki z ich błędów.
Tak na marginesie – ciekawe czy Belgowie w ogóle wiedzą, że istnienie swojego państwa zawdzięczają polskim powstańcom, którzy zablokowali rosyjską interwencję ….?